Ukraina

Ukraina. Pojawił się pierwszy głos rozsądku ws. Polski - czy dołączą inni publicyści i politycy?

Od jakiegoś czasu można odnieść wrażenie, że ukraińskie media jako największego „przyjaciela” Ukrainy znów wskazują Niemcy. Ci nie tylko nie wywiązują się ze składanych na forum publicznym zobowiązań, ale ich rola i „zaangażowanie” były po rosyjskiej inwazji na Ukrainę co najmniej sabotujące. Czy to naiwność, brak znajomości historii czy też może syndrom sztokholmski niektórych mediów i polityków ukraińskich.

2 min czytania
Fot. via Pixabay.com
Fot. via Pixabay.com
Od jakiegoś czasu można odnieść wrażenie, że ukraińskie media jako największego „przyjaciela” Ukrainy znów wskazują Niemcy. Ci nie tylko nie wywiązują się ze składanych na forum publicznym zobowiązań, ale ich rola i „zaangażowanie” były po rosyjskiej inwazji na Ukrainę co najmniej sabotujące. Czy to naiwność, brak znajomości historii czy też może syndrom sztokholmski niektórych mediów i polityków ukraińskich.

Wprowadzenie przez Polskę zakazu wwozu ukraińskich produktów rolnych (w przewozie polski rząd cały czas Ukrainie pomaga, a tranzyt przez Polskę nie tylko odbywa się bez zakłóceń, ale wręcz rośnie) stało się bardzo wygodnym motywem ataków na na nasz kraj zarówno przez publicystów jak też niektórych polityków Kijowa. Z okazji możliwości szkodzenia Polsce ochoczo korzystają też Berlin i zależna od niego Platforma Obywatelska, co doprowadziło do kilku napięć pomiędzy Warszawą a Kijowem.

Teraz jednak – jak się wydaje - pojawiła się pewna nadziej i refleksja po stronie ukraińskiej. Tamtejszy publicysta Nazar Kiś na łamach portalu iq.net.ua pyta: „Czy naprawdę w naszym interesie jest zmiana władzy w Warszawie?”

Jego tekst analizuje na łamach portalu dorzeczy.pl Maciej Pieczyński.

- Jak zauważył autor, stosunek Ukraińców do Polaków zmienił się w ciągu półtora roku od inwazji rosyjskiej. Na początku Polska postrzegana była jako bezpieczne terytorium, miejsce, do którego można uciec w przypadku, gdyby sytuacja źle się potoczyła. Teraz z kolei dziennikarze nad Dnieprem stwierdzają, że Polacy krytykują Ukrainę, bo mają u siebie wybory – czytamy w tekście Pieczyńskiego.

Kiś z kolei pisze, że Ukraińcy mówią nieustanie o zbożu blokowanym przez Polskę. Zapominają przy tym jednak, „kto nam pomaga z prądem, gdzie znajdują się główne huby logistyczne, przez jakie na Ukrainę idzie sprzęt oraz amunicja”.

- Teraz w centrum uwagi nie są kobiety i dzieci, które przeżyły, dlatego że zostały po ludzku przyjęte za naszą zachodnią granicą. Teraz najważniejsi są bogaci żniwiarze oraz poziom wpływów do polskiej gospodarki ze strony wypłacalnych Ukraińców – pisze Kiś.

- Czysto po ludzku, czy my naprawdę jesteśmy gotowi zachowywać się wobec Polaków tak, jak wobec nas zachowują się Węgrzy? - pyta ukraiński publicysta?

- Jeśli wiadomo, że w Polsce są wybory, i że PiS jest przyjacielem Ukrainy, to czy nie można było troszkę poczekać? Czy naprawdę w naszym interesie jest zmiana władzy w Warszawie? – konkluduje retorycznie Kiś.

Źródło: iq.net.ua, dorzeczy.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej