Wiadomości

Czy salki katechetyczną staną się ostatnią przestrzenią uniwersyteckich badań? Genderyści tego chcą

Istotą nauki, podstawą uniwersytetu zawsze była wolność debaty. Od czasów średniowiecza na uniwersytetach debatowano, niekiedy niezwykle ostro, poddawano w wątpliwość zastane twierdzenia i falsyfikowano opinie. I tak było przez całe wieki, aż pojawili się rozmaici rewolucjoniści, którzy zaczęli wykluczać pewne opinie z uczelni. Powodem była nieodmiennie ich niezgodność z duchem czasu, nienowoczesność, albo odrzucenie paradygmatu politycznej poprawność.

2 min czytania
Fot. sxc.hu
Fot. sxc.hu

Istotą nauki, podstawą uniwersytetu zawsze była wolność debaty. Od czasów średniowiecza na uniwersytetach debatowano, niekiedy niezwykle ostro, poddawano w wątpliwość zastane twierdzenia i falsyfikowano opinie. I tak było przez całe wieki, aż pojawili się rozmaici rewolucjoniści, którzy zaczęli wykluczać pewne opinie z uczelni. Powodem była nieodmiennie ich niezgodność z duchem czasu, nienowoczesność, albo odrzucenie paradygmatu politycznej poprawność.

Do skrajności takie myślenie doprowadzili, jak wszystkie niemal lewackie idee, bolszewicy, którzy naukowców, którzy chcieli uprawiać naukę a nie ideologię, zamykali w łagrach czy skazywali na karę śmierci. Ich drogą, choć w łagodniejszy sposób, idą obecni marksiści-genderyści. Oni, w duchu pluszowego totalitaryzmu, chcą jedynie wyrzucić przeciwników gender z uczelni, uniemożliwić im nauczania czy głoszenia swoich poglądów podczas wykładów uniwersyteckich, doprowadzić do tego, że nauka będzie wolna od dyskusji na temat nienaukowych i nierealistycznych poglądów genderystów.

Taka postawa dowodzi w istocie słabości ideologii gender. Po argument siły, przemocy intelektualnej, zakazów administracyjnych, sięgać bowiem muszą ci, którzy – w przestrzeni nauki – sami obronić się nie mogą. Oni, wszyscy ci eksperci od gender i por studies, wiedzą, że gdyby choćby spróbować przeanalizować ich teksty, to okazałoby się, że z nauką mają one mniej więcej tyle wspólnego, ile opinie Łysenki na temat zoologii czy dzieła „wielkiego językoznawcy” Stalina. Nie da się ich obronić, więc trzeba zakazać ich krytyki. I choć na razie nie wsadza się do więzień, ani nawet nie pozbawia katedr ich krytyków, to już próbuje się – przy pomocy przyjaznych mediów i usłużnych profesorów – doprowadzić do uniemożliwienia krytykom analizy ideologicznych poglądów marksistów-genderystów na uniwersytetach.

Tej manifestacji sowieckiego stosunku do nauki trzeba się przeciwstawić już teraz. Jeśli nie uda się obronić wykładu ks. prof. Pawła Borkiewicza TChr na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu, to będzie to początek końca resztek wolności nauki w Polsce. Ta ostatnia i tak, od dawna, jest uwięziona w szponach postkomunistycznych układów, teraz zaś może zostać zniszczona do reszty przez neo-bolszewików przebranych w szaty genderystów. I wtedy jedyną przestrzenią wolności, staną się na powrót salki katechetyczne przy kościołach. Tylko tam będzie bowiem można głosić prawdę...

Tomasz P. Terlikowski

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej