Polityka

P. Semka dla Frondy: Czarzasty - wielka nadzieja liberalnych ludzi

Jeśli kogoś jeszcze dziwiło jak stary pezetperowiec Włodzimierz Czarzasty stał się politycznym partnerem numer jeden Donalda Tuska, to chyba porzucił już wszelkie złudzenia.

3 min czytania
Fot. screenshot - YouTube (Donald Tusk - kanał oficjalny)
Fot. screenshot - YouTube (Donald Tusk - kanał oficjalny)
Jeśli kogoś jeszcze dziwiło jak stary pezetperowiec Włodzimierz Czarzasty stał się politycznym partnerem numer jeden Donalda Tuska, to chyba porzucił już wszelkie złudzenia.

Gdzie podziały się czasy, kiedy to lider Koalicji Obywatelskiej pokazywał się na scenach wieców razem z liderem PSL Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem?  Ludowcy w jednych sondażach leciutko przekraczają próg wyborczy, ale w większości znajdują się pod kreską. A nowa Lewica słabo, bo słabo, ale jednak zazwyczaj przekracza 6,5%, wyrywając się powyżej symbolicznej poprzeczki obecności w Sejmie.  Gdy prawicowi internauci do znudzenia przypominają, że Czarzasty zapisał się do PZPR dokładnie w roku zamordowania Licealisty Grzegorza Przemyka – to po stronie liberalnej panuje więc nastrój euforii.

 

Dobrym przykładem tych nastrojów jest niedawny tekst Katarzyny Skrzydłowskiej-Kalukin na łamach portalu „Kultura Liberalna”.  Publicystka pisze: „Gdzie Tusk nie może, tam Czarzastego pośle. W końcu znalazł kogoś, kto bez owijania w bawełnę wyrazi pogląd jego najbardziej oddanych zwolenników. |Ostało się trochę liberalnych obywateli, którzy coraz bardziej duszą się w obowiązującej prawicowej poprawności i męczą ich nasilające się flirty z populistami. To właśnie im głównie Tusk sprezentował – o tempora, o mores! – Włodzimierza Czarzastego”. Skrzydłowska puentuje swój wywód tak: „Tym sposobem znoszony lewicowy polityk z bardziej niż cynicznym podejściem do swojej profesji zupełnie ni stąd ni z owąd stał się głównym rzecznikiem liberalnego społeczeństwa i jego wartości”. I teraz puenta: „w sumie nie powinniśmy się zatem dziwić, że w tym gabinecie krzywych luster właśnie dawny złoczyńca (aluzja do udziału Czarzastego w aferze Rywina – przyp. aut.) podjął się roli przewodnika. Kiedyś afera Rywina mogła wywołać wstrząs, ale umieszczona w skali złodziejstwa ostatnich rządów PiS-u byłaby już tylko jedną z wielu. A przesłuchujący wtedy Czarzastego młody pomocnik szeryfa Zbigniew Ziobro dziś sam jest uciekinierem politycznym. Ot, ironia losu...”.

 

Jeżeli ktoś z prawej strony, podejmujący się krytyki liberalizmu, jako ideologii skłaniającej do relatywizacji wszystkiego, będzie szukał cytatu, to polecam gorąco tekst z „Kultury Liberalnej”.

Pani Skrzydłowskiej-Kalukin nie interesuje przeszłość Czarzastego, co więcej, wręcz wydaje się ekscytować faktem, że negatywny bohater afery Rywina dziś jest poklepywany po plecach przez kolegów z Koalicji 13 grudnia jako młot na pisowską reakcję. I ta zamiana ról absolutnie publicystce nie przeszkadza, bo najważniejszy jest ogólny cel polityczny. Na takiej samej zasadzie, jak kiedyś chiński reformator Deng Xiao Ping, wprowadzając pierwsze reformy rynkowe w Pekinie głosił, że: „Nieważne jest czy kot jest czarny czy biały, byleby tylko dobrze łapał myszy”. A teraz właśnie żyjemy w epoce łapania Zbigniewa Ziobry. I dlatego Czarzasty nagle stał się bohaterem. A sprytny Donald Tusk wie i rozumie, że towarzysz Włodzimierz do ogólnej linii zwalczania prezydenta i PiS dorzuci swoją osobistą zemstę za próby dekomunizacji sprzed lat. Ten kot nie tylko lubi łapać myszy, ale ma z nimi długie, długie porachunki.

Źródło: Fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej