Tylko u nas

M. Susujew dla Frondy: Amerykański blef sankcyjny

30 maja amerykańscy senatorowie Lindsey Graham i Richard Blumenthal spotkali się w Kijowie z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełeńskim. Senatorowie z dwóch partii (Graham reprezentował partię republikańską, a Blumenthal demokratyczną) przyjechali do stolicy Ukrainy, by wyrazić swoje poparcie dla walczącego o swoją niepodległość kraju i oznajmić, że w Senacie USA rośnie poparcie dla projektu sankcji przeciwko Rosji. Sankcje te mogą zostać na nią nałożone, jeżeli Moskwa odrzuci wysiłek na rzecz pokoju ze strony USA i jej prezydenta Donalda Trumpa. Jeżeli Rosja nadal będzie się upierać, stawiać nierealistyczne warunki do zawieszenia broni i odrzucać konstruktywne propozycje, w Senacie USA aż 82 senatorów ma być gotowych głosować za wprowadzeniem „destrukcyjnych sankcji, które zrujnują jej gospodarkę”. Z taką wieścią senatorowie przybyli do Kijowa.

3 min czytania
Fot. via Wikipedia.org, Domena publiczna/ Screenshot - YouTube (WELT)
Fot. via Wikipedia.org, Domena publiczna/ Screenshot - YouTube (WELT)
30 maja amerykańscy senatorowie Lindsey Graham i Richard Blumenthal spotkali się w Kijowie z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełeńskim. Senatorowie z dwóch partii (Graham reprezentował partię republikańską, a Blumenthal demokratyczną) przyjechali do stolicy Ukrainy, by wyrazić swoje poparcie dla walczącego o swoją niepodległość kraju i oznajmić, że w Senacie USA rośnie poparcie dla projektu sankcji przeciwko Rosji. Sankcje te mogą zostać na nią nałożone, jeżeli Moskwa odrzuci wysiłek na rzecz pokoju ze strony USA i jej prezydenta Donalda Trumpa. Jeżeli Rosja nadal będzie się upierać, stawiać nierealistyczne warunki do zawieszenia broni i odrzucać konstruktywne propozycje, w Senacie USA aż 82 senatorów ma być gotowych głosować za wprowadzeniem „destrukcyjnych sankcji, które zrujnują jej gospodarkę”. Z taką wieścią senatorowie przybyli do Kijowa.

Zastanówmy się, jakie są szanse na wprowadzenie przez USA nowych sankcji przeciwko Rosji. Dokument ogłoszony przez senatorów jako destrukcyjny dla Moskwy przewiduje dość prosty mechanizm. Na każdy kraj, który handluje z Rosją, kupując od niej jej określone surowce, mają być nałożone cła w handlu z USA w wysokości aż do 500%. Mechanizm ten w założeniu ma wykorzystywać pozycję Stanów Zjednoczonych – będących największym światowym rynkiem i największym importerem - do presji na kraje podtrzymujące wysiłek wojenny Rosji. W założeniu więc sankcje te rzeczywiście potencjalnie mogą wyglądać jako bardzo niebezpieczne dla Moskwy i mogą ją skutecznie izolować gospodarczo. Tak to wygląda jednak tylko w teorii. W praktyce głównymi partnerami handlowymi Rosji, kupującymi jej zasoby naturalne, są w tej chwili kraje tzw. globalnego południa, przede wszystkim Chiny i Indie. Problem polega na tym, że prezydent Donald Trump wojnę handlową z Chinami rozpoczął jeszcze przed tym, jak pojawiły się rozmowy o możliwym wprowadzeniu sankcji antyrosyjskich. Ta wojna handlowa przebiegała w oderwaniu od kwestii wojny rosyjsko-ukraińskiej i kwestii sankcji. Gwałtownie eskalowała po tym, jak Donald Trump wprowadził zaporowe cła przeciwko Chinom i innym krajom świata w kwietniu tego roku. Później eskalowała jeszcze mocniej po tym, jak Chiny zamiast się ugiąć, wprowadziły w odpowiedzi własne cła. Do dziś sytuacja zdążyła już deeskalować, bo strona chińska i amerykańska osiągnęły porozumienie o wzajemnym obniżeniu wprowadzonych wcześniej ceł. Chiny w trakcie tej krótkotrwałej, ale bardzo intensywnej wojny handlowej zupełnie się nie ugięły i postanowiły zamiast elastycznego podejścia, iść na całość, odpowiadając naciskiem na nacisk. Indie to zupełnie inna bajka. Stosunki z Indiami dla Stanów Zjednoczonych są o tyle ważne, że jakakolwiek strategia powstrzymania Chin w regionie bez przychylnego stosunku Indii jest mało skuteczna. Czy w tej sytuacji Stany Zjednoczone będą gotowe wprowadzić cła 500% na te dwa kraje tylko po to, by wywrzeć nacisk na Rosję? 500% w zasadzie oznacza zwyczajnie handlowe embargo. Powiedzmy wprost - jest to mało prawdopodobne. Rozumieją to Chiny, Indie, rozumie to Rosja ... i prawdopodobnie rozumie to nawet strona amerykańska. 

Dlaczego w tej sytuacji temat sankcji jest podnoszony w USA? Bo z jednej strony prezydent Trump ma w jakiś sposób pokazać, że ma nie tylko marchewkę dla Putina, ale i kij. Kijem tym ma stać się widmo destrukcyjnych (nawet jeżeli nieprawdopodobnych) sankcji. Ma on wisieć nad głową Putina, odroczony w czasie na nigdy niekończące się „dwa tygodnie” Trumpa. Z drugiej strony jest oczywiste, że administracja Trumpa nie chce podejmować realnych kroków i realnego nacisku na Rosję. Za każdym razem, jak Putin odrzuca propozycję zawieszenia broni i uderza w ukraińskie miasta, Waszyngton woli udawać, że nic specjalnego się nie stało, bo rozmowy o pokoju są kontynuowane, a winnymi niepowodzenia są obie strony. 

Dla senatorów zaś może to być dobry sposób na pokazanie swojego poparcia dla Ukrainy i delikatne wywarcie nacisku na administrację, żeby w końcu podjęła bardziej aktywne działania przeciwko Rosji. Co zresztą wydaje się dziś być zupełnie nieskuteczne. Ciągłe podkreślanie, że w Senacie rośnie poparcie dla tego projektu wskazuje, że może on go poprzeć, gdy tylko prezydent Trump się na to zdecyduje. To natomiast w praktyce może nigdy nie nastąpić. 

I tak to jest z tym projektem nowych destrukcyjnych antyrosyjskich sankcji. W teorii są bardzo radykalne. W praktyce szanse na ich przyjęcie są bardzo małe. Jest to pewnego rodzaju blef rozegrany jednak w sposób na tyle jawny, że trudno zakładać, by Rosjanie mogli się na to nabrać.

Źródło: Fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej