Tylko u nas

Susujew dla Frondy: Czeka nas ostra walka o władzę w Budapeszcie

Różne sondaże węgierskie wskazują na jawną przewagę głównej węgierskiej opozycyjnej partii Tisza nad obecnie rządzącym Fideszem premiera Orbána. Ta przewaga waha się od 10 do 15 proc. W normalnych warunkach oznaczałoby to nieuniknione zwycięstwo opozycji. Jednak w warunkach węgierskich, gdzie system wyborczy jest zbudowany w ten sposób, by premiować partię rządzącą... realny wynik prawdopodobnie będzie o wiele bardziej wyrównany i czeka nas bardzo ostra walka o władzę w Budapeszcie.

3 min czytania
Fot. screenshot - YouTube (24.hu, Guardian News)
Fot. screenshot - YouTube (24.hu, Guardian News)
Różne sondaże węgierskie wskazują na jawną przewagę głównej węgierskiej opozycyjnej partii Tisza nad obecnie rządzącym Fideszem premiera Orbána. Ta przewaga waha się od 10 do 15 proc. W normalnych warunkach oznaczałoby to nieuniknione zwycięstwo opozycji. Jednak w warunkach węgierskich, gdzie system wyborczy jest zbudowany w ten sposób, by premiować partię rządzącą... realny wynik prawdopodobnie będzie o wiele bardziej wyrównany i czeka nas bardzo ostra walka o władzę w Budapeszcie.

Z drugiej strony są to pierwsze wybory, w których władza Fideszu jest realnie zagrożona ze strony rywali. Premier Orbán próbuje wykorzystać każdą możliwość, by wzmocnić swoje pozycje. Jedną z kart, którą aktywnie gra, jest kwestia ukraińska. Ukrainę Orbán wypromował na główne w zasadzie zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Ukraina miała, z punktu widzenia Orbána, celowo wprowadzić blokadę energetyczną Węgier. Węgierski premier wielokrotnie wzywał do zaprzestania wspierania Ukrainy przez państwa Zachodu, bo w jego odbiorze to tylko wydłuża mękę Ukraińców. Nazywał Ukrainę państwem upadłym, a porażkę Ukrainy w wojnie – nieuniknioną. Rok temu Służba Bezpieczeństwa Ukrainy miała rozbić na Zakarpaciu węgierską siatkę szpiegowską, która prowadziła rozpoznanie systemu obrony przeciwlotniczej w regionie.

Wszystko to razem doprowadziło do poważnej eskalacji w stosunkach obu państw. Podczas kampanii wyborczej portrety Zełenskiego są w Budapeszcie na każdym kroku. Orbán wprost prezentuje swojego głównego rywala – Pétera Magyara – jako ukraińską marionetkę. Nic z tego jednak nie przynosi skutku i przewaga opozycji się utrzymuje. Promowanie Ukrainy jako wielkiego zagrożenia dla Węgrów pomaga jednak w zmobilizowaniu twardego elektoratu Fideszu. No a teraz, kilka dni przed wyborami, Orbán wzywa ciężką artylerię. Prezydent USA Donald Trump wielokrotnie deklarował swoje poparcie dla Orbána, namawiał także innych przyjaznych mu liderów, by tego poparcia Orbánowi udzielili. Od premiera Netanjahu do prezydenta Argentyny Javiera Milei – cały szereg konserwatywnych przywódców światowych wyraził swoje poparcie dla premiera Węgier.

No i koniec końców dziś mamy wizytę wiceprezydenta USA J.D. Vance’a w Budapeszcie. Vance nie tylko wyraził, jak mocne są więzi administracji Trumpa z Viktorem Orbánem i jego rządem, ale również powtórzył publicznie wiele tez, które wcześniej padały z ust Orbána. Nie obeszło się bez ataków w stronę Ukrainy. Ukraińskie służby specjalne, według słów Vance’a, miały mieszać się w wybory w USA w 2024 roku po stronie Demokratów, a obecnie mają ingerować w proces wyborczy na Węgrzech. Poza tym Vance prezentował Orbána obok Trumpa jako największego obrońcę pokoju w Europie, którego działania miały sprzyjać zaprowadzaniu pokoju na Ukrainie. Wiceprezydent chwalił również węgierską politykę energetyczną, mimo że w praktyce polega ona głównie na pełnym uzależnieniu się od dostaw z Rosji, i chwalił ostrą postawę węgierskiego premiera wobec biurokracji unijnej.

Czy wizyta tak ważnej postaci, jaką jest J.D. Vance, przysporzy popularności Orbánowi i pozwoli zmniejszyć przewagę opozycji? Zobaczymy już w najbliższy weekend.

 

Źródło: Fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej