Polska

Rząd Tuska tonie w węglowym kryzysie. Górnicy zapowiadają bunt przeciwko polityce uległości wobec Berlina i Brukseli

Coraz głośniej brzmią głosy sprzeciwu wobec polityki energetycznej rządu Donalda Tuska. Górnicy z Jastrzębskiej Spółki Węglowej zapowiadają protesty i blokady, ostrzegając, że sytuacja przemysłu ciężkiego na Śląsku staje się dramatyczna. W odpowiedzi minister energii Miłosz Motyka (PSL) uspokaja, że „to efekt sytuacji na rynkach światowych” i że „bez restrukturyzacji się nie obejdzie”. W praktyce jednak oznacza to cięcia, redukcje i zwolnienia – czyli dalsze uderzanie w polskie górnictwo, a tym samym w Polaków poprzez wzrost cen energii, którą przy takim „zarządzaniu” należałoby importować – i dlaczego znowu z Niemiec?

2 min czytania
Fot. via Pixabay.com
Fot. via Pixabay.com
Coraz głośniej brzmią głosy sprzeciwu wobec polityki energetycznej rządu Donalda Tuska. Górnicy z Jastrzębskiej Spółki Węglowej zapowiadają protesty i blokady, ostrzegając, że sytuacja przemysłu ciężkiego na Śląsku staje się dramatyczna. W odpowiedzi minister energii Miłosz Motyka (PSL) uspokaja, że „to efekt sytuacji na rynkach światowych” i że „bez restrukturyzacji się nie obejdzie”. W praktyce jednak oznacza to cięcia, redukcje i zwolnienia – czyli dalsze uderzanie w polskie górnictwo, a tym samym w Polaków poprzez wzrost cen energii, którą przy takim „zarządzaniu” należałoby importować – i dlaczego znowu z Niemiec?

Związkowcy, którzy reaktywowali Międzyzwiązkowy Komitet Protestacyjno-Strajkowy (MKPS), alarmują, że rząd Tuska prowadzi politykę całkowitej bierności wobec upadku sektora górniczego, jednocześnie realizując dyrektywy płynące z Brukseli i Berlina. Zamiast realnego wsparcia dla polskich kopalń, minister Motyka mówi o „restrukturyzacji”, czyli w praktyce o likwidacji miejsc pracy i oszczędnościach kosztem tysięcy rodzin na Śląsku.

Wiceminister aktywów państwowych Robert Kropiwnicki z KO przyznał wprost, że planowana redukcja wynagrodzeń w JSW o 15 proc. to „minimum”, jakie powinno zostać wdrożone. Takie słowa – w regionie, gdzie całe społeczności utrzymują się z pracy w górnictwie – tylko dolały oliwy do ognia.

Rząd zapewnia, że w przyszłorocznym budżecie zaplanowano 5,5 miliarda złotych na sektor górniczy, ale nawet przedstawiciele branży wskazują, że to kwota symboliczna – niewystarczająca, by uratować zakłady przed upadłością. Górnicy podkreślają, że Tusk i jego ministrowie wolą zadowolić Komisję Europejską niż własnych obywateli, realizując politykę tzw. „zielonej transformacji” bez żadnego planu ochrony polskiego węgla koksującego, który w Unii Europejskiej jest uznawany za surowiec strategiczny.

W tym samym czasie rząd nie podejmuje skutecznych działań przeciwko zalewowi taniej stali i węgla z Ukrainy czy Azji, co doprowadza do załamania polskiego przemysłu hutniczego i energetycznego. W miejsce wsparcia krajowej produkcji – pojawiają się deklaracje o „większej integracji z rynkiem europejskim”, czyli w praktyce dalszym uzależnieniu od decyzji Berlina.

Minister Motyka, próbując bronić polityki Tuska, stwierdził, że problemy JSW czy Bogdanki „wynikają z czynników rynkowych”, nie z błędów rządu. Tymczasem fakty mówią same za siebie: Bogdanka, która jeszcze niedawno przynosiła setki milionów złotych zysku, dziś tonie w stratach przekraczających 1,4 miliarda złotych. To właśnie efekt „cudu Tuska” – jak ironicznie komentują politycy opozycji.

Rząd Donalda Tuska po raz kolejny udowadnia, że zamiast bronić interesów Polski, realizuje interesy Niemiec i unijnych elit, dla których likwidacja górnictwa jest częścią ideologicznej walki z węglem, niezależnie od konsekwencji społecznych.
W rezultacie tysiące górników mogą już niebawem wyjść na ulice, broniąc nie tylko swoich miejsc pracy, ale i resztek polskiej suwerenności energetycznej.

Zenon Witkowski

Źródło: polsat news, tysol.pl, fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej