Dzień Edukacji Narodowej, albo, jak kto woli, Dzień Nauczyciela. Pedagodzy dostają kwiatki wraz z życzeniami, „żeby pan/pani miał/a siłę z nami wytrzymać”, niektórzy dostają nagrody, MEN zachwyca się swoimi kolejnymi pomysłami reform tłumacząc jak bardzo podniosą one poziom systemu edukacji i wykształcenia społeczeństwa a tymczasem w szkolnych salach skrzeczy rzeczywistość polskiej szkoły nieustannie niedofinansowanej, nękanej kolejnymi nieprzemyślanymi, zideologizowanymi reformami, krytykowanie na wszelkie możliwe sposoby przez dziennikarzy i polityków, nielubianej przez uczniów i rodziców. Czy w tej sytuacji mamy jeszcze co świętować?

Co mogą świętować nauczyciele, ciągle znajdujący się pod ostrzałem krytyki obarczającej ich wszelkimi możliwym zarzutami od niekompetencji, przez lenistwo aż po głupotę? Pedagodzy święci oczywiście nie są- jak w każdej grupie są wśród nich ludzie bardzo różni, również ci leniwi, głupi i roszczeniowi, ale w większości są to osoby, którym za małe pieniądze chce się nie tylko pracować w czasie w zasadzie nienormowanym (19 godzin pensum, które tak bardzo jest wytykane to ¼, najwyżej 1/3 czasu poświęcanego na pracę), ale i doskonalić zawodowo, często za własne pieniądze a także nierzadko być połączeniem doradcy rodzinnego z terapeutą. Wymaganie wobec nauczycieli rosną- te merytoryczne są oczywiście są jak najbardziej słuszne, problem tym, że szybciej rosną te biurokratyczne, które ograniczają czas przeznaczony na prace z uczniem a nie idą za tym odpowiednie, gratyfikacje finansowe. Jeżeli ktoś ma gruntowną wiedzę, na przykład z fizyki, zna świetnie język obcy, podstawy zarządzania, techniki pracy z grupą to w imię czego ma się męczyć w szkole za małe pieniądze. A takich nauczycieli, z wysokimi kwalifikacjami, pasją i chęciami jest ciągle wielu- a więc może, mimo niskiego prestiżu zawodu, niewielkich zarobków, niemiłej atmosfery trzyma ich tam jednak niedoceniane, zapomniane powołanie?
Co zostało z tradycji II Rzeczypospolitej, kiedy szkoła była nie tylko miejscem nabywania rzetelnej wiedzy ale ośrodkiem kształtowania postaw moralnych i patriotycznych, miejscem budowanie elit? Czy znajdziemy szkolnych programach elementy budujące siłę narodu, odpowiedzialność społeczną, godność osobistą i inne przymioty niezbędne do prawidłowego funkcjonowania obywatela? Gdzie deklarowane indywidualne podejście do ucznia i jego zdolności przy trzydziestoosobowych klasach i niekonsekwentnie budowanych programach wciśniętych w nierealnie niską liczbę godzin przeznaczonych na ich realizację? Jak uczniowie mają rozwijać samodzielne myślenie, kiedy muszą się przygotować do rozwiązywania testów i pisania odpowiedzi „pod klucz”? Dlaczego mają szanować nauczyciela, którzy są bezustannie krytykowani w mediach, przez polityków, w domu rodzinnym?
Szkoły, tej klasycznej, przez wielkie „S” już nie ma- zostały stechnicyzowane, odhumanizowane „placówki oświatowe”, które nauczanie, kształtowanie ducha i wychowanie zastąpiły „ofertą edukacyjną”. Na szczęście jeszcze niektórych to boli i niepokoi. Może więc choć ten fakt warto uczcić?
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.