USA

Narkopaństwo jako broń geopolityczna - Maduro, kokaina, fentanyl i milczące Chiny

„Napływ ogromnych ilości narkotyków miał nie tylko przynosić zyski Maduro i jego ludziom, ale osłabiać Amerykę od wewnątrz” – mówi w rozmowie z portalem rp.pl, Jacek Tomaszewski, były podinspektor CBŚP i specjalista od współpracy z krajami Ameryki Łacińskiej, wskazując, że narkotyki były narzędziem politycznym, a nie wyłącznie źródłem dochodu.

2 min czytania
Fot. screenshot - YouTube (Sky News)
Fot. screenshot - YouTube (Sky News)
„Napływ ogromnych ilości narkotyków miał nie tylko przynosić zyski Maduro i jego ludziom, ale osłabiać Amerykę od wewnątrz” – mówi w rozmowie z portalem rp.pl, Jacek Tomaszewski, były podinspektor CBŚP i specjalista od współpracy z krajami Ameryki Łacińskiej, wskazując, że narkotyki były narzędziem politycznym, a nie wyłącznie źródłem dochodu.

Sprawa Nicolasa Maduro od lat wykracza daleko poza ramy wewnętrznej polityki Wenezueli. Jak podkreśla Tomaszewski, w grę wchodził nie tylko gigantyczny narkobiznes, lecz także świadoma strategia destabilizacji Stanów Zjednoczonych i Zachodu.

Według eksperta Wenezuela stała się kluczowym hubem tranzytowym kokainy produkowanej głównie w Kolumbii. „Maduro trzymał pieczę nad tym procederem, może nie uczestniczył w nim bezpośrednio, ale delegował do tego swoich ludzi” – mówi były oficer CBŚP. W praktyce oznaczało to ochronę karteli, wydawanie fałszywych paszportów bossom narkotykowym oraz udostępnianie przestrzeni powietrznej do transportu narkotyków. Tomaszewski podkreśla wprost: „W Wenezueli żadna nielegalna działalność nie mogła się odbywać bez zgody państwa, czyli bez zgody Nicolasa Maduro”.

Kluczowym elementem tej układanki był również fentanyl – substancja znacznie tańsza od kokainy i wyjątkowo destrukcyjna społecznie. Jak zauważa Tomaszewski, współpraca reżimu z meksykańskim kartelem Sinaloa oznaczała wejście w obszar, który „miał degenerować amerykańskie społeczeństwo szybciej i taniej niż klasyczna kokaina”. W tym sensie narkoterroryzm – choć formalnie nieistniejący w kodeksach – nabiera realnego znaczenia operacyjnego.

Na tym tle szczególnie wymowna jest postawa Chin. Tomaszewski zwraca uwagę, że reakcja Pekinu na zatrzymanie Maduro była „późna i wyjątkowo oględna”. Jego zdaniem nie był to przypadek, lecz sygnał chłodnej kalkulacji: „Chiny nie chciały wchodzić w otwarty konflikt z USA, bo same przygotowują się do realizacji własnych celów strategicznych”. Wenezuela, bogata w ropę, złoto, diamenty i pierwiastki rzadkie, pozostaje ważnym elementem tej globalnej gry, ale nie na tyle, by ryzykować konfrontację z Waszyngtonem.

W ocenie Tomaszewskiego upadek Maduro to nie tylko koniec narkotykowego reżimu, lecz także przesunięcie stref wpływów. „To sygnał dla Rosji i Chin, że Amerykanie wciąż potrafią działać szybko i zdecydowanie” – podkreśla były oficer CBŚP. Dla zwykłych Wenezuelczyków może to oznaczać nadzieję na wyjście z państwa zbudowanego na strachu, korupcji i narkobiznesie, a dla świata – lekcję, że handel narkotykami bywa dziś narzędziem wojny hybrydowej.

Źródło: rp.pl, fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej