- Łukasz Adamski pochwalił ostatnio propozycję Janusza Palikota, który postuluje zmianę finansowania partii politycznych. Zamiast budżetowych dotacji miałyby one otrzymywać jeden procent podatku na takich samych zasadach jak to się dzisiaj dzieje w przypadku organizacji pożytku publicznego - piszą Blogerzy portalu fronda.pl.

System ten miałby zapewnić nie tylko utrzymanie partii politycznych przez ich prawdziwych zwolenników ale i pokazać autentyczne poparcie, jakim poszczególne ugrupowania mogą się cieszyć. Wszystko jest oczywiście lepsze od obecnego systemu, w którym politycy doją państwową kasę a podatnicy nie mają żadnego wpływu na to, kto bierze ich pieniądze, tak więc propozycja Ruchu Palikota wydaje się niezwykle atrakcyjna i rozsądna. W rzeczywistości kryje się w niej niemałe niebezpieczeństwo i polityczna pułapka. Nie zależnie od tego, czy Autorzy projektu zdają sobie z tego sprawę u zrobili to celowo, czy też nie w proponowanych zasadach kryje się niebezpieczeństwo objęcia obywateli jeszcze ściślejszą inwigilacją, niż ma to miejsce do tej pory.
My mamy inny pomysł: samofinansowanie. Ugrupowania polityczne powinny mieć możliwość zabiegania o dotacje od osób prywatnych czy przedsiębiorstw oraz pozyskiwania środków poprzez działalność gospodarczą. Dlaczego partia nie ma prawa takowej prowadzić. Wystarczyłoby zastrzeżenie, alby zysk wykorzystywać wyłącznie na działalność statutową, podobnie jak w przypadku fundacji. To jedyny uczciwy model, który z jednej strony nie okrada podatnika nie koniecznie chcącego przekazywać część swoich pieniędzy partiom parlamentarnym (a tylko te dzisiaj dotacje otrzymują) a z drugiej ogranicza możliwość szykan i kontroli społeczeństwa pod względem jego politycznych sympatii.
Zgadzamy się z Łukaszem Adamskim (i w rezultacie z Januszem Palikotem), że obecny system finansowania ugrupowań trzeba zmienić. Ten relikt socjalizmu dzielący polityków na równych i równiejszych nie ma niczego wspólnego ze sprawiedliwością. Pamiętać jednak musimy o biblijnej radzie żeby unikać wszystkiego co ma chociaż pozór zła. A propozycja dawnego szefa komisji Przyjazne Państwo ma nie tylko pozór, ale cały pokład potencjalnego zła. Miałaby ona sens jedynie w idealnym państwie zatrudniającym na urzędniczych stanowiskach samych kryształowo uczciwych ludzi, co w warunkach już nie polskich, ale ogólnie ziemskich jest niemożliwe. Poza tym zawsze najlepszym rozwiązaniem jest to, które jest najprostsze czyli – w naszych oczach – wspomniane już wyżej samofinansowanie. Dodatkową korzyścią byłoby dla wyborców to, że czarno na białym widzieliby, który z przewodniczących, prezesów czy nawet pierwszych sekretarzy jest dobrym gospodarzem – co nam bowiem po premierze, gospodarzu kraju, który nie potrafi zarządzać?
Alexander Degrejt&Monika Nowak
Zob. również:
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.