Nie urządzam żadnego politycznego polowania, nie jestem też niczyim funkcjonariuszem. Nie robiłem tego na żadne polityczne zamówienie. Chciałem jedynie obnażyć to wszystko, co dzieje się z wymiarem sprawiedliwości na Pomorzu. Taki był zamiar od początku, dlatego skontaktowałem się z tobą zarówno przed, w trakcie, jak i po całej akcji. To, że niektórzy odbierają tę sprawę jako atak na premiera, to ich subiektywna interpretacja. Nie mam żadnych kontaktów z politykami PiS-u, zarzut jest całkowicie absurdalny - mówi Paweł Miter w rozmowie z Samuelem Rodrigo Pereirą ("Gazeta Polska").

Miter mówi, że informację o naciskach ze strony Kancelarii Prezesa Rady Ministrów otrzymał z pewnego departamentów Ministerstwa Sprawiedliwości. - Również Ryszard Milewski w pierwszej rozmowie mówił, że wiadomość o kontroli ministra Gowina otrzymał od człowieka z ministerstwa. Tam krążyła informacja o naciskach Kancelarii Premiera na Sąd Okręgowy. Mój informator nie miał wiedzy bezpośrednio z KPRM, dlatego potrzebowałem potwierdzenia, tego telefonu, który usłyszała cała Polska - tłumaczy Miter.
Dziennikarz opisuje również nienagraną rozmowę z 5 września. - Zaczęła się od przedstawienia, że dzwonię z kancelarii, sekretarka szybko przełączyła – jak mówi sam Milewski „z biegiem” – a sam prezes przywitał mnie słowami: „Czekałem na ten telefon”. Bardzo nalegał, by spotkanie z Donaldem Tuskiem odbyło się przed posiedzeniem, że on oczywiście się dostosuje i jest to w gestii premiera, ale ma ważne informacje i nie wie, co robić. Mówiąc o posiedzeniu w sprawie Marcina P., wolał termin późniejszy, 17 września, tak by wcześniej omówić sprawę z premierem. Bardzo cieszył się z tego telefonu „z Kancelarii Premiera” i nie był wcale zaskoczony. Później zadzwoniłem ponownie, ale to była już krótka rozmowa, wymiana zdań - relacjonuje Miter.
Twierdzi, że Ryszard Milewski w ogóle nie był zdziwiony, a rozmowa od razu dotyczyła Marcina P. i Amber Gold. „Dzień dobry panu, czekałem na ten telefon, ponieważ nie wiemy, co w tej sprawie robić” – miał powiedzieć prezes sądu, aby za chwile dodać: „Czekaliśmy wszyscy na reakcję z góry, bo tutaj nie wiemy, co zrobić”.
Na pytanie, czy Miter nie obawia sie aresztowania, młody dziennikarz odpowiada krótko: "Obawiam się, że ABW zdyskredytuje mnie w oczach opinii publicznej, że będę zgnojony i poniżony". - Nie zdziwiłbym się, gdyby to również było działanie inspirowane. Nie jest tajemnicą, że minister spraw wewnętrznych Jacek Cichocki zna adwokata Amber Gold Pawła Kunachowicza jeszcze z czasu studiów. Chcę podkreślić, że jestem dziennikarzem, mam legitymację Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy, a prezes stowarzyszenia obiecała mi wsparcie - tłumaczy autor głośnej dziennikarskiej prowokacji.
Cały wywiad z Pawłem Miterem na stronie tygodnika "Gazeta Polska"
AM
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.