Uwaga

Łukaszenka boi się wiary. Młodzież na Drodze Krzyżowej solą w oku białoruskiego reżimu

Wielkanoc 2025 r. przynosi katolikom na Białorusi nie tylko duchowe przeżycia, ale i poczucie narastającej presji ze strony reżimu Aleksandra Łukaszenki. Coraz częstsze ograniczenia, zakazy nabożeństw i zamykanie kościołów to codzienność dla wspólnoty katolickiej, która od 2020 roku otwarcie sprzeciwiała się brutalnym represjom państwa wobec własnych obywateli. Katolicki głos sumienia, głośno wyrażany przez księży i wiernych, stał się niebezpieczny dla władzy – dlatego dziś białoruski reżim robi wszystko, by go uciszyć.

2 min czytania
Fot. via grodnesis.by, Droga Krzyżowa w Grodnie
Fot. via grodnesis.by, Droga Krzyżowa w Grodnie
Wielkanoc 2025 r. przynosi katolikom na Białorusi nie tylko duchowe przeżycia, ale i poczucie narastającej presji ze strony reżimu Aleksandra Łukaszenki. Coraz częstsze ograniczenia, zakazy nabożeństw i zamykanie kościołów to codzienność dla wspólnoty katolickiej, która od 2020 roku otwarcie sprzeciwiała się brutalnym represjom państwa wobec własnych obywateli. Katolicki głos sumienia, głośno wyrażany przez księży i wiernych, stał się niebezpieczny dla władzy – dlatego dziś białoruski reżim robi wszystko, by go uciszyć.

Na tym tle wyjątkowo wybrzmiewa tegoroczna Droga Krzyżowa w Grodnie, która w sobotę przeszła przez centrum miasta. To właśnie Grodzieńszczyzna – region o największym odsetku katolików – pozostaje ostatnim miejscem, gdzie takie nabożeństwa odbywają się jeszcze w przestrzeni publicznej. Szczególnie widoczna była obecność młodzieży, co – jak podkreślają niezależni obserwatorzy – wzbudziło ogromny niepokój władz. Młodzi Białorusini, z różańcem w ręku, idący ulicami miasta w publicznym świadectwie wiary, to symbol buntu trudny do stłumienia.

W innych miastach reżim Łukaszenki nie pozostawił złudzeń. W Mińsku Droga Krzyżowa została ograniczona do terenu przykościelnego cmentarza na Złotej Górce. W Baranowiczach, gdzie od 2014 roku nabożeństwa gromadziły setki wiernych, również w tym roku nie wydano zgody – oficjalnym powodem było „natężenie ruchu samochodowego” i kolizja z ludową „maslenicą”.

W Smorgoni, Zdzięciole, Brzostowicy Wielkiej, Iwie i Nowogródku wierni wciąż gromadzą się na modlitwie, ale to coraz rzadsze wyjątki. Trudno nie zauważyć, że władze konsekwentnie dążą do wypchnięcia Kościoła katolickiego ze sfery publicznej – na margines, za mury świątyń, a najlepiej za granicę.

Od protestów w 2020 roku, kiedy to katoliccy duchowni otwarcie potępiali represje, Kościół katolicki zyskał ogromny autorytet moralny. To on – w przeciwieństwie do podporządkowanej Kremlowi Cerkwi prawosławnej – stanął po stronie białoruskiego społeczeństwa. Dlatego właśnie dziś staje się obiektem represji. Zamknięcie Czerwonego Kościoła w Mińsku – jednego z najważniejszych symboli katolicyzmu na Białorusi – było więc tylko początkiem większego planu.

Według szacunków, katolicy stanowią od 10 do 20 proc. białoruskiego społeczeństwa, z dużym udziałem mniejszości polskiej. W kontekście tegorocznej Wielkanocy, obchodzonej wspólnie przez katolików i prawosławnych 20 kwietnia, władze boją się nie tylko modlitwy – ale tego, co ona może oznaczać: pokoju, jedności i odwagi.

Aleksander Łukaszenka i jego aparat represji nie boją się bicia w dzwony. Boją się cichej, ale stanowczej determinacji ludzi wiary.

Źródło: kresy24.pl, fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej