Polityka

Falenta przerywa milczenie ws. „reklamówki z Biedronki” i nie tylko

Po sensacyjnych doniesieniach „Newsweeka” przed dwoma tygodniami ruszyła kolejna lawina dotycząca słynnej już od wielu lat afery podsłuchowej „Sowa i przyjaciele”. Po tej publikacji lider PO Donald Tusk stwierdził, że Marcin W., wspólnik Marka Falenty, to wiarygodny świadek. Już kilka dni później po odtajnieniu kolejnej części zeznań przez ministra Zbigniewa Ziobrę, gdzie Marcin W. mówi m.in. o reklamówce z Biedronki z 600 tys. euro łapówki, którą miał odebrać syn Donalda Tuska, Michał Tusk – podejście do zeznań oraz wiarygodności Marcina W. zdecydowanie uległy zmianie. Teraz w tej sprawie głos zabrał w rozmowie z TVP Info sam Marek Falenta.

2 min czytania
Fot. screenshot - YouTube (RMF24)
Fot. screenshot - YouTube (RMF24)
Po sensacyjnych doniesieniach „Newsweeka” przed dwoma tygodniami ruszyła kolejna lawina dotycząca słynnej już od wielu lat afery podsłuchowej „Sowa i przyjaciele”. Po tej publikacji lider PO Donald Tusk stwierdził, że Marcin W., wspólnik Marka Falenty, to wiarygodny świadek. Już kilka dni później po odtajnieniu kolejnej części zeznań przez ministra Zbigniewa Ziobrę, gdzie Marcin W. mówi m.in. o reklamówce z Biedronki z 600 tys. euro łapówki, którą miał odebrać syn Donalda Tuska, Michał Tusk – podejście do zeznań oraz wiarygodności Marcina W. zdecydowanie uległy zmianie. Teraz w tej sprawie głos zabrał w rozmowie z TVP Info sam Marek Falenta.

Odnosząc się do spotkania z Rosjanami oraz sprzedaży nagrań Falenta stwierdził:

Po pierwsze nigdy nie spotkałem nikogo z rosyjskich służb, po drugie nie znałem nikogo z osób, które W. przedstawił mi w Kemerowie, po trzecie nigdy nikomu nie sprzedałem żadnych nagrań. Jeżeli ktoś jest w stanie sobie wyobrazić, że sprzedaję nagrania Rosjanom, których widziałem pierwszy raz w życiu, to musi mieć ogromną wyobraźnię, co najmniej taką jak W.

W spotkaniu w biurze Igora Prokudina – dodał Falenta - brało udział około siedmiu osób.

Odbywało się w całości w języku rosyjskim i prowadził je W. z prezesem KTK Polska panem Piotrem Matuszakiem. Przed spotkaniem W. prosił mnie, żebym się nie odzywał, bo tylko on dobrze ich zna i ich zwyczaje – powiedział.

Po ustaleniach pojechaliśmy do jakiejś posiadłości, gdzie strzelaliśmy do rzutek. To był ostatni raz, gdy widziałem Prokudina. Potem pojechaliśmy do domu, w którym mieliśmy spać. Zjedliśmy kolację, byliśmy w bani i poszliśmy spać – kontynuował Falenta.

Dalej Falenta stwierdza, że nie było tam żadnych agentów obcych służb i nikt nie prosił go o wychodzenie z bani. – Nikomu nie obiecywałem żadnych nagrań ani nikt ich ode mnie nie chciał. Nie rozmawiałem o tym nigdy z W. Rozumiem jego sytuację procesową i dlaczego tak musi mówić. W wyniku popełnionych tak wielu przestępstw grozi mu recydywa i walczy o jak najmniejszy wymiar kary – stwierdził.

Odnosząc się do słynnej już „reklamówki z Biedronki” z łapówką 600 tys. euro Falenta powiedział, że tę wiedzę i odpowiedzi na te pytania zachowa „na komisję śledczą bądź weryfikacyjną”.

Źródło: tvp info, pap, portal tvp into

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej