Zobacz

Borusewicz: Ks. Jankowski był agentem SB. Wałęsa broni prałata

"Ksiądz Jankowski był agentem SB, a jego teczka została zniszczona"-twierdzi wicemarszałek Senatu, Bogdan Borusewicz. Odmienne zdanie w tej sprawie ma były prezydent Lech Wałęsa. "Wiele wiele lat byłem w pobliżu i nic podobnego nie widziałem. Nikt też za życia księdza nie poinformował mnie i nie zgłosił podobnych uwag" - napisał na Facebooku.

3 min czytania
Zdj. Piotr Drabik, lic. CC BY SA 2.0, via Wikimedia Commons(edytowane), Youtube (Superstacja)
Zdj. Piotr Drabik, lic. CC BY SA 2.0, via Wikimedia Commons(edytowane), Youtube (Superstacja)

"Ksiądz Jankowski był agentem SB, a jego teczka została zniszczona"-twierdzi wicemarszałek Senatu, Bogdan Borusewicz. Odmienne zdanie w tej sprawie ma były prezydent Lech Wałęsa. "Wiele wiele lat byłem w pobliżu i nic podobnego nie widziałem. Nikt też za życia księdza nie poinformował mnie i nie zgłosił podobnych uwag" - napisał na Facebooku.

Wicemarszałek Senatu udzielił "Gazecie Wyborczej" wywiadu na temat ks. Henryka Jankowskiego. Borusewicz przekonywał, że prałat był współpracownikiem SB. 

"Afiszował się z tym, jak pomaga podziemnej "Solidarności", a jednocześnie donosił SB na mnie i innych. Jak człowiek jest amoralny w jednej sferze, to zazwyczaj także w innej"-ocenił polityk. Zdaniem marszałka, to właśnie duchowny miał podsycać konflikt między Anną Walentynowicz a Lechem Wałęsą. 

"Szybkość i gwałtowność narastania tego konfliktu wskazywała mi, że za tym stoi bezpieka, że ktoś to nakręca, inspiruje. Atak na Annę Walentynowicz szedł ze strony Komisji Zakładowej Stoczni Gdańskiej, z którą ksiądz Jankowski był wtedy bardzo związany "-wspomina rozmówca "Wyborczej". Kolejny dowód na współpracę ks. Henryka Jankowskiego z SB to, w ocenie Bogdana Borusewicza, "spalenie" mieszkania, w którym wraz z żoną ukrywał się przed bezpieką. Mieszkanie pomogła załatwić znajoma, pracownica księgarni w Gdańsku Wrzeszczu. Jak wskazał Borusewicz, nikt nie miał znać adresu mieszkania, jednak ten tajemniczo wyciekł. Obecny wicemarszałek Senatu podkreśla, że wówczas uciekł z żoną z lokalu, a SB złapało go dopiero rok później. 

"Kiedy jednak w 1986 roku wyszedłem z więzienia, postanowiłem sprawdzić, o co chodziło z tamtym mieszkaniem. Poszedłem do dziewczyny z księgarni i zacząłem ją wypytywać – z kim się kontaktowała, u kogo była. Okazało się, że była u księdza Jankowskiego i prosiła go o jedzenie i leki dla mnie, a zaraz po tej wizycie SB zaczęła ją śledzić"-wspominał rozmówca "Wyborczej". Borusewicz opowiedział też o rozmowie z jednym z dziennikarzy, która miała miejsce już w latach 90. Dziennikarz miał powiedzieć politykowi, że o ks. Jankowskim rozmawiał z "majorem Berdysem, zastępcą szefa wydziału IV SB w Gdańsku, który zajmował się Kościołem",

"Ten major powiedział mu, że te kazanie na mszę w Stoczni to on Jankowskiemu sam napisał, a także przytoczył całą tę historię z dziewczyną z księgarni, którą po donosie Jankowskiego zaczęto obserwować. Sprawa się wyjaśniła. Dwie części orzecha pasowały do siebie"-wskazał. Polityk był pytany też o skłonności seksualne duchownego. Przyznał, że nie wiedział nic na ten temat, gdyż już od początku trzymał się z daleka od ks. Jankowskiego. Obaj nie darzyli się wzajemnie sympatią. Pytany przez "Gazetę Wyborczą", czy SB mogła wiedzieć o pedofilii ks. Jankowskiego, dlatego go zwerbowała, odpowiedział twierdząco.

"Myślę, że tak. Inwigilacja księży była bardzo daleko posunięta i musieli o tym wiedzieć. Fakt, że podjął współpracę z SB, umożliwiał mu prawdopodobnie robić rzeczy, które kogoś innego narażałyby na kodeks karny"-zaznaczył marszałek. 

O ks. Henryku Jankowskim w zgoła odmienny sposób wypowiada się natomiast pierwszy przywódca "Solidarności" i były prezydent RP, Lech Wałęsa. 

"Nie do wyobrażenia jest zwycięstwo Solidarności czy pozycja Wałęsy bez udziału fizycznego ks. Jankowskiego. To co słyszę dziś na temat zachowań ks. Jankowskiego jest nieprawdopodobne i nie jestem w stanie w to uwierzyć"- napisał na Facebooku. Wałęsa przekonywał, że przez wiele lat był w pobliżu prałata Jankowskiego i "nic podobnego" nie widział. 

"Nikt też za życia księdza nie poinformował mnie i nie zgłosił podobnych uwag. Był moim przyjacielem i tak pozostanie. Tylko Pan Bóg może to wyjaśnić i osądzić”- ocenił były prezydent. 

Sprawa jest bardzo skomplikowana, a jedyna pewna rzecz to fakt, że ks. Henryk Jankowski nie żyje od ponad ośmiu lat, nie jest więc w stanie w żaden sposób się obronić. Jak na razie pozostają jedynie publikacje medialne oraz- jak się okazuje, sprzeczne-relacje ludzi gdańskiej "Solidarności".

yenn/Facebook, Fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej