Polityka

Nerwowe reakcje władzy i „efekt mrożący”. Beata Kempa o zarzutach wobec Roberta Bąkiewicza

Postawienie zarzutów Robertowi Bąkiewiczowi w związku z jego wypowiedzią podczas ubiegłorocznego wiecu w Warszawie wywołało burzliwą debatę polityczną. Prokuratura uznała, że fragment przemówienia mógł stanowić publiczne nawoływanie do przemocy wobec konstytucyjnego organu państwa. Decyzję śledczych ostro skomentowała Beata Kempa, etatowy doradca prezydenta RP, która w rozmowie z portalem wPolityce.pl oceniła działania prokuratury jako przejaw politycznej nadgorliwości.

2 min czytania
Fot. Screenshot - YouTube (Radio Maryja)
Fot. Screenshot - YouTube (Radio Maryja)
Postawienie zarzutów Robertowi Bąkiewiczowi w związku z jego wypowiedzią podczas ubiegłorocznego wiecu w Warszawie wywołało burzliwą debatę polityczną. Prokuratura uznała, że fragment przemówienia mógł stanowić publiczne nawoływanie do przemocy wobec konstytucyjnego organu państwa. Decyzję śledczych ostro skomentowała Beata Kempa, etatowy doradca prezydenta RP, która w rozmowie z portalem wPolityce.pl oceniła działania prokuratury jako przejaw politycznej nadgorliwości.

— Myślę, że ta władza zaczyna być bardzo nerwowa i na wszelką krytykę reaguje w sposób przesadny. Dochodzi do nadinterpretacji wypowiedzi i zdarzeń. W mojej ocenie ma to wywołać efekt mrożący, aby nikt nie odważył się publicznie krytykować rządu — stwierdziła Kempa.

Jej zdaniem sprawa ma również wymiar personalny i wiąże się z charakterem premiera Donalda Tuska. — To jest także kwestia osobowości samego Donalda Tuska. Nie przypominam sobie, aby w wypowiedzi Roberta Bąkiewicza w ogóle padło jego nazwisko. Mimo to znalazły się osoby, które na siłę próbują budować zarzuty — podkreśliła.

Podstawą postępowania stały się słowa wypowiedziane podczas zgromadzenia, które prokuratura zinterpretowała jako nawoływanie do „usunięcia przemocą” szefa rządu. Sam Bąkiewicz po wyjściu z prokuratury mówił o absurdzie zarzutów, podkreślając, że są one całkowicie oderwane od rzeczywistości i stanowią próbę zastraszenia krytyków władzy.

Beata Kempa zwróciła uwagę, że działania wobec Bąkiewicza nie są odosobnione. — Widać wyraźną sekwencję zdarzeń. To, co dzieje się wokół Zbigniewa Ziobry, a teraz Roberta Bąkiewicza, a także zapowiedzi kolejnych zarzutów wobec innych polityków, pokazują pewien schemat. Waldemar Żurek szaleje. Pewnie chce zadowolić swojego szefa, ale nigdy mu się to nie uda — oceniła.

Doradczyni prezydenta RP zaznaczyła, że wykorzystywanie aparatu państwa do walki z opozycją jest niedopuszczalne w demokratycznym państwie prawa. — Nic nie usprawiedliwia używania instrumentów przymusu wobec ludzi tylko dlatego, że są niewygodni dla władzy. To jest jawne nadużycie — powiedziała.

Kempa wskazała również, że rząd próbuje przykryć realne problemy społeczne i gospodarcze eskalowaniem sporów politycznych. — Nie idzie im w gospodarce, mamy kryzys w ochronie zdrowia, likwidowane są porodówki, a młodzi ludzie nie mogą znaleźć pracy. Zamiast rozwiązywać te problemy, funduje się społeczeństwu polityczne igrzyska — dodała.

W swojej ocenie była europoseł PiS odwołała się także do doświadczeń sprzed 1989 roku. — Każda władza o zapędach autorytarnych próbuje zastraszać obywateli. Przekaz jest prosty: skoro możemy to zrobić politykom, możemy zrobić to każdemu. To są metody, które wielu Polaków doskonale pamięta z czasów komunistycznych — zaznaczyła.

Na zakończenie Kempa wyraziła przekonanie, że próby zastraszania nie przyniosą oczekiwanych rezultatów. — Polaków zastraszyć się nie da. Jesteśmy narodem przekornym i niecierpiącym przymusu. Im większa presja, tym większa mobilizacja. Zło nigdy nie ma ostatniego słowa — podsumowała.

Źródło: wPolityce.pl, Fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej