Bóg dał nam do pomocy potężną armię tysięcy świętych. Pomagają nam nie tylko na "ból głowy" i zgubione klucze, ale także w sprawach niemożliwych. Ołtarze tych najbardziej "pracowitych" wciąż są obsypywane kwiatami i wotami.
Mój znajomy zakonnik ma swojego ulubionego świętego. Jest nim Pier Giorgio Frassati, zwany świętym roześmianym, bo nawet na jesienną depresję potrafi zesłać promyki słońca. Brat Marcin przywołuje go zawsze po spotkaniach z "wiecznie narzekającymi" i poleca ich jemu w opiekę.
Pierwsza formuła kanonizacyjna została wypowiedziana przez samego Chrystusa na Golgocie. Zwracając się do Dobrego Łotra, który przed śmiercią okazał skruchę, Jezus powiedział: "Zaprawdę, powiadam ci: dziś ze Mną będziesz w raju".
W obawie przed bałwochwalstwem, starożytny Kościół kult wiernych kierował przede wszystkim w stronę Pana Boga i Jego Syna Jezusa Chrystusa. Od III w. chrześcijanie otaczali kultem Najświętszą Maryję Pannę - właśnie z tego okresu pochodzi znana modlitwa "Pod Twoją obronę", a także pierwsze dedykowane Maryi kościoły: w Aleksandrii, Nazarecie i Jerozolimie. Wizerunki Matki Bożej w aureoli znaleźć można w rzymskich katakumbach. Do pogłębienia kultu Maryi przyczynił się Sobór Efeski (431), który ogłosił dogmat o Jej Boskim Macierzyństwie.
Prześladowania Kościoła w jego pierwszych wiekach istnienia spowodowały, że wyznawcy Chrystusa zaczęli szczególną czcią otaczać męczenników (martyres), którzy własną krwią świadczyli o swojej wierze. Spisywano ich życiorysy, okoliczności śmierci ("Akta męczeństwa"), ku ich czci stawiano kościoły. Od IV w. widać w Kościele wyraźne ślady kultu tak że wyznawców, wśród których znaleźli się tacy święci jak Hilary z Poitiers, Ambroży, Marcin (na Zachodzie) i Paweł Pustelnik, Efrem i Bazyli (na Wschodzie).
W historii Kościoła liczba świętych wspominanych w liturgii ciągle rosła. Parafia św. Patryka w Waszyngtonie umieściła na swojej stronie internetowej (www.saintpatrickdc.org) indeks 11 tysięcy świętych i błogosławionych. Kilka razy w roku dopisywani są kolejni święci i błogosławieni. Najwięcej z nich wyniósł na ołtarze papież Jan Paweł II. W ciągu swego blisko 27-letniego pontyfikatu dokonał beatyfikacji 1345 sług Bożych i kanonizacji 482 błogosławionych. Wśród nich było 9 świętych i 160 błogosławionych Polaków. Do tej pory Polska może poszczycić się 30 świętymi i 223 błogosławionymi.
Kilka tysięcy męczenników i wyznawców ciągle czeka na zbadanie ich sprawy przez Kongregację Spraw Kanonizacyjnych.
CZYM ŚWIĘCI SĄ ZAJĘCI?
Każdy kraj, pokolenie, profesja czy stan potrzebują przykładu ludzi, którzy dążyli do doskonałości i osiągnęli ją. - Święci są pośrednikami między Bogiem i człowiekiem, bo z jednej strony, są już blisko Niego, z drugiej są naszymi braćmi i siostrami w człowieczeństwie - tłumaczy ks. Piotr Pawlukiewicz, duszpasterz akademicki. - Często byli to wielcy grzesznicy, którzy jednak w sytuacji kryzysowej potrafili w pokorze pozwolić podnieść się Bogu. I to właśnie za to są czczeni. Umiejętność ciągłego podnoszenia się po porażkach wymaga pierwiastków świętości. A ich kult uzmysławia nam, że świętość jest dostępna dla każdego z nas.
"Ale po co ich aż tylu?" - zapytała kiedyś ośmioletnia dziewczynka na katechezie. - Bo inne są problemy u nas, inne w krajach komunistycznych, inne w Ameryce, Azji czy Afryce. To samo dotyczy przeszłości. W historii każda epoka miała swoich świętych. Stawali się oni wzorem dla sobie współczesnych - mówi ks. prał. Henryk Małecki, moderator Kurii Metropolitalnej Warszawskiej i historyk Kościoła. - I tak naprawdę to ciągle potrzebujemy nowych świętych.
- Dzisiaj ludzie mogą mieć opory z przyjmowaniem takich uśmiechniętych, uporządkowanych i "lukrowanych" świętych, którzy od samego dzieciństwa bezbłędnie kochali Boga. Być może takie ich ukazywanie jest znakiem religijności tamtych czasów. Ale hagiograficzne obrazki raczej wyczerpały już swoją siłę religijnego oddziaływania w dzisiejszych czasach - twierdzi ks. Piotr Pawlukiewicz.
Jeszcze niedawno nasze babcie mówiły: "Sól świętej Agaty strzeże od ognia chaty", albo "św. Antoni, tyś moja chluba, spraw by znalazła się moja zguba". Dawniej przy chorobach gardła modlono się do św. Błażeja i jadło się miód, dziś bierze się cholinex.
Kto zna dziś świętych Barnabę, Burcharda czy Eligiusza? A przecież niegdyś do pierwszego z nich zwracano się w czasie kłótni, do drugiego przy bólach stawów, a trzeci pomagał weterynarzom i ślusarzom. O ile jednak są to święci wciąż można powiedzieć "potrzebni", to czym zajmują się ci obecnie "bezrobotni", jak na przykład św. Idzi, patron rozbitków, św. Wit opiekujący się niegdyś warzelnikami soli i chorymi na epilepsję czy św. Gunnar, do którego zwracali się mężowie, mający złośliwe żony? Każdy z nich bywał jednak orędownikiem także w innych sprawach. Jak choćby św. Mikołaj, który tak bardzo czczony i kochany jest przez dzieci. A przecież jest patronem trzech państw, dziewięciu miast, kilkudziesięciu zawodów, a także jeńców, panien pragnących wyjść za mąż, więźniów oraz obrońców wiary przed herezją. Podobnie św. Barbara, która chroni nie tylko górników, ale także architektów, cieśli, flisaków, kapeluszników i kowali. Zapewne pomagają jej inne Barbary, np. osiem imienniczek z Korei, które były torturowane w XVIII i XIX wieku za wiarę.
Aby rozróżnić świętych o tym samym imieniu, nadaje się im czasem przydomki związane z miejscem pochodzenia, zawodem lub charakterem, np. św. Marta z Betanii, św. Piotr Apostoł, św. Izydor Oracz czy św. Brygida wdowa.
- Kościół dostrzega w życiu świętych pewne cechy, które są bliskie danej społeczności, grupie zawodowej czy konkretnym potrzebującym i mówi: patrzcie, ten święty realizował kiedyś to, co wam jest bliskie teraz, możecie brać z niego przykład! - przekonuje ks. Henryk Małecki. Uznano na przykład, że św. Filomena, która w wieku 13 lat zginęła jako męczennica, będzie dobrą patronką dzieci, czasów najtrudniejszych oraz szczęśliwej i spokojnej śmierci. Szczególnie czczona ona była przez św. Jana Vianeya, słynnego proboszcza z Ars, słusznie uznanego za patrona księży.
- Podobnie z ikonografią, bo np. św. Józef, dobry patron dla mężów i ojców, przedstawiany jest jako dojrzały człowiek, do którego ma się zaufanie. Na innych wizerunkach ukazuje się go jako pełnego sił, młodego cieślę. Kościół czyni tak z przyczyn dydaktycznych - twierdzi ks. Małecki.
REFORMA PAWŁA VI
Reformę kalendarza liturgicznego przeprowadził w 1969 r. papież Paweł VI. - Do kalendarza zostali włączeni ci spośród świętych, którzy mają znaczenie naprawdę powszechne - mówi ks. Małecki. - Nie oznaczało to jednak wyrzucenia pozostałych poza margines Kościoła. - Rewizja dotyczyła najbardziej kultu lokalnych świętych z pierwszych wieków chrześcijaństwa. Tych, którzy nie mieli pewnego oparcia w materiale źródłowym. Nie zostali oni jednak zakwestionowani czy zamienieni w legendy. Wiele lokalnych kultów na skutek różnych kataklizmów dziejowych przechodziło w niepamięć. Wiele Kościołów w Afryce czy Azji Mniejszej przestało istnieć wraz ze zgromadzonymi na ich temat dokumentami.
W pierwszych wiekach Kościół prowadził procesy w oparciu o opinię publiczną. Jeżeli wierni uważali daną osobę za świętą, biskup przyjmował to do wiadomości i ogłaszał, go świętym. W średniowieczu proces słusznie zresztą został znacznie skomplikowany i sformalizowany. Dopiero Jan Paweł II uprościł go w 1983 r. - podkreśla o. Gabriel Bartoszewski.
Wielu świętych doczekało się beatyfikacji bądź kanonizacji po wielu stuleciach, jak choćby Jadwiga, którą Kościół wyniósł na ołtarze prawie 600 lat po jej śmierci. Najkrócej na kanonizację czekał św. Antoni Padewski, który został kanonizowany 352 dni po swojej śmierci. - Osobą, która może skrócić ten okres jest jedynie Ojciec Święty, jak stało się w przypadku Matki Teresy (o 2 lata) czy ostatnio Jana Pawła II, gdzie skrócono praktycznie o 5 lat, bo 1,5 miesiąca po śmierci. - zauważa o. Gabriel Bartoszewski.
Trzeba także wiedzieć, czym różni się beatyfikacja od kanonizacji. - Beatyfikacja jest aktem władzy papieskiej zezwalającym na kult publiczny sługi Bożego w Kościele lokalnym (diecezja, wyjątkowo kraj). Kanonizacja jest uroczystym aktem władzy papieża zezwalającym na kult publiczny w całym Kościele.
- W latach 1965-1989 prowadziłem proces ojca Honorata Koźmińskiego. Był to trudny proces ciągnący się latami, ze względu na ilość pism. które trzeba było odpisywać na maszynie. W pierwszym okresie mojej pracy zjawiały się różne trudności. Przewidywałem, że beatyfikacja nastąpi w trzecim tysiącleciu. Niespodziewanie sprawy tak się potoczyły, że ojciec Honorat został uroczyście beatyfikowany 16 X 1988 r. w dziesiątą rocznicę pontyfikatu papieża Jana Pawła II. Dla mnie jest to szczególny znak Opatrzności Bożej. Pan Bóg ma swój czas dla każdej beatyfikacji czy kanonizacji. Do dziś nie ma jednak cudu. Łask i uzdrowień jest dużo, ale my potrzebujemy jednego cudu. Ufam Opatrzności Bożej i czekam.
OD SPRAW BEZNADZIEJNYCH
Dawniej każde państwo, a nawet miasto chciało mieć swojego świętego patrona, a jego relikwie otaczano wielką czcią. Król Bolesław Chrobry złotem zapłacił za ciało zamordowanego misjonarza, św. Wojciecha.
- "Nasz" św. Ekspedyt jest bardzo skuteczny i dużo może w strukturach niebieskich - mówi ks. prał. dr Bronisław Piasecki, proboszcz stołecznej parafii Najświętszego Zbawiciela. - Nasza świątynia zawsze była związana ze społecznością akademicką Politechniki. Ekspedyt jest patronem młodzieży uczącej się, a także spraw beznadziejnych, do jakich niewątpliwie dla wielu należą kolokwia i egzaminy. Dlatego właśnie znalazł się w naszym kościele - śmieje się proboszcz. - Bóg inspiruje społeczność Kościoła do wytężonej pracy nad sobą, do dążenia do świętości. Stawia na ich drodze takich świętych, którzy mogą wskazać im drogę.
Na poniedziałkowe spotkania do św. Ekspedyta przychodzi ponad 100 osób. Najpierw jest Msza o godz. 17, potem nowenna. - Słyszałem kiedyś historię o małżeństwie z naszej parafii, które miało problemy z poczęciem - opowiada ksiądz proboszcz. - Próbowali wszystkich metod łącznie z in vitro jednak nic nie dało rezultatu. Pewnego dnia mężczyzna przyszedł pomodlić się tutaj, bo słyszał, że św. Ekspedyt pomaga w sprawach beznadziejnych. Kiedy wszyscy wyszli już z kościoła, zosta! sam. Dopiero po jakimś czasie zauważył, że w przeciwległym kącie klęczy jego żona. Oboje poszli do kościoła w tajemnicy przed sobą. Kiedy po jakimś czasie dyrektor chciał awansować kobietę, ta nie zgodziła się, mówiąc że jest w siódmym miesiącu ciąży i powinna trochę zwolnić tempo - kończy ks. dr Bronisław Piasecki. - Wszyscy jesteśmy powołani do świętości, tylko niektóry z nas trudzą się jeszcze na ziemi, a inni może radują się już z oglądania Boga.
ŚWIĘTYCH OBCOWANIE NA CO DZIEŃ
Ksiądz Piotr Sadkiewicz, laureat tegorocznego Orderu Uśmiechu, Proboszcz Roku przed kilku laty, znany z promowania krwiodawstwa i przeszczepów, zgromadził w swojej parafii w Leśnej koło Żywca 100 relikwii świętych. - To nie jest kolekcjonerstwo, ale próba przybliżenia ludziom tajemnicy Boga. Chociaż nie ukrywam, że jesteśmy jedyną parafią, która posiada oddzielne relikwie 11 Apostołów. Inne relikwie to również dary od różnych zakonów i świeckich - opowiada ks. Sadkiewicz. - Pierwsze były relikwie św. Faustyny, więc myślę czasami, że ona spojrzała wtedy na naszą parafię, załamała ręce i powiedziała, że sama nie da rady. Trzeba było ściągnąć posiłki z nieba i tak powstało u nas całe święte zgromadzenie, które naprawdę dokonało cudów w naszej parafii - podsumowuje ks. Piotr.
- Trzeba jednak pamiętać, że nie wszyscy ludzie, którzy osiągnęli świętość, zostali imiennie wyniesieni na ołtarze przez Kościół. Domyślać się można, że tych "cichych" świętych są całe rzesze - podkreśla ks. Piotr Pawlukiewicz. - Nie brakuje wśród nich także wielkich męczenników, jak choćby tych, którzy ginęli w więzieniach komunistycznej bezpieki czy konających na dalekiej Syberii. Czasem jedynie Bóg zna ich imiona. Dlatego właśnie 1 listopada obchodzimy uroczystość Wszystkich Świętych. A jak napisał kiedyś ks. Jan Twardowski jest to "święto Boga, który poprzez ludzi czyni tak wiele dobrego na świecie. (...) to radosna uroczystość, która pokazuje, ilu ludzi mimo wszystko jest pośrednikami Boga w świecie.
dam/adonai.pl
Komentarze
29 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.
Ale fajny rym w tytule. Musze sobie zapamietac.
na Ziemi rosną problemy i ani jeden nie jest rozwiązany. Ziemia to kraina grzechu i dostanie odpowiednią karę w swoim czasie. Twierdzenie że święci zajmują się naszymi problemami to trochę nadużycie. Oczywiście chcielibyśmy by tak było ale to raczej nasza wyobraźnia.
"Jeden jest pośrednik między Bogiem Ojcem a człowiekiem-Jezus Chrystus człowiek.Innych pośredników nie ma.O tym mówi Słowo Boże , wszystko inne to ludzkie legendy " które mile. ucho łechczą'.
dla Bodakowskiego i Paszki.
robia krasnale ogrodowe
które rozbił wiecznie wkurzony szef niebieski??
tam zaraz w du.pie, po prostu dym z kadzielnic odurzył najswietszom panienke i zaburzył zdolność trzeźwej oceny sytuacji,zanim sie połapała był już teheran
to nie był dziennik gazeta rzeszowska,tylko rzeszowskie nowiny
Skąd ty to wszystko wziąleś ?
jakiś nieprawdziwy ten obrazek ,cóś za dużo biskupów , pupiezy i zakonnic,lipa
Prześladowania Kościoła w jego pierwszych wiekach istnienia spowodowały, że wyznawcy Chrystusa zaczęli szczególną czcią otaczać męczenników (martyres), którzy własną krwią świadczyli o swojej wierze. Spisywano ich życiorysy, okoliczności śmierci ("Akta męczeństwa"), ku ich czci stawiano kościoły. Od IV w. widać w Kościele wyraźne ślady kultu tak że wyznawców, wśród których znaleźli się tacy święci jak Hilary z Poitiers, Ambroży, Marcin (na Zachodzie) i Paweł Pustelnik, Efrem i Bazyli (na Wschodzie). W historii Kościoła liczba świętych wspominanych w liturgii ciągle rosła. Parafia św. Patryka w Waszyngtonie umieściła na swojej stronie internetowej (www.saintpatrickdc.org) indeks 11 tysięcy świętych i błogosławionych. Kilka razy w roku dopisywani są kolejni święci i błogosławieni. Najwięcej z nich wyniósł na ołtarze papież Jan Paweł II. W ciągu swego blisko 27-letniego pontyfikatu dokonał beatyfikacji 1345 sług Bożych i kanonizacji 482 błogosławionych. Wśród nich było 9 świętych i 160 błogosławionych Polaków. Do tej pory Polska może poszczycić się 30 świętymi i 223 błogosławionymi. Kilka tysięcy męczenników i wyznawców ciągle czeka na zbadanie ich sprawy przez Kongregację Spraw Kanonizacyjnych. CZYM ŚWIĘCI SĄ ZAJĘCI? Każdy kraj, pokolenie, profesja czy stan potrzebują przykładu ludzi, którzy dążyli do doskonałości i osiągnęli ją. - Święci są pośrednikami między Bogiem i człowiekiem, bo z jednej strony, są już blisko Niego, z drugiej są naszymi braćmi i siostrami w człowieczeństwie - tłumaczy ks. Piotr Pawlukiewicz, duszpasterz akademicki. - Często byli to wielcy grzesznicy, którzy jednak w sytuacji kryzysowej potrafili w pokorze pozwolić podnieść się Bogu. I to właśnie za to są czczeni. Umiejętność ciągłego podnoszenia się po porażkach wymaga pierwiastków świętości. A ich kult uzmysławia nam, że świętość jest dostępna dla każdego z nas. "Ale po co ich aż tylu?" - zapytała kiedyś ośmioletnia dziewczynka na katechezie. - Bo inne są problemy u nas, inne w krajach komunistycznych, inne w Ameryce, Azji czy Afryce. To samo dotyczy przeszłości. W historii każda epoka miała swoich świętych. Stawali się oni wzorem dla sobie współczesnych - mówi ks. prał. Henryk Małecki, moderator Kurii Metropolitalnej Warszawskiej i historyk Kościoła. - I tak naprawdę to ciągle potrzebujemy nowych świętych. - Dzisiaj ludzie mogą mieć opory z przyjmowaniem takich uśmiechniętych, uporządkowanych i "lukrowanych" świętych, którzy od samego dzieciństwa bezbłędnie kochali Boga. Być może takie ich ukazywanie jest znakiem religijności tamtych czasów. Ale hagiograficzne obrazki raczej wyczerpały już swoją siłę religijnego oddziaływania w dzisiejszych czasach - twierdzi ks. Piotr Pawlukiewicz. Jeszcze niedawno nasze babcie mówiły: "Sól świętej Agaty strzeże od ognia chaty", albo "św. Antoni, tyś moja chluba, spraw by znalazła się moja zguba". Dawniej przy chorobach gardła modlono się do św. Błażeja i jadło się miód, dziś bierze się cholinex.
Bóg dał nam do pomocy potężną armię tysięcy świętych. Pomagają nam nie tylko na "ból głowy" i zgubione klucze, ale także w sprawach niemożliwych. Ołtarze tych najbardziej "pracowitych" wciąż są obsypywane kwiatami i wotami. Mój znajomy zakonnik ma swojego ulubionego świętego. Jest nim Pier Giorgio Frassati, zwany świętym roześmianym, bo nawet na jesienną depresję potrafi zesłać promyki słońca. Brat Marcin przywołuje go zawsze po spotkaniach z "wiecznie narzekającymi" i poleca ich jemu w opiekę. Pierwsza formuła kanonizacyjna została wypowiedziana przez samego Chrystusa na Golgocie. Zwracając się do Dobrego Łotra, który przed śmiercią okazał skruchę, Jezus powiedział: "Zaprawdę, powiadam ci: dziś ze Mną będziesz w raju". W obawie przed bałwochwalstwem, starożytny Kościół kult wiernych kierował przede wszystkim w stronę Pana Boga i Jego Syna Jezusa Chrystusa. Od III w. chrześcijanie otaczali kultem Najświętszą Maryję Pannę - właśnie z tego okresu pochodzi znana modlitwa "Pod Twoją obronę", a także pierwsze dedykowane Maryi kościoły: w Aleksandrii, Nazarecie i Jerozolimie. Wizerunki Matki Bożej w aureoli znaleźć można w rzymskich katakumbach. Do pogłębienia kultu Maryi przyczynił się Sobór Efeski (431), który ogłosił dogmat o Jej Boskim Macierzyństwie.
No i widzisz wyszło na światło dzienne, że piekło i niebo ze sobą współpracują i grają do jednej bramki.
Przecież on o tym nie wiedział.
""Zaprawdę, powiadam ci: dziś ze Mną będziesz w raju" dziennikarz gazety rzeszowskiej źle spisał poprzekręcał rozmowe z dobrym łotrem ,jak to niedouczony analfabeta ,jak jesus miał go zabrać do nieba jak zstąpił do piekieł na 3dni? On mu powiedział : "Zaprawdę, powiadam ci dziś , ze Mną będziesz w raju" i to ma sens ,a nie jakieś rzeszowskie nowiny
??? św. Gunnar na złośliwą żone ??? ciekawe ciekawe,nie zawadzi spróbować
Sam sobie odpowiedziałeś zadając to głupie pytanie.Odp. brzmi - rymowanką, a tak na serio to na pewno zamują się wielbieniem Pana Boga. Powiedział nam to kiedyś ksiądz na religii.
Przenajświętrza panienka matka Maryja zawsze dziewica pokazała Polakom w 1939 roku że ich ma głęboko w du-pie
Pismo Święte nazywa "świętymi" wszystkich chrześcijan. Apostoł Paweł zwraca się w swoich listach na przykład do "świętych w Koryncie" (1 Kor. 1,2), "świętych w Kolosach" (Kol. 1,2) czy "świętych w Efezie" (Ef. 1,1). Określa w ten sposób żyjących wierzących w Chrystusa ludzi będących członkami lokalnych kościołów.
Jak to co, głupie pytanie, to oczywiste - garnki lepią
Ciekawe co robi nasz Wojtyłak! Pewnie objada się boskimi kremówkami i molestuje małe aniołeczki!
Niezauważaniem pedofilii w kościele?
99,9% tych świętych to kleruchy różnej maści i szarży, mnichy i zakonnice. Sami się wzajemnie wywyższają nad normalnych ludzi, wychwalają pod niebiosa, przypisują sobie cuda wianki, obwołują świętymi. Robią tak ze strachu przed zapomnieniem - nie mają bowiem rodzin, dzieci, wnuków. Tych wszystkich, którzy przechowują w depozycie pokoleniowym żywą pamięć o krewnych przodkach. Truposzem klerucha po śmierci interesują się tylko robaki rozkładu. I słusznie, bo żałosny jest żywot doczesny klerucha , pasożyta i próżniaka bezczelnie wyłudzającego mamonę od ciemnoty. Kleruch jednak pragnie umościć się w pamięci ludzkiej na zawsze. Stąd pomysł na pośmiertny szwindel, awansujący byle klero-pasożyta, kanalię, tępaka czy nawet zbrodniarza do poziomu boskiego. Żałosna banda oszustów.
Fajna jest też Święta Klara z Asyżu. Klara służyła Panu bardzo sumiennie – była założycielką klasztoru klarysek oraz autorką wielu istotnych dla Kościoła pism. Gdy obłożnie chora spoczywała w swym łóżku i nie miała już siły uczestniczyć we mszy, doświadczyła cudu – nabożeństwo wyświetliło jej się na ścianie sypialni. W kolorze, w pełnym HD i z dźwiękiem w systemie Dolby Surround. 5.1. Święta Klara jest patronką telewizji Trwam oraz dekoderów Full HD.
Dionizy to nie jedyny święty bez głowy. Była też święta Wenefryda. Wenefryda to córka walijskiego możnego. Była na tyle atrakcyjna, że o jej względy starał się książę Karadok. Dziewczę, zamiast odwzajemniać umizgi, postanowiło bezczelnie oddać się w ręce innego mężczyzny – Jezusa. Wstąpiła do zakonu. Zalotnik, wiedząc, że już sobie nie pochędoży, kazał Wenefrydę pozbawić głowy. Po egzekucji zwłoki zakonnicy zostały zabrane do domu jej wujka – świętego Beunona, który użył swej mocy, aby przyczepić głowę siostrzenicy do reszty jej ciała. Odratowane dziewczę szybko wróciło do zdrowia. Święta Wenefryda jest .... patronką unikania niechcianych zalotów.
A mój ulubiony święty to Arnold z Soissons. Arnold to mnich benedyktyński, który przyszedł na świat pod koniec VI wieku. Utalentowany duchowny odkrył w sobie dar – świetnie warzył piwo, a dzięki swojej sile przekonywania spopularyzował jego spożywanie wśród ludzi mieszkających w okolicach klasztoru. Ba! W okresie, kiedy panowała zaraza, mnich zalecał najbardziej narażonym na chorobę obywatelom spożywanie piwa zamiast wody. Święty Arnold wierzył, że złocisty napój posiada w sobie „dar życia”.Oj, posiada, posiada...
Mamienia szatańskie!
Święty Dionizy został pozbawiony głowy. Tak odcięto mu głowę. Dionizemu nie przeszkodziło to jednak w jego ambitnych planach chrystianizacyjnych i po egzekucji męczennik wstał, odszukał swoją głowę, a następnie ruszył przed siebie, ucząc i nawracając przypadkowych przechodniów. Maszerował tak parę ładnych kilometrów, aż wreszcie padł. Na szczęście. Bezgłowy kaznodzieja-zombie byłby przerażającym i smutnym symbolem wiary. Święty Dionizy to oczywiście patron .... osób cierpiących na bóle głowy i migreny :)
"tysięcy" - no nie wiem, mi się wydaje, że miliony robią lepsze wrażenie. Ale co ja się będę wymondżać - właściciele owiec im wytłumaczą co robią święci. Mało tego... sami święci bez wielebnych nie chodzą do póki ci im drogi nie wytyczą. "Pierwsza formuła kanonizacyjna została wypowiedziana przez samego Chrystusa na Golgocie. Zwracając się do Dobrego Łotra, który przed śmiercią okazał skruchę" - jak widać sami nadali interpretację tego opisu i wam wyjaśnili, że dopiero jak puścicie parę z gęby to Bóg wam odpuści.