Ukraina

Prof. Żurawski vel Grajewski o grze interesów mocarstw na Ukrainie

- Jeden incydent to przypadek, dwa to pech, trzy to linia polityczna, a cztery to absolutna pewność, że akcja jest świadoma i zdeterminowana – mówi dla portalu TVP Info prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski, komentując serię zdarzeń, których „krokiem zadziwiającym” było wezwanie polskiego ambasadora na Ukrainie do tamtejszego MSZ. Warto tu podkreślić, że podczas rosyjskiej agresji na Kijów polski dyplomata Bartosz Cichocki był jedynym, który pozostał w stolicy Ukrainy.

5 min czytania
Fot. Screenshot - YouTube (Telewizja Republika)
Fot. Screenshot - YouTube (Telewizja Republika)
- Jeden incydent to przypadek, dwa to pech, trzy to linia polityczna, a cztery to absolutna pewność, że akcja jest świadoma i zdeterminowana – mówi dla portalu TVP Info prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski, komentując serię zdarzeń, których „krokiem zadziwiającym” było wezwanie polskiego ambasadora na Ukrainie do tamtejszego MSZ. Warto tu podkreślić, że podczas rosyjskiej agresji na Kijów polski dyplomata Bartosz Cichocki był jedynym, który pozostał w stolicy Ukrainy.

Jak czytamy w tekście eksperta od spraw Rosji i Ukrainy, poza oczywistymi intencjami Rosji w próbach skłócania Polski i Ukrainy, mamy także do czynienia z wymiarem zachodnim międzynarodowy incydentów dyplomatycznych. Prym w tym mają wieść Niemcy i Stany Zjednoczone, a nerwowe reakcje niektórych przedstawicieli władz Ukrainy znalazły swój upust po – i tak już zapowiadanej – odmowie wprowadzenia tego kraju na systemową ścieżkę członkowską w NATO.

- Ukraina nie otrzymała statusu państwa kandydata do NATO, nie wypowiedziano aktu stanowiącego NATO-Rosja z 1997 r., a szczytowi w Wilnie towarzyszyła deklaracja prezydenta USA Joego Bidena, że następnym sekretarzem generalnym NATO powinna być Ursula von der Leyen. Wszystkie te posunięcia zgodne są z linią polityki niemieckiej, dążącej do pozostawienia otwartej możliwości porozumienia z Rosją kosztem Europy Środkowej. Ich zaistnienie z poparciem Waszyngtonu pozwala wysnuć wniosek, że USA postanowiły budować system bezpieczeństwa europejskiego w oparciu o Niemcy. Ukraińcy dostali taki przekaz jednocześnie z Waszyngtonu i z Berlina – mówi prof. Żurawski vel Grajewski.

Cały oficjalny już ciąg zdarzeń, który rozpoczął się 19 maja, kiedy pracownica niemieckiego Onetu w odniesieniu do prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego użyła słowa, że to on „powinien” przeprosić Polaków za zbrodnie na Wołyniu, skończył się na razie skandalicznym wezwaniem ambasadora Cichockiego do tamtejszego MSZ. Przyciśnięty w Onecie do muru rzecznik polskiego MSZ Łukasz Jasina – podobnie jak w niemieckim kanale internetowym ówczesny ambasador Ukrainy w Niemczech Andrij Melnyk – powtórzył słowa pracownicy niemieckiego portalu, choć – zauważa prof. Żurawski vel Grajewski – lepsze byłoby bardziej dyplomatyczne sformułowanie jak na przykład, że „Polska tego oczekuje”.

Widać więc tutaj wyraźną linię Berlina w wykorzystywaniu zbrodni wołyńskiej do skłócania Polski i Ukrainy.

Idąc dalej – czytamy - „Niemcy pragną obalenia obecnego rządu RP i ich działania na rzecz osiągnięcia tego celu powodują, że Polska pod rządami PiS jest skonfliktowana z Niemcami”.

Co więcej – mówi profesor - „sympatie ideologiczne amerykańskich demokratów także są po stronie polskiej opozycji, a obecna administracja USA najwyraźniej nie potrafi rozsądnie wybrać pomiędzy interesem strategicznym USA jako państwa (a jest nim pozostanie PiS przy władzy) a owymi sympatiami”.

W tym wszystkim znajduje się młody jeszcze kraj bez zbudowanych struktur państwa demokratycznego, jakim jest Ukraina, która chce być i członkiem Unii Europejskiej i NATO. Z uwagi na to, że nadal jest to kraj biedny, a interesy robią tam jedynie oligarchowie i zachodnie korporacje, to Kijów nie posiada także rozbudowanej struktury think tanków, podczas gdy na przykład w Polsce mamy PISM, OSW, Studium Europy Wschodniej UW, Instytut Europy Środkowej w Lublinie, gdzie łącznie „kilkudziesięciu lub kilkuset ekspertów pięć dni w tygodniu, osiem godzin dziennie studiuje sytuację na Ukrainie i wokół niej i służy swoją wiedzą w zorganizowany strukturalnie sposób decydentom rządowym”. W efekcie takiego stanu rzeczy „skala rozpoznania rzeczywistości tak na kierunku natowskim, unijnym, jak i polskim jest w Kijowie niewielka” – stwierdza ekspert.

- Jest przy tym rzeczą naturalną, że naród toczący śmiertelną walkę z Moskalami o przetrwanie chwyta się każdej nadziei i ma tendencje do myślenia życzeniowego. Świadczą o tym nieskrywane wyrazy głębokiego rozczarowania Kijowa brakiem zaproszenia w Wilnie Ukrainy do NATO (co przecież nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem), naiwna wiara w szybką ścieżkę do członkostwa w UE, którą w wyobraźni Ukraińców mają zapewnić Niemcy, oraz poważne braki w rozpoznaniu natury polskiej sceny politycznej – czytamy.

Nie ulega przy tym wątpliwości, że wygranie przez Ukrainę wojny z Moskalami to najżywotniejszy interes Polski. - Ukraińcy sądzą więc, że Polska będzie popierała Ukrainę w jej wojnie z Rosją, cokolwiek zrobi Kijów. Jest to opinia tylko połowicznie prawdziwa. Interes Polski istotnie nakazuje nam wspieranie walczącej Ukrainy z wszystkich sił, ale w Kijowie nie zdają sobie sprawy, że nie każdy rząd polski będzie się kierował interesem RP – czytamy dalej.

W kontekście tych wydarzeń w Polsce zbliżają się wybory parlamentarne, które Niemcy (bez wątpienia w uzgodnieniu z Moskwą) próbują wykorzystać do własnych celów i tak próbują rozhuśtać polską scenę polityczną, żeby PiSowi urwać 1-3 głosów, co mogłoby doprowadzić do wygranej zależnej od Niemiec Platformy Obywatelskiej do wygranej w Polsce, a wtedy procesy „przystąpienia” Ukrainy do NATO i UE byłyby już całkowicie pod kontrolą Berlina, a przede wszystkim… Moskwy. Amerykańscy politycy nie przyzwyczajeni do długofalowej wojny, tak jak Rosja czy Niemcy, próbują więc oddać ponownie pałeczkę Berlinowi, a Kijów naiwnie wierzy, że pozwoli to na przyłączenie Ukrainy do unii i NATO. Efekt tego może być jednak tylko jeden – wcześniejsza kapitulacja Ukrainy w wojnie z Rosją i dalszy – znaną już metodą salami – rozbiór tego kraju. Wynika więc z tego, że albo Ukraina – a przy tym i Polska - znalazła się w pułapce, albo mocarstwa i interesy grają przekupionymi politykami ukraińskimi, którzy za nic mają los własnego kraju.

- Istnieje poważna groźba, że Waszyngton i Kijów stracą w Polsce sojusznika na własne życzenie, a wygrają na tym Niemcy i Rosja – zauważa prof. Żurawski vel Grajewski.

- Jestem jednak optymistą. Polacy to rozsądny naród. Powierzanie władzy groteskowej opozycji w sytuacji zagrożenia granic Rzeczypospolitej ze strony Rosji i Białorusi to ekstrawagancja polityczna, na którą nie możemy sobie pozwolić – stwierdza ekspert.

- Ostrzegaliśmy przed Rosją w czasach amerykańskiego z nią resetu i budowania przez UE strategicznego z nią partnerstwa. Wyśmiewano nas wtedy. Dziś ostrzegamy – Niemcy nie spełnią nadziei pokładanych w nich przez Amerykanów i Ukraińców, nie spełni ich też ewentualny powolny Berlinowi rząd zdominowany przez PO. Uwierzcie nam tym razem, zanim się boleśnie o tym przekonacie. Znów to my mamy rację – kończy swoją wypowiedź prof. Żurawski vel Grajewski.

Źródło: portal tvp info

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej