Polska

„Istniało poważne zagrożenie dla jej życia”. Psychiatra o interwencji ws. pani Joanny

Materiał TVN, na którym pokazano bulwersującą interwencję policji wobec kobiety, która zażyła środki poronne, poruszył całą Polskę. Teraz głos zabrała opiekująca się kobietą lekarka psychiatrii, której relacja podważa narrację autorów reportażu zaprezentowanego w „Faktach”.

2 min czytania
Fot. screenshot - YouTube (Wirtualna Polska News)
Fot. screenshot - YouTube (Wirtualna Polska News)
Materiał TVN, na którym pokazano bulwersującą interwencję policji wobec kobiety, która zażyła środki poronne, poruszył całą Polskę. Teraz głos zabrała opiekująca się kobietą lekarka psychiatrii, której relacja podważa narrację autorów reportażu zaprezentowanego w „Faktach”.

Stacja TVN pokazała reportaż, w którym zaprezentowano wyjątkowo bulwersujące zachowanie policjantów. Wedle materiału „Faktów”, pani Joanna zdecydowała się zażyć tabletki poronne, bo twierdziła, że ciąża zagraża jej życiu. Źle się poczuła i zadzwoniła do swojej lekarki, po czym trafiła do szpitala. Tam mieli czekać funkcjonariusze policji i osaczyć kobietę. Tak sprawa została zaprezentowana przez TVN. Zupełnie inaczej zdarzenie relacjonował jednak wczoraj w rozmowie z Interią rzecznik małopolskiej policji mł. insp. Sebastian Gleń.

- „27 kwietnia dostaliśmy zgłoszenie od lekarza psychiatrii, zadzwonił na numer 112 i poinformował nas, że jego pacjentka dokonała aborcji i chce popełnić samobójstwo. Przekazał nam adres kobiety, pod który wysłana została karetka pogotowia i patrol policji”

- wyjaśnił.

- „Z uwagi na to, iż istniało podejrzenia popełnia przestępstwa w postaci udzielania kobiecie ciężarnej pomocy w przerwaniu ciąży poprzez środki pochodzące z nielegalnego źródła, zachodziła konieczność zabezpieczenia urządzeń, które kobieta używała do finalizowania transakcji zakupu tych środków. Jednocześnie policjanci musieli sprawdzić, czy kobieta nie posiada przy sobie środków pochodzących z niewiadomego źródła, które po zażyciu mogłyby zagrażać jej życiu”

- dodał.

Teraz głos zabrała lekarka psychiatrii, która zaalarmowała służby o niebezpieczeństwie targnięcia się przez kobietę na swoje życie. W rozmowie z Onetem wyjaśniła motywy swojego działania.

- „Pani Joanna, która była leczona w ramach NFZ, zadzwoniła do mnie tego dnia około godziny 20:00, na mój prywatny numer telefonu. A ponieważ jestem z tego pokolenia, że nie kończę pracy o 16:00 i nie przestaję się interesować pacjentami, zaczęłam z nią rozmawiać”

- relacjonuje.

Lekarka wskazała, że rozmowa trwała około godziny i „była pełna emocji”.

- „Słowa, które wypowiedziała pacjentka oraz wiedza, jaką posiadałam, znając jej historię, sprawiły, że uznałam, że istnieje poważne zagrożenie dla jej życia”

- wyjaśniła.

W związku z powyższym, lekarka zachęcała pacjentkę, aby wezwała pogotowie. Kiedy jednak uznała, że ta nie jest w stanie tego zrobić, zapytała się, czy sama może zadzwonić na numer alarmowy. Pani Joanna się na to zgodziła. Lekarka zaznaczyła, że sama nie prosiła dyspozytora o asystę policji. Wyjaśniła też, że zdradziła służbom fakt zażycia tabletek poronnych, ponieważ miało to znaczenie dla oceny jej stanu zdrowia.

- „Jako lekarz za każdym razem, gdy zadzwoni pacjent, a ja uznam, że muszę go ratować, będę go ratować”

- oświadczyła.

Źródło: Onet.pl, PAP

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej