Polska

Wiatraki bez zgody sąsiadów. Nowe prawo ma podzielić Polaków?

Rząd Donalda Tuska forsuje nowelizację prawa budowlanego, która ma umożliwić stawianie przydomowych wiatraków bez konieczności uzyskiwania pozwolenia na budowę. Według zapowiedzi Ministerstwa Rozwoju i Technologii, inwestor będzie musiał jedynie złożyć zgłoszenie. Dla zwolenników to krok w stronę upraszczania procedur i rozwoju OZE. Dla krytyków – przepis, który otworzy drogę do konfliktów sąsiedzkich i zagrożeń bezpieczeństwa.

3 min czytania
Fot. via Pixabay.com
Fot. via Pixabay.com
Rząd Donalda Tuska forsuje nowelizację prawa budowlanego, która ma umożliwić stawianie przydomowych wiatraków bez konieczności uzyskiwania pozwolenia na budowę. Według zapowiedzi Ministerstwa Rozwoju i Technologii, inwestor będzie musiał jedynie złożyć zgłoszenie. Dla zwolenników to krok w stronę upraszczania procedur i rozwoju OZE. Dla krytyków – przepis, który otworzy drogę do konfliktów sąsiedzkich i zagrożeń bezpieczeństwa.

Zgodnie z projektem nowelizacji, mikroinstalacje wiatrowe do 12 metrów wysokości będzie można budować bez pozwolenia, wyłącznie po dokonaniu zgłoszenia w urzędzie. Wystarczy przedłożyć projekt techniczny i plan zagospodarowania działki.

– „Już dziś można stawiać maszty powyżej 3 metrów na zgłoszenie. My tylko doprecyzowujemy przepisy, żeby nie było zarzutu, że wchodzimy w stosunki sąsiedzkie czy kwestie bezpieczeństwa” – przekonuje Monika Wróblewska, dyrektor departamentu architektury i budownictwa w MRiT, cytowana przez Dziennik Gazetę Prawną.

Nowe przepisy miałyby wejść w życie w 2026 roku i – jak zapewnia resort – przyspieszyć proces inwestycyjny oraz zwiększyć udział „zielonej energii” w krajowym miksie energetycznym.

Projekt natychmiast wywołał kontrowersje. Opozycja i część prawników ostrzegają, że rządowy pomysł to „droga na skróty”, która zignoruje prawo sąsiadów do sprzeciwu wobec inwestycji na pobliskich działkach.

Poseł PiS Marek Wesoły zwrócił uwagę, że w nowelizacji nie określono minimalnych odległości od zabudowań.

– „Wprowadzacie nową kategorię budowli, w efekcie czego sąsiedzi nie będą o niczym poinformowani. To zasadnicza różnica w porównaniu z pozwoleniem na budowę” – ocenił.

Eksperci dodają, że brak obowiązku uzyskania decyzji administracyjnej praktycznie eliminuje możliwość odwołania.

– „Zgłoszenia nie można wzruszyć. Tak więc potocznie mówiąc, nie da się go odkręcić. Tymczasem pozwolenie na budowę można zaskarżyć” – ostrzega Piotr Jarzyński, prawnik z kancelarii Jarzyński & Wspólnicy i wiceprzewodniczący Komitetu ds. Nieruchomości KIG.

Prawnicy i urbaniści nie mają wątpliwości: jeśli projekt przejdzie w obecnym kształcie, czekają nas spory sąsiedzkie i chaos przestrzenny.

– „Uproszczenie przepisów to proszenie się o konflikty. Zastanawiam się, jak to upraszczanie procedur i pozwalanie, by coraz więcej inwestycji realizowano na zgłoszenie, ma się do reformy planistycznej i ładu przestrzennego” – mówi dr Agnieszka Grabowska-Toś, radca prawny i ekspertka KIG.

Jej zdaniem, zastępowanie decyzji o pozwoleniu na budowę zwykłym zgłoszeniem prowadzi do utraty kontroli nad inwestycjami i zwiększa ryzyko nadużyć.

Temat budowy wiatraków regularnie wraca na scenę polityczną. W sierpniu prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę liberalizującą przepisy dotyczące farm wiatrowych, która miała zmniejszyć minimalną odległość turbin od zabudowań z 700 do 500 metrów.

Mimo prezydenckiego weta, premier Donald Tusk zapowiedział kontynuację inwestycji w energię wiatrową. Minister klimatu Paulina Hennig-Kloska zapewniała, że Polska „radykalnie zwiększy moc lądowych farm wiatrowych”, a mikroinstalacje mają być częścią tego planu.

Według danych URE i GUS, w 2024 roku odnawialne źródła energii odpowiadały za ok. 30% produkcji prądu w Polsce, a ich udział rośnie kosztem węgla. Wiatraki – zarówno duże, jak i przydomowe – mają odgrywać kluczową rolę w transformacji energetycznej.

Jednak zdaniem przeciwników nowelizacji, rząd – w pogoni za wskaźnikami unijnymi – ryzykuje eskalację konfliktów lokalnych i zepchnięcie obywateli na dalszy plan.

Nowe prawo poza utopią „opłacanej zielonej energii”, z czego już zrezygnował prezydent USA Donald Trump, może więc stać się symbolem większego problemu: jak pogodzić ekologię z prawem do prywatności i bezpieczeństwa obywateli.

Źródło: interia.pl, dziennik gazeta prawna, fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej