Wiadomości

Coraz więcej rodziców nie chce szczepić swoich dzieci

Rodzice nie ufają lekarzom, którzy są sponsorowani przez koncerny farmaceutyczne, oraz boją się u dzieci powikłań po szczepieniach. Środowisko medyczne jest tym zaniepokojone.

2 min czytania
Coraz więcej rodziców nie chce szczepić swoich dzieci
Coraz więcej rodziców nie chce szczepić swoich dzieci

Rodzice nie ufają lekarzom, którzy są sponsorowani przez koncerny farmaceutyczne, oraz boją się u dzieci powikłań po szczepieniach. Środowisko medyczne jest tym zaniepokojone.

 

– Skalę zjawiska będziemy mogli ocenić pod koniec tego roku. Dzisiaj wiemy, że się ono pojawiło, bo coraz częściej mówią o tym lekarze – mówi dr Jacek Mrukowicz, redaktor naczelny branżowego pisma "Medycyna Praktyczna – Pediatria" i członek Polskiego Towarzystwa Wakcynologii (nauka zajmująca się szczepieniami), pisze "Rzeczpospolita".

A prof. Ewa Helwich, krajowy konsultant ds. neonatologii, podkreśla, że wcześniej nie zdarzało się, by rodzice odmówili zgody na zaszczepienie dziecka.

– Zauważam spory wzrost zainteresowania tych, którzy będą mieli dziecko czy już mają, a pojawiły się u nich wątpliwości po szczepieniach – opowiada "Rz" Martinka, moderator forum poświęconego szczepieniom, które ma kilka tysięcy zarejestrowanych użytkowników. - Chcemy, żeby rodzice mieli prawo do pełnej informacji, tak jak choćby w przypadku zwykłych leków. Żeby wiedzieli, jaki jest skład, korzyści i ryzyko - dodaje.

Rodzice boją się, że małym dzieciom podaje się szczepionki w krótkich odstępach czasu. Wielu z nich jest przekonanych, że szczepienie spowodowało u ich maluchów alergiczne reakcje. Pytają, dlaczego w ogóle muszą szczepić dzieci np. na różyczkę czy świnkę?

Sceptycy wobec szczepionek powołują się na autorytet prof. Marii Doroty Majewskiej, neurobiolog, która przez 25 lat pracowała w USA. W Polsce prowadziła projekt badawczy Komisji Europejskiej na temat potencjalnej roli thimerosalu (składnik szczepionek) w powstawaniu autyzmu. Zaproponowała m.in. zmiany w kalendarzu szczepień oraz stworzenie narodowego programu obowiązkowej rejestracji powikłań i zgonów poszczepiennych.

"Trwałe okaleczenia i ciężkie choroby będące następstwem toksycznych szczepień wydają się dziś większym problemem i zagrożeniem dla społeczeństwa niż przejściowe, uleczalne choroby zakaźne" – pisała prof. w liście z 2008 r. do Polskiego Towarzystwa Wakcynologii.

PTW odpowiedziało na list prof. Majewskiej, zdecydowanie podkreślając, że szczepienia ochronne nie są groźne dla dzieci. Lekarze zapewniają też, że thimerosal nie jest groźny, a doniesienia, jakoby mógł on wywoływać autyzm, zostały wielokrotnie obalone naukowo (środek jest pochodną etylortęci, a toksyczna jest metylortęć).

Thimerosal jest dziś stosowany już tylko w jednej szczepionce (na błonicę – tężec – krztusiec). Za kilkaset złotych można kupić w Polsce szczepionkę, nie zawierającą tego środka. – Jeśli rodzice się boją, to już lepiej żeby dopłacili do szczepienia, ale z niego nie rezygnowali – uważa prof. Jacek Wysocki z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.

Rodzice nie ufają lekarzom widząc w ich gabinetach materiały reklamowe firm farmaceutycznych, których to leki przepisują. Moderatorka forum antyszczepieniowego uważa, że w przypadku szczepionek jest podobnie.

 

MaRo/Rp.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej