Pisaliśmy niedawno, że Andreas Brevik może nie odsiedzieć w więzieniu nawet jednego dnia. Biegli uznali go za niepoczytalnego. On jednak nie zgadza się z opinią i chce trafić za kratki za zabicie 77 osób. Jak już wspominaliśmy, więzienia w Norwegii to istny Disneyland. Trudno mu się więc dziwić.

"Informację, że Breivik kwestionuje raport biegłych psychiatrów, przekazał jego adwokat Odd Ivar Groen. „Przejrzeliśmy część raportu, mój klient stwierdził, że zawiera on błędy, a jego słowa zostały wyjęte z kontekstu”- cytuje go gazeta "Verdens Gang". Według adwokata Breivik "nie podziela opinii psychiatrów, którzy uznali go za chorego psychicznie". Pełną opinię psychiatrzy przedstawią w czasie procesu Breivika, który ma rozpocząć się 16 kwietnia przyszłego roku. Jeśli sąd przychyli się do ich oceny, zabójca zamiast w więzieniu wyląduje w szpitalu psychiatrycznym”- informuje „Gazeta Wyborcza”.
Brevik jak przystało na mesjasza nowego faszystowskiego ruchu wie, że trafienie „do czubków” nadszarpnęłoby jego reputację. Brevik jest niemal jak Mickey z „Urodzonych Morderców”, który dopytywał się dziennikarza czy program z jego udziałem był lepszy od programu o Charlesie Mansonie. Gdy dowiedział się, że nie, powiedział tylko: „Trudno jest pobić mistrza”. Brevikowi potrzebna jest więc odpowiednia narracja, która mogłaby uczynić z niego krwawego celebrytę. Z drugiej strony spędzanie czasu z wariatami nie jest tak miłe jak siedzenie w „celi” z plazmą, Internetem i możliwością wyjścia na jogging po ośrodku wypoczynkowym o zaostrzonym rygorze, które zostało nazwane więzieniem. Ale cóż, jak państwo mówi, że jesteś wariatem to musisz nim być. Nie ma rady.
Łukasz Adamski
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.