Niemcy

Atom wraca do Berlina. Nerwowość kanclerza obnaża rachunek za zielone złudzenia

Kanclerz Niemiec Friedrich Merz coraz ostrzej ocenia skutki energetycznych decyzji sprzed lat. Wprost przyznaje, że „wielkim strategicznym błędem było zniszczenie naszej energetyki jądrowej”, a państwo znalazło się dziś w sytuacji, w której „nie ma jak produkować koniecznych ilości energii”. Jeszcze niedawno Berlin dysponował rezerwami mocy atomowych; dziś – jak mówi Merz – „nie mamy nic”.

2 min czytania
Fot. Screenshot - Facebook (Clash Report)
Fot. Screenshot - Facebook (Clash Report)
Kanclerz Niemiec Friedrich Merz coraz ostrzej ocenia skutki energetycznych decyzji sprzed lat. Wprost przyznaje, że „wielkim strategicznym błędem było zniszczenie naszej energetyki jądrowej”, a państwo znalazło się dziś w sytuacji, w której „nie ma jak produkować koniecznych ilości energii”. Jeszcze niedawno Berlin dysponował rezerwami mocy atomowych; dziś – jak mówi Merz – „nie mamy nic”.

Zapowiedzi są daleko idące. Rząd federalny przygotował dokumenty pod budowę nowych elektrowni, nawet w dawnych lokalizacjach, bo „tam przynajmniej są przyłącza energetyczne”. Jednocześnie niemiecki system energetyczny – oparty w dużej mierze na OZE – wymaga stałych dopłat, co kanclerz opisuje bez ogródek: „mamy teraz system, do którego musimy stale dopłacać ogromne kwoty”.

Komentując tę zmianę tonu, Zbigniew Szczęsny zauważa, że rachunek za ideologiczne decyzje właśnie dotarł do Berlina. „Jednym słowem – wychodzi na to, co mówił Donald Trump: na samej energii odnawialnej nie da się pojechać, przynajmniej jeszcze nie teraz” – podkreśla Szczęsny. I dodaje ironicznie, że alternatywa w postaci elektrowni gazowych oznacza wzrost emisyjności oraz coraz droższe opłaty ETS.

To prowadzi do kolejnego wniosku. „Spodziewam się, że za kilka miesięcy w Brukseli zacznie się niemiecki lobbying w celu zawieszenia albo znaczącego obniżenia ETS” – prognozuje Szczęsny. Jego zdaniem dopiero wtedy „mądra Bruksela zacznie reagować”, a część opiniotwórczych mediów przyzna, że z zieloną transformacją „była jednak pewna przesada”.

Nowym elementem układanki jest też presja przemysłu ciężkiego i chemicznego, który – według danych niemieckich izb handlowych – sygnalizuje ryzyko przenoszenia produkcji poza UE z powodu cen energii. To dodatkowo wzmacnia argumenty za powrotem do atomu i rewizją unijnej polityki klimatycznej. W Berlinie nerwy puszczają – bo rachunek, który miał zapłacić „ktoś kiedyś”, trzeba regulować już teraz.

Źródło: Facebook/Zbigniew Szczęsny, media, Fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej