Były kanclerz Niemiec Helmut Schmidt wyraził zrozumienie dla postawy chińskiej armii, która stłumiła demonstracje studentów na placu Tiananmen w Pekinie w 1989 r. Schmidt powiedział tygodnikowi "Die Zeit", że żołnierze się bronili. - Na początku (żołnierze - przyp. red.) wytrzymywali, ale zostali zaatakowani kamieniami oraz koktajlami Mołotowa. I bronili się - za pomocą broni, którą mieli - powiedział 93-letni Schmidt, który cieszy się olbrzymim autorytetem wśród Niemców.

Jego zdaniem podawana przez Czerwony Krzyż liczba 2600 ofiar masakry na Placu Niebiańskiego Spokoju wydaje się "przesadzona", a ówcześni ambasadorowie Niemiec, USA i Wielkiej Brytanii w Pekinie oceniali, iż ofiar było dużo mniej.
- Decydujące było to, że Chiny nie miały wówczas skoszarowanej policji. To oznaczało, że rząd, gdy chciał interweniować, dysponował wyłącznie wojskiem. A żołnierze uczyli się tylko strzelać - powiedział były socjaldemokratyczny kanclerz Niemiec.
- Jednocześnie po raz pierwszy od dłuższego czasu miała miejsce wizyta przywódcy Związku Sowieckiego. Michaił Gorbaczow musiał opuścić WielkąHalę Ludową tylnym wyjściem, bo przed głównym demonstrowali studenci. Dla Denga (Xiaopinga - przyp. red.) była to utrata twarzy - stwierdził Schmidt.
Ówczesny kanclerz był pierwszym europejskim politykiem, który udał się do Pekinu po wydarzeniach na placu Tiananmen z 4 czerwca 1989 r. Schmidt pełnił swój urząd od 1974 do 1982 r.
AM/Interia.pl
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.