Kościół

Bóg istnieje ponieważ istnieją wspólne normy moralne

Niewątpliwie istnieją pewne niepodważalne prawdy moralne. Każdemu wydają się one oczywiste, nawet pomimo współcześnie dominującego relatywizmu moralnego. W każdym zakątku kuli ziemskiej, odnajdziemy na nie przytaknięcie. Można stąd wysnuwać wniosek, że musi gdzieś istnieć jeden uniwersalny Dawca tego prawa.

3 min czytania
Stworzenie Adama przez Boga (fot. Wikimedia Commons)
Stworzenie Adama przez Boga (fot. Wikimedia Commons)

Niewątpliwie istnieją pewne niepodważalne prawdy moralne. Każdemu wydają się one oczywiste, nawet pomimo współcześnie dominującego relatywizmu moralnego. W każdym zakątku kuli ziemskiej, odnajdziemy na nie przytaknięcie. Można stąd wysnuwać wniosek, że musi gdzieś istnieć jeden uniwersalny Dawca tego prawa. 

Niektórzy sceptycy twierdzą, że takie prawdy moralne pochodzą z naszego ewolucyjnego rozwoju jako gatunku , lub że są osadzone w naszym DNA, albo są po prostu kwestią umowy społecznej. Jednak, jeżeli naprawdę zastanowimy się czym one są, musimy dojść do wniosku, że hipoteza o DNA nie jest dowiedziona naukowo, a umowa społeczna jest jednak zbyt słabą władzą względem czegoś tak powszechnego.

Jeżeli, nie istniałyby obiektywne, transcendentne prawdy moralne, wówczas stracilibyśmy zdolność do podejmowania wielu istotnych decyzji i orzeczeń. Bez istnienia takich prawd, nic na świecie, tak naprawdę, nie może być uznane za obiektywnie dobre lub złe, chwalebne lub podłe. Nawet najbardziej zagorzali ateiści czy antyklerykałowie oskarżający wierzących o rzekomo popełniane zło, opierają się przecież właśnie na tych obiektywnych normach.

Większość z nas rozumie znaczenie pochwały, szczególnie gdy ktoś zachował się szlachetnie, lub uczynił jakąś ofiarę, aby w jakiś sposób poprawić świat. Do tego powszechnego rozumienia moralności odwołują się chrześcijańscy misjonarze. Dają przykład własnego życia w poświęceniu dla bliźnich, okazują np. ofiarne działanie na rzecz ubogich, stają się heroicznie uczciwi. To ich „dobre” postępowanie widzą niewierzący i przekonują się, dopiero w drugim kroku, do wiary chrześcijańskiej. Tak wykazuje praktyka misyjna. Chcąc kogoś przekonać do chrześcijaństwa musimy najpierw przekonująco się zachowywać, okazując, iż istotnie żyjemy tym co głosimy. Dopiero później jesteśmy w stanie zainteresować kogoś teorią teologii.

Ta dana wszystkim od Boga Stwórcy intuicja moralna, pozwoli niewierzącym, niezależnie od tego w jakiej kulturze wychowanym, rozpoznać dobro i odróżnić je od zła. Wśród pierwszych chrześcijan krążyła porada „jak nawrócić poganina – należy dać mu zamieszkać na trzy miesiące w rodzinie chrześcijańskiej. Po tym okresie czasu nie jest możliwe, aby nie zauważył, że panuje tam nadprzyrodzona miłość w relacjach rodzinnych”.  Obyśmy tylko nie upadali w dawaniu dobrego przykładu, bo jest to trudne….

Na to pierwotne rozróżnienie pomiędzy dobrem a złem wpływają różne kłamliwe ideologie. Na przykład to co głosił Adolf Hitler, niestety było w stanie zaburzyć sumienie w milionach Niemców, którzy pozwalali na morderstwa i obozy koncentracyjne. Może nie wszyscy stuprocentowo byli świadomi tego zła, ale już na przykład pracownicy obozów koncentracyjnych, na pewno czynili to zło świadomie i w ich środowisku było ono pochwalane jako dobro. Czy taka możliwość zakłamania przeczy istnieniu norm ogólnych? Nie, te zasady nadal istnieją, niemniej niekiedy dochodzi do ich wypaczenia. Mówimy tu o chwilowym wyjątku od reguły wspólnych zasad moralnych. Obserwowaliśmy jak imperium zła, tak planowo konstruowane, runęło dość szybko i cały świat rychło nie miał wątpliwości, co do tego zła. Świat był i jest jednogłośny w potępieniu zła obozów koncentracyjnych. Jednogłośni co do tego są ludzie wychowywani w bardzo różnych religiach i kulturach.

MP/coldcasechristianity.com

Inspiracja pochodzi z artykułu J. Warner Wallace, ze strony Cold-Case Christianity

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej