Tylko u nas

Piotr Semka dla Frondy: Polowanie na amerykański imperializm

Strategia Bezpieczeństwa Narodowego Donalda Trumpa to dokument, który wzbudził niedawno ogromną dyskusję. Opracowanie to jest niezwykle szczere i pod wieloma względami dość brutalne dla elit Unii Europejskiej. W dokumencie znalazła się bardzo surowa krytyka obecnego stanu wspólnoty państw europejskich, połączona z deklaracją, że Ameryce najbliżej jest do części partii prawicowych, które bronią swojej tożsamości narodowej, sprzeciwiają się niekontrolowanej migracji i potrafią kwestionować utopie społeczne, lansowane przez obecne władze Unii Europejskiej.

3 min czytania
Fot. Screenshot - YouTube (Telewizja Republika)
Fot. Screenshot - YouTube (Telewizja Republika)
Strategia Bezpieczeństwa Narodowego Donalda Trumpa to dokument, który wzbudził niedawno ogromną dyskusję. Opracowanie to jest niezwykle szczere i pod wieloma względami dość brutalne dla elit Unii Europejskiej. W dokumencie znalazła się bardzo surowa krytyka obecnego stanu wspólnoty państw europejskich, połączona z deklaracją, że Ameryce najbliżej jest do części partii prawicowych, które bronią swojej tożsamości narodowej, sprzeciwiają się niekontrolowanej migracji i potrafią kwestionować utopie społeczne, lansowane przez obecne władze Unii Europejskiej.

Jak zareagowały na to elity unijne? Próbkę tych reakcji przedstawia specjalny artykuł na portalu niemieckiego medium rządowego „Deutsche Welle”. Autorzy tekstu zwrócili się do paru analityków z europejskich think-tanków o charakterze liberalno-lewicowym. Warto przytoczyć ich opinie, bo pokazują one, w jakim kierunku rozwijać się będzie propaganda „grupy trzymającej władzę w UE”.

 

Podstawowa teza jest wyrazista. Nowa doktryna Trumpa niepokoi wielu Europejczyków, który postrzegają ją jako jawną ingerencję w ich politykę wewnętrzną. Z tego wyciągany jest wniosek. Amerykanie podejmą działania mające na celu poprawę perspektyw europejskiej skrajnej prawicy i należy w związku z tym bić na alarm.

 

Oto np. pan Guntram Wolf z brukselskiego think-tanku „Breugel” wskazuje: „Jest to próba ingerencji w sprawy wewnętrzne Europy w celu osłabienia procesów demokratycznych i wzmocnienia skrajnie prawicowych partii”. „Deutsche Welle” – na portalu reprezentującym rząd RFN odnajdujemy artykuł, w którym „eksperci” wskazują na kompleksowy plan Amerykanów. Podział 27 państw członkowskich Unii wzdłuż linii ideologicznych, aby osłabić blok i móc go zdominować.

 

Zsuzsanna Vegh z Europejskiej Rady Stosunków Zagranicznych wieszczy: „Osłabienie Unii Europejskiej na arenie międzynarodowej leży w interesie rządu USA. Chodzi o to, aby podzielona Europa była słabsza i łatwiejsza do wpływania na nią w kwestiach handlowych. Ta sama pani Wegh formułuje jeszcze inne oskarżenie: „Narodowa strategia bezpieczeństwa USA pokazuje że obecny rząd USA poszukuje partnerów politycznych w poszczególnych krajach zamiast współpracować z demokratycznie wybranymi rządami tych krajów. Jest to odejście od tradycyjnych stosunków dyplomatycznych, w których dąży się do utrzymania dobrych relacji między krajami. Zamiast tego preferuje się powiązania między partiami i dyplomację partyjną”. Zsuzsanna Vegh grzmi: „Przynajmniej częściowo chodzi o podważenie liberalnych zasad demokratycznych, które leżą u podstaw UE i ją jednoczą”.

I wreszcie znów Guntram Wolf: „Stany Zjednoczone osłabiają UE dla własnej korzyści i kosztem bezpieczeństwa i dobrobytu w Europie. Europejskie przedsiębiorstwa czerpią korzyści ze ściśle powiązanych globalnych łańcuchów wartości, które są możliwe dzięki silnie zintegrowanej UE i jej rynkowi wewnętrznemu. Atakując UE i jej rdzeń, czyli rynek wewnętrzny, atakuje się interesy przedsiębiorstw unijnych działających w wielu krajach”.

 

Guntram Wolf okrasza te swoje przestrogi dodatkową diagnozą: „W kwestii bezpieczeństwa panuje zgoda (Trumpa) z Rosją. Putin potwierdził już, że popiera tę strategię”. Warto dokładnie wczytać się w te słowa „ekspertów”, gdyż można podejrzewać, że będą one niedługo podchwycone przez liberalne media także w naszym kraju. Powróci aura z okresu tuż po wojnie, kiedy to oskarżano PSL Stanisława Mikołajczyka, że jest agenturą anglosasów w Polsce. Zacznie się sprawdzanie, kto korzysta z jakich dotacji od amerykańskich fundacji i będzie to przedstawiane jako działanie mające charakter zdrady stanu. Wszystko to mówią analitycy związani z tą samą Unią, która przez osiem lat wspierała główną partię opozycyjną - Platformę Obywatelską. I robiła to na dodatek używając pałki ekonomicznej, np. w postaci wstrzymania wypłat KPO. Teraz można spodziewać się, że każda dotacja z Ameryki zacznie być brana pod lupę prokuratorów na dokładnie takiej samej zasadzie, jak w Rosji czy na Białorusi jakakolwiek dotacja od zachodnich instytucji jest powodem do oskarżeń o zdradę ze strony niezależnych organizacji obywatelskich. Różnica będzie tylko taka, ż teraz propaganda unijna będzie kreowała takie partie jak PiS jako rzekomego beneficjenta politycznego sojuszu Putina z Trumpem.

 

Tym wszystkim, którym wydawało się, że Unia Europejska może samoograniczyć się w swoim ideologicznym amoku przyjdzie chyba przejrzeć na oczy. Rozpętywana jest nowa awantura, która będzie brzmiała dość znajomo dla ludzi wychowanych w PRL. Znów zacznie się mówić o ośrodkach finansowanych przez zachód i amerykańskich dolarach, na których rozkwitać mają rewizjonistyczne treści. Czy coś zatrzyma ten ideologiczny amok?

Źródło: Fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej