Hollywoodzki reżyser i zdobywca Oscara Michael Moore żartował z Jezusa podczas spotkania na Uniwersytecie Georgetown, najstarszym katolickim uniwersytecie w Stanach Zjednoczonych. W pewnym momencie zdobywca Oscara zasugerował nawet, że Jezus był homoseksualistą. Michael Moore jest znanym amerykańskim neobolszewikiem, którego filmy można porównać do najlepszych sowieckich agitek. Reżyser kocha Fidela Castro zaś Republikanów porównuje do faszystów.

„Włóczył się ciągle z tymi dwunastoma mężczyznami. Wiecie, co to oznacza? – mówił reżyser, a zebrana widownia raz po raz wybuchała śmiechem. Reżyser zapowiedział, że jeszcze przed Bożym Narodzeniem nakręci film dokumentalny o tym, że “Jezus był gejem”. Władze uczelni nie reagowały na idiotyczne wypowiedzi reżysera. Również „katolicka” publika była rozbawiona lewackimi bajdurzeniami tego reżysera.
Michael Moore z filmu na film stacza się coraz w „opary absurdu” jak mawia klasyk. Jego pierwszy film o robotnikach General Motors w jego mieście Fint był lekko lewicowym reportażem o fatalnych skutkach bezrobocia. Jednak był on trampoliną do wielkiej kariery. Za „Zabawy z bronią” twórca dostał już Oscara i wiele innych prestiżowych nagród. Obraz o konsekwencjach szerokiego dostępu do broni był świetnie zrealizowanym manifestem politycznym, który oparty był na emocjach a nie rozumie. Reżyser miał jednak prawo do takiego spojrzenia na problem strzelanin z amerykańskich szkołach. Jednak film ten pokazywał, że Moore zaczyna niebezpiecznie skręcać ze ścieżki łagodnego populizmu w stronę robienia tępej propagandy. „To był zwyczajny poranek w Ameryce. Rolnik zajmował się gospodarstwem. Mleczarz dowoził mleko. Prezydent zbombardował kolejny kraj, którego nazwy nie potrafiliśmy wymówić” - mówi Moore jako lektor filmu. Ten specyficzny styl, będący mieszanką błyskotliwego humoru i skrajnego lewicowego populizmu oraz demagogii, dał o sobie znać w absurdalnym i jawnie kłamliwym „Fahrenheit 9/11”. Ten filmik (znów świetnie zrealizowany) można było porównać do sowieckich agitek, które w bezwstydny sposób kpiły z inteligencji widzów. Film podziałał jednak na prostych ludzi i oczywiście antyamerykańskich Francuzów, którzy wraz z Quentinem Tarantino przyznali temu „dokumentowi” Złotą Palmę w Cannes. „XXI wieczna Riefenstahl zatriumfowała na salonach”- pisał jeden z krytyków. „Złodziej w Białym Domu (...) Pijak, prawdopodobny przestępca, nieskazany dezerter, funkcjonalny analfabeta i beksa” –mówił o prezydencie USA Moore. Takie opinie to kwintesencja jesgo stylu.
Późniejsze filmy reżysera były coraz bardziej odjechane. „W Sicko” zachwycał się Kubą Castro i służbą zdrowia tego komunistycznego kraju. W niedawnym filmie o kryzysie finansowym całą winę zwalił na kapitalizm. Zresztą jego poglądy gospodarcze są niezwykle „oryginalne”. „Kapitalizm jest złem, a zła nie da się regulować przepisami. Trzeba je wyeliminować i zastąpić czymś, co będzie służyło wszystkim. Tym czymś jest demokracja.(...)Po pierwsze gospodarka powinna być kierowana demokratycznie. Innymi słowy, o działaniu systemu decydują wszyscy, nie tylko jeden procent ludności”- mówił w swoim filmie. Dziś Moore protestuje z Amerykanami na Wall Street śniąc zapewne o jakimś Leninie, który zburzy ten wredny amerykański sen. Moore jak przystało na lewaka, który narzeka nawet na powolne reformy socjalistyczne Baracka Obamy, musiał w końcu wziąć się za chrześcijaństwo.
Na szczęście na słowa reżysera zareagowała Liga Katolicka, która wyręczyła w tym władze uczelni. Bill Donohue określił ją „głupawą”. „Gdyby reżyser poszedł do jakiejś ortodoksyjnej szkoły katolickiej i powiedział coś pełnego szacunku, to byłby news. Dla niego pójście na Uniwersytet Georgetown i powiedzenie czegoś tak głupiego, jak sugerowanie ze Jezus był gejem, jest na porządku dziennym” – podkreśla Donohue. Film o Jezusie Chrystusie jako geju może być bardzo szkodliwy. Moore jest świetnym filmowcem i w naprawdę atrakcyjny sposób ładnie opakowuje kłamstwo. Niestety reakcja władz katolickiej uczelni, która w ogóle nie powinna gościć w swoich murach takiego lewaka, na wypowiedź o Jezusie jest znamienna dla kondycji wielu katolików w zachodnich krajach. Reżyser częściej jest potępiany dziś przez konserwatywne zbory protestanckie niż katolików. Jest jednak szansa, że Moore w końcu sam siebie „wykiwa” i jak Oliver Stone powie coś za co będzie musiał przepraszać. Do tego prowadzi radykalizm. Oby propagandowy film o Jezusie był dla Moore tym czym plany dokumentalnego filmu o Hitlerze dla twórcy „Plutonu”.
Łukasz Adamski
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.