Rodzina

Anda Rottenberg - sparaliżowana myślą o aborcji

Nie jest ulubienicą konserwatystów, ale tym razem powinni przeczytać, co ma do powiedzenia. Anda Rottenberg, kobieta, która przez lata „trzęsła" polską sztuką.

3 min czytania
Anda Rottenberg - sparaliżowana myślą o aborcji
Anda Rottenberg - sparaliżowana myślą o aborcji

Nie jest ulubienicą konserwatystów, ale tym razem powinni przeczytać, co ma do powiedzenia. Anda Rottenberg, kobieta, która przez lata „trzęsła" polską sztuką.

 

Była dyrektor Zachęty właśnie wydała dwie książki. Jedna z nich pt. „Proszę bardzo" to swoiste rozliczenie z własną przeszłością. Przytaczamy fragmenty wywiadu, jakiego udzieliła „Dziennikowi".

 

Nie sprawdziłam się jako matka:

- Zapewne mój syn był taki jaki był, bo to ja go urodziłam i wychowałam. Bo miał takiego, a nie innego ojca, bo się z nim rozstałam, a ja powtarzałam błędy wychowawcze swoich rodziców - mówi Anda Rottenberg „Dziennikowi", i dodaje - Syn nie potrafił sobie poradzić z wolnością, jaką mu dawałam.

Mateusz był narkomanem. Często przychodziły momenty, kiedy jego życiem kierowała heroina, a nie żona i dziecko. - Nie wiem, czy udałoby się go uratować. Obie jego dziewczyny mówiły mi, że Mateusz był zadeklarowanym narkomanem, jemu po prostu odpowiadał stan uzależnienia - mówi Rottenberg o śmierci syna.

 

Na szczęście nie doszło do aborcji:

Kiedy syn przyprowadził do domu swoją drugą, siedemnastoletnią narzeczoną, która była w ciąży, Anda Rottenberg namawiała ich do aborcji. - Mówiąc kolokwialnie łaska boża czuwała nad nami i na szczęście do aborcji nie doszło i pojawiła się Zosia. Ilekroć pomyślę, że mogłoby jej nie być, ogarnia mnie paraliż - wspomina Rottenberg.

- W tamtym okresie codziennie myślałam, by skoczyć z balkonu i skończyć ze wszystkim, miałam głęboką depresję, ale nie mogłam rzucić na pół roku pracy w Zachęcie, aby pójść do szpitala na leczenie. Przecież wszyscy patrzyli na mnie i czekali na wsparcie.

 

Artystka poszukuje rodziny:

Po śmierci syna, z uporem poszukiwała żydowskich i prawosławnych korzeni. - Może był to proces kompensacyjny, coś straciłam i w zamian chciałam coś zyskać. Po śmierci rodziców miałam poczucie, że zostałam sama, Mateusz po zaginięciu przez dziesięć lat także był wirtualny - próbuje tłumaczyć poszukiwanie korzeni.

Mama Andy Rottenberg była Rosjanką, w młodości przeżyła głód w Leningradzie. Ojciec natomiast był żydowskim krawcem z Nowego Sącza. - Bardzo kochałam ojca, ale bardzo szybko przestał być samcem alfa w naszym rodzinnym stadzie. Została nim mama. Dla tatusia miałam wyrozumiałość, ale nie traktowałam go poważnie. -wspomina rodziców była dyrektor Zachęty.

Dalej mówi - Kiedy na nowo odkrywałam życie swoich rodziców, zrozumiałam, dlaczego ja sama nie mogłam stworzyć rodziny. Nie lekceważyłam mężczyzn, ale miałam wobec nich wiele oczekiwań. Gdy ich nie spełniali łatwo się z nimi rozstawałam.

 

Między judaizmem, a katolicyzmem:

- Zostałam wychowana w tradycji katolickiej, choć do dziś formalnie nie należę do Kościoła katolickiego. Ale przecież biegałam ze święconką, zasiadaliśmy z całą rodziną do wigilijnego stołu. Teraz też chodzę do kościoła, nawet częściej niż dawniej - mówi Rottenberg o swoim wychowaniu religijnym.

Na pytanie czego szuka w kościele odpowiada, że oczyszczenia duszy. - Nie modlę się o powodzenie w życiu, tylko dziękuję Bogu za moich bliskich - mówi krytyk sztuki.

MM/Dz

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej