Tylko u nas

Semka dla Frondy: Ukraina i my po czterech latach wojny

Czytanie tego felietonu mogą z góry darować sobie ci, którzy uważają, że Ukraina to kraj upadły. Że jest krainą dyktatorsko rządzona przez Wołodymira Zełenskiego. To nie jest tekst dla tych, którzy wieszczą, że lada moment „Ukry” zabiorą nam Przemyśl i Chełm lub którzy publikują na swoich forach społecznościowych zdjęcia luksusowych limuzyn, którymi rozbijają się po Warszawie dzieci dobrze usytuowanych dygnitarzy z Kijowa. A także dla tych, którzy publikują u siebie migawki z elitarnych klubów disco w karpackim kurorcie Bukowel. Tak, znam te wszystkie obrazki i są one oczywiście elementem ukraińskiej rzeczywistości. Tyle, że oprócz nich są elementy, które zadecydowały, że czołgi Putina nie wjechały po trzech dniach do Kijowa.

3 min czytania
Fot. Screenshot - YouTube (Telewizja Republika)
Fot. Screenshot - YouTube (Telewizja Republika)
Czytanie tego felietonu mogą z góry darować sobie ci, którzy uważają, że Ukraina to kraj upadły. Że jest krainą dyktatorsko rządzona przez Wołodymira Zełenskiego. To nie jest tekst dla tych, którzy wieszczą, że lada moment „Ukry” zabiorą nam Przemyśl i Chełm lub którzy publikują na swoich forach społecznościowych zdjęcia luksusowych limuzyn, którymi rozbijają się po Warszawie dzieci dobrze usytuowanych dygnitarzy z Kijowa. A także dla tych, którzy publikują u siebie migawki z elitarnych klubów disco w  karpackim kurorcie Bukowel. Tak, znam te wszystkie obrazki i są one oczywiście elementem ukraińskiej rzeczywistości. Tyle, że oprócz nich są elementy, które zadecydowały, że czołgi Putina nie wjechały po trzech dniach do Kijowa.

Bo tego, czego nie widać na portalach polskich krytyków „Upadliny” – specjalnie nie jest łatwo zobaczyć. To sprawnie działający wywiad ukraiński, który potrafi organizować koronkowe akcje pozwalające wysadzić w powietrze Most Kerczeński czy wysadzić w powietrze rafinerię parę tysięcy kilometrów od granicy ukraińsko-rosyjskiej. To przemysł zbrojeniowy, który potrafi produkować drony bojowe, które w dużej mierze zniwelowały siłę rażenia rosyjskich dywizji pancernych. To wreszcie przywódca, który mimo tego, że wydawał się wszystkim błahym komediantem wykreowanym przez paru bezwzględnych oligarchów – potrafi stać na czele swojego narodu przez cztery brutalne lata wyjątkowo okrutnej wojny.

Tak, piszę ten felieton w czwartą rocznicę krucjaty, którą Władimir Putin rozpoczął w imię rozszerzania „russkiego miru”. I przez te cztery lata „putinowskie sokoły” zdobyły jedynie 19,4% Ukrainy, z czego około 7% Rosjanie zajęli jeszcze przed wielkoskalowa inwazją z 2024 roku. Tak. Ten kraj jest wciąż sparaliżowany siecią oligarchicznych powiązań. Ale jednocześnie Zełenski zdołał doprowadzić, aby ten konglomerat oligarchów lojalnie i w sposób zdyscyplinowany stworzył gospodarkę, która oczywiście z ogromnym zastrzykiem pieniędzy zachodnich, ale dała radę stworzyć maszynerię potrafiącą utrzymać mordercy wysiłek żołnierzy na froncie.

Jeśli są u nas ludzie, którzy kpią, że Ukraina nigdy nie będzie Zachodem, to w pewnym sensie mają rację. Heroiczny opór żołnierzy, którzy cztery lata temu stawili skuteczny opór Rosjanom – i stawiają go skutecznie aż do dziś, nie mieściłby się w głowach ani możliwościach mieszkańca Belgii, Portugalii, czy np. Włoch.

Jak wyobrazić sobie, że współczesne zachodnie społeczeństwa, które już dziś w sondażach deklarują w ogromnych procentach, że nie znalazłyby w sobie siły, aby zbrojnie bronić się przed Rosjanami – mogłyby wytrzymać podobny napór?

To także pytanie do nas, czy my bylibyśmy zdolni do podobnych poświęceń. A może większość naszych rodaków poszłaby wzorem deklaracji znanej celebrytki Moniki Richardson, która ogłosiła, że „Jak będzie wojna to ucieka z kraju”. Wciąż brzęczą mi w pamięci jej słowa. „Nie jestem patriotką i nigdy nią nie byłam” oraz „Nie mam w sobie siły”. Mówi to osoba, której Polska dała szansę na atrakcyjną karierę, obdarowała ją licznymi nagrodami i sympatią ogromnej wielomilionowej rzeczy telewidzów.

Jest chyba coś w tym spostrzeżeniu, że w ogromnej zmianie nastrojów Polaków w ciągu ostatnich czterech lat od ogromnej życzliwości wobec tragedii Ukrainy po coraz większy ukrainosceptycyzm jest jakiś element ucieczki od pytania, czy my bylibyśmy zdolni do podobnych poświęceń w imię ratowania swojej niepodległości.

I na koniec w kontekście czwartej rocznicy tej wojny warto przytoczyć słowa z rocznicowego wywiadu prezydenta Zełenskiego dla jednej z amerykańskich stacji. Na pytanie dziennikarza z USA czy Ukraińcy są zmęczeni wojną – ukraiński przywódca odpowiedział wprost, że są zmęczeni. Ale kapitulacja przed żądaniami Kremla nie wchodzi w grę.

„Nie możemy Putinowi dać wszystkiego co chce, bo on po prostu chce nas okupować. I jeśli damy mu wszystko co chce, to z czasem stracimy wszystko.

I po tych słowach przypomnę jeszcze jedną prawdę, którą trzeba przypominać każdego dnia: Rosja związana wojna na Ukrainie ma mniej siły, by planować ubezwłasnowolnienie Polski czy zabór Litwy, Łotwy i Estonii. I cenę za ten czas, który dostajemy od losu płacą ukraińscy żołnierze na froncie. I jest to najwyższa cena. I to, że Polska bierze do siebie na leczenie jakąś w końcu nie gigantyczna pulę ukraińskich rekonwalescentów to naprawdę nie jest wygórowana cena za luksus bycia oddzielonym od Rosji państwem, które umiało sobie dać radę w sytuacji, zdawałoby się beznadziejnej.

Piotr Semka

Źródło: Fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej