Kościół

Zagrożeni misjonarze proszą o ratunek. Administracja Bidena: „Uważajcie na siebie”

„Okej, cóż, to nie jest tak naprawdę pomocne” – zareagowała Jill Dolan z organizacji Love A Neighbor, gdy zamiast pomocy, uzyskała odpowiedź z amerykańskiej ambasady: „Uważajcie na siebie”. Jak podaje portal „Breitbart”: „Amerykańscy misjonarze, którzy znaleźli się w potrzasku na Haiti, błagali o ratunek we wtorek, donosząc o nieustannej strzelaninie wokół ich kryjówki i rozkładających się zwłokach na ulicy”.

2 min czytania
Fot. screenshot - YouTube (The Times and The Sunday Times)
Fot. screenshot - YouTube (The Times and The Sunday Times)
„Okej, cóż, to nie jest tak naprawdę pomocne” – zareagowała Jill Dolan z organizacji Love A Neighbor, gdy zamiast pomocy, uzyskała odpowiedź z amerykańskiej ambasady: „Uważajcie na siebie”. Jak podaje portal „Breitbart”: „Amerykańscy misjonarze, którzy znaleźli się w potrzasku na Haiti, błagali o ratunek we wtorek, donosząc o nieustannej strzelaninie wokół ich kryjówki i rozkładających się zwłokach na ulicy”.

Jill Dolan i jej rodzina są założycielami organizacji charytatywnej o nazwie Love A Neighbor, której celem jest pomoc w prowadzeniu sierocińca dla haitańskich dzieci porzuconych lub sprzedanych przez ich rodziców. Organizacja ma swą siedzibę w Waszyngtonie. Cała rodzina ukryła się w Port-au-Prince, stolicy Haiti, w „prowizorycznym motelu”. Amerykanom grozi utrata życia pośród walk gangów.

Jak powiedziała Dolan: „Już znajdujemy się na liniach frontu, jesteśmy na złym obszarze. To jest przygnębiające. Strzelanina nigdy nie ustaje”. Dolan i jej rodzina znaleźli się w pułapce, gdy gangi zaatakowały lotnisko, z którego mieli odlecieć na Florydę w drodze na ślub. Jak wyjaśniła, prośby o pomoc biur spotkały się z odpowiedzią odmowną, gdyż „jest zbyt niebezpiecznie”.

Dziennikarze „New York Post” rozmawiali też z innymi amerykańskimi misjonarzami i członkami organizacji charytatywnych, którzy, którzy twierdzą, że w całym kraju panuje „brutalna anarchia” i że nigdzie nie jest bezpiecznie. Także inni amerykańscy obywatele, którzy przebywają na Haiti na misjach, skarżą się na porzucenie przez administrację Joe Bidena. Do tej pory ewakuowano jedynie pracowników ambasady amerykańskiej w Port-au-Prince. „Nikt się z nami nie skontaktował ani nie zrobił czegokolwiek” – skarży się Miriam Cinotti, która na Haiti zajmuje się ratowaniem młodych kobiet padających ofiarą przemocy gangów. Kim Patterson, która usiłuje uratować 75-letniego ojca przebywającego na Haiti z pomocą humanitarną, także stwierdziła, że ambasada amerykańska „nie była pomocna”.

Republikański kongresman Cory Mills mówi o „niepokojącej rzeczywistości pod przywództwem prezydenta Bidena”. Według niego „życie Amerykanów jest nieustannie zagrożone” w różnych partiach świata ogarniętych wojną. Mills, podobnie jak inni amerykańscy kongresmani organizował ratunek dla obywateli USA, którzy zostali pozostawieni samym sobie przez administrację Bidena. Republikanie krytykują „paraliż Bidena w obliczu haitańskiej katastrofy”, tak jak krytykowali go w kwestii braku ochrony dla obywateli amerykańskich w Afganistanie i w czasie wojny w strefie Gazy.

Z kolei Lisa McClain, republikańska kongresmanka krytykuje Departament Stanu, który w przypadku Haiti „nie zaoferował żadnej prawdziwej pomocy, żadnych możliwości ratunku i żadnego planu”, a zamiast tego „tak nierozważnie pozostawił tak wielu Amerykanów, by umarli na Haiti”. McClain wspomina też o pracy, jaką ona i Mills wykonali, by sprowadzić zagrożonych obywateli amerykańskich do kraju, a którą powinna wykonać administracja Bidena.

 

Źródło: breitbart.com

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej