Uwaga

Efekt Tuska. Kolejne niemieckie ekologiczne śmieci trafią do Polski zamiast do recyklingu

Tysiące ton zużytych paneli fotowoltaicznych trafia do Polski z Niemiec. Zamiast do recyklingu, jak nakazywałyby unijne standardy, są tu sprzedawane jako tanie zamienniki. Dziennikarze „Superwizjera” TVN24 ujawnili skalę procederu, który może doprowadzić do nowej katastrofy ekologicznej. Tymczasem rząd Donalda Tuska nie podejmuje żadnych, nie mówiąc o zdecydowanych, działań, by temu zapobiec, Co więcej, wiele jego decyzji wręcz sprzyja rozwojowi tego patologicznego zjawiska.

2 min czytania
Fot. via Pxhere.com
Fot. via Pxhere.com
Tysiące ton zużytych paneli fotowoltaicznych trafia do Polski z Niemiec. Zamiast do recyklingu, jak nakazywałyby unijne standardy, są tu sprzedawane jako tanie zamienniki. Dziennikarze „Superwizjera” TVN24 ujawnili skalę procederu, który może doprowadzić do nowej katastrofy ekologicznej. Tymczasem rząd Donalda Tuska nie podejmuje żadnych, nie mówiąc o zdecydowanych, działań, by temu zapobiec, Co więcej, wiele jego decyzji wręcz sprzyja rozwojowi tego patologicznego zjawiska.

Stare panele trafiają do Polski zamiast na wysypiska

Import zużytych niemieckich paneli to lukratywny, lecz potencjalnie nielegalny biznes. Instalacja nowych ogniw fotowoltaicznych w Polsce kosztuje obecnie od 16 do 20 tys. zł, podczas gdy zużyte panele można nabyć już za około 2 tys. zł. Dla wielu konsumentów to kusząca oferta – nieświadomi, że kupują elektrośmieci, które szybko trafią na wysypisko. Sprzedawcy rzadko informują o rzeczywistym pochodzeniu i stanie technicznym towaru.

Zjawisko nasiliło się po zmianie przepisów z grudnia 2022 roku, kiedy to obniżono wymagany poziom odzysku elektroodpadów z 65% do zaledwie... 0,005%. Ta decyzja, choć podjęta jeszcze przez poprzedni rząd, nie została cofnięta ani poprawiona przez gabinet Donalda Tuska. Wręcz przeciwnie – obecne władze utrwaliły system, który de facto otworzył granice Polski dla zagranicznych śmieci.

Eksperci ostrzegają: to ekologiczna bomba

Profesor Barbara Tora alarmuje, że już teraz nie mamy w Polsce instalacji zdolnych przetworzyć milion ton zużytych paneli znajdujących się na dachach i farmach fotowoltaicznych. Tymczasem do tej masy dochodzą kolejne tony importowane z Niemiec. Koszt utylizacji jednego kilograma baterii słonecznej to minimum 1,5 zł. Przy obecnej skali oznacza to miliardowe wydatki dla polskiego podatnika w ciągu najbliższych lat.

– „Za chwilę obudzimy się w sytuacji, w której panele fotowoltaiczne będą lądowały na tzw. dziurze, zakopywane przez przestępców pod ziemią” – ostrzega dziennikarz Filip Folczak z TVN.

Rząd Tuska ponosi polityczną odpowiedzialność

Brak reakcji ze strony rządu Tuska jest alarmujący. Gabinet deklaruje transformację energetyczną i walkę o zieloną energię, ale przymyka oko na niekontrolowany napływ elektroodpadów, co może pogrążyć cały system OZE w Polsce. Brakuje mechanizmów kontroli jakości wtórnego rynku fotowoltaiki, nie ma nadzoru nad importem używanego sprzętu, a obywatele są pozostawieni sami sobie.

Dodatkowo, Polska nie korzysta z unijnych instrumentów do zwalczania takich praktyk. Nie wprowadza też zachęt do lokalnego recyklingu ani nie rozwija infrastruktury niezbędnej do przetwarzania paneli. Zamiast tego, państwo staje się narzędziem w rękach firm importujących elektroodpady, działających często na granicy prawa.

Źródło: tvn24, rzeczpospolita, chip, fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej