Wiadomości

Koronawirus znika, wraca grypa. Gdyby nie testy, pandemii by nie było?

„Widzę coraz bardziej, że gdyby nie te testy, to nic wielkiego by się nie działo. Ale zareagowaliśmy nadmiarowo i potem widzieliśmy już efekty nie wirusa, ale ludzkiego kombinowania z dostępem do służby zdrowia” – przekonuje na łamach tygodnika „Do Rzeczy” Jerzy Karwelis.

1 min czytania
Fot. via Pixabay - geralt
Fot. via Pixabay - geralt
„Widzę coraz bardziej, że gdyby nie te testy, to nic wielkiego by się nie działo. Ale zareagowaliśmy nadmiarowo i potem widzieliśmy już efekty nie wirusa, ale ludzkiego kombinowania z dostępem do służby zdrowia” – przekonuje na łamach tygodnika „Do Rzeczy” Jerzy Karwelis.

Dziennikarz zwraca w swoim tekście uwagę na fakt, że w Polsce nagle zniknął koronawirus, a wróciła „poczciwa grypa”.

- „Widać, że spadająca liczba zakażeń koronawirusem jest wypełniana grypą. Skąd to się bierze? Po pierwsze – grypę do tej pory diagnozowało się u lekarza na podstawie objawów, nikt nikomu niczego do nosa nie pchał, nie izolował rodzin i nie posyłał na obowiązkową kwarantannę, nie zamykał zakładów pracy. Cały cyrk zaczął się od tego, że zaczęliśmy się – na koronę – testować. I widać już, że te testy – nie ma innego wytłumaczenia dla wyparcia jednej choroby przez drugą – po prostu mieszały je obie”

- przekonuje autor.

Jego zdaniem robione na masową skalę testy na obecność SARS-CoV-2 często nie rozróżniały grypy od koronawirusa, a nawet „dawały w ponad połowie przypadków fałszywie pozytywne rezultaty”.

Źródło: Tygodnik „Do Rzeczy”, PCh24.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej