Odlot

Tego jeszcze nie grali! Bunkry z drukarki 3D prosto od „tygryska” Kosiniaka-Kamysza

Polska debata o bezpieczeństwie weszła na nowy poziom. Nie czołgi, nie saperzy, nawet nie beton i stal. Teraz przyszłość naszej obronności ma… drukować się sama. Wystarczy prąd, filament i dobra prezentacja w PowerPoincie. To niestety wydarzyło się naprawdę.

1 min czytania
Fot. Screenshot - YouTube (Radio Zet), Kremlin.ru
Fot. Screenshot - YouTube (Radio Zet), Kremlin.ru
Polska debata o bezpieczeństwie weszła na nowy poziom. Nie czołgi, nie saperzy, nawet nie beton i stal. Teraz przyszłość naszej obronności ma… drukować się sama. Wystarczy prąd, filament i dobra prezentacja w PowerPoincie. To niestety wydarzyło się naprawdę.

W rozmowie na antenie RMF FM dziennikarz Piotr Salak dopytywał wiceministra z Polskiego Stronnictwa Ludowego o sens zakupu drukarki 3D do budowy bunkrów. Pytania były proste, niemal staroświeckie: ile to kosztuje, po co, dlaczego tak i czy naprawdę nie dało się tego zrobić taniej, szybciej i… po polsku z betonu.

Odpowiedzi… bo to nowoczesne. Bo przecież technologia. Bo innowacja. Bo przyszłość. W tle jednak majaczyły niewygodne alternatywy: krajowe zakłady prefabrykatów, wojska inżynieryjne, sprawdzone rozwiązania, które – niestety – nie robią wrażenia na slajdach i nie brzmią tak futurystycznie jak „druk 3D”.

Ironia polega na tym, że bezpieczeństwo państwa zaczyna przypominać gadżet z targów innowacji. Zamiast pytania „czy to działa?”, coraz częściej słyszymy „czy to się dobrze sprzedaje narracyjnie?”. A przecież bunkier, w przeciwieństwie do prototypu, nie musi być sexy. Ma być gruby, ciężki i odporny na uderzenia.

Aż strach pomyśleć, na co jeszcze wydaje pieniądze MON pod zarządem PSL i Władysława Kosiniaka-Kamysza.

Źródło: RMF FM, Fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej