Polityka

Giertych trafił na mocną ripostę Stanowskiego: zaczęło się od Orlenu, a skończyło na...

W polskiej debacie publicznej ponownie zawrzało po wymianie zdań między Krzysztofem Stanowskim, twórcą Kanału Zero, a Romanem Giertychem, politykiem Koalicji Obywatelskiej. Zarzuty Giertycha dotyczące rzekomej współpracy Stanowskiego z Orlenem wywołały ostrą reakcję dziennikarza, który w swoim stylu rozprawił się z sugestiami byłego ministra edukacji.

3 min czytania
Fot. screenshot - YouTube (Kanał Zero, Janusz Jaskółka)
Fot. screenshot - YouTube (Kanał Zero, Janusz Jaskółka)
W polskiej debacie publicznej ponownie zawrzało po wymianie zdań między Krzysztofem Stanowskim, twórcą Kanału Zero, a Romanem Giertychem, politykiem Koalicji Obywatelskiej. Zarzuty Giertycha dotyczące rzekomej współpracy Stanowskiego z Orlenem wywołały ostrą reakcję dziennikarza, który w swoim stylu rozprawił się z sugestiami byłego ministra edukacji.

Roman Giertych opublikował na serwisie X wpis, w którym zarzucił Krzysztofowi Stanowskiemu czerpanie korzyści finansowych ze współpracy z Orlenem. Zasugerował, że dziennikarz był "pracownikiem byłego wójta Pcimia", czyli Daniela Obajtka, i otrzymywał z Orlenu wynagrodzenie rzędu 490 tysięcy złotych rocznie.

– "Cożeś Pan takiego dla Orlenu robił, bo ciekaw jestem, jak Obajtek z Pana korzystał? Znasz się Pan na rafinowaniu?" – pytał ironicznie Giertych.

Krzysztof Stanowski szybko zareagował, przypominając Giertychowi podstawowe zasady reklamy i sponsoringu w mediach.

– "Firmy kupują reklamy w mediach. Sponsoring opakowuje się reklamami, bo inaczej nikt się o nim nie dowie" – tłumaczył dziennikarz, wskazując, że Orlen, jako sponsor wielu dyscyplin sportowych, inwestował w reklamę również w jego serwisach sportowych.

Stanowski, znany z ciętego języka, porównał zarzuty Giertycha do absurdalnego scenariusza, w którym Dorota Schnepf miałaby być pracownicą firmy produkującej środki na wzdęcia tylko dlatego, że reklamy takich produktów pojawiają się w TVP.

Dziennikarz odniósł się także do aktywności internetowej zwolenników Giertycha, nazywając ich "sekciarzami".

– "Postarajcie się grupować w małe oddziały, żeby w każdym był chociaż jeden bystrzejszy. Póki co słabo to idzie" – napisał Stanowski, dodając, że jego atakujący powinni bardziej skupiać się na odpowiedziach, a nie na wyciąganiu błędnych wniosków.

W odpowiedzi na zarzuty dotyczące wynagrodzenia, Stanowski zaznaczył, że nie może ujawniać kwot ze względu na tajemnicę handlową. Wyraził jednak nadzieję, że przyszłe dyskusje będą prowadzone w bardziej merytoryczny sposób.

– "Proszę przekazać swojemu przydupasowi, że wiedzę powinien czerpać nie z pytań, które sam zadaje, tylko z odpowiedzi, które na te pytania dostaje" – dodał, odnosząc się do jednej z osób blisko współpracujących z Giertychem.

Po kolejnej zaczepce Giertycha, Stanowski odparł:

- "Panie Romanie, niesłusznie posądziłem pana, że może pan nie wiedzieć, czym są reklamy w mediach. Musi pan to wiedzieć, skoro za pieniądze ministerstwa edukacji wykupywał pan reklamy... siebie", załączając tekst "Rzeczpospolitej", w którym czytamy, że Roman Giertych miał wydać z funduszy MEN środki na promocję samego siebie.

Źródło: x, fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej