Rząd pod wodzą mości Donalda Tuska ma pomysł na ograniczenie przegrywanych gremialnie spraw wytaczanych przez podatników a dotyczących błędnej interpretacji przepisów podatkowych. Pomysł genialny w swej prostocie i wcale nie wymagający od ministra finansów nadwyrężającej szare komórki ciężkiej pracy umysłowej nad zmianą tychże błędnych interpretacji. Otóż rząd postanowił (ściślej – minister sprawiedliwości) podnieść opłaty wymagane przy wnoszeniu skargi do sądu o, bagatela, czterysta procent. Zmiana to niewątpliwie skuteczna, spraw będzie mniej bo podatnikom – najzwyczajniej w świecie – przestanie się opłacać prawna szarpanina z państwem.

Tylko w ubiegłym, 2011 roku, 2300 interpretacji przepisów podatkowych zostało przez podatników zaskarżonych do sądu a znaczna część tych skarg została rozpatrzona na korzyść podatników. Skarb państwa poniósł w związku z tym straty, które kością w gardle stanęły ministrowi Rostowskiemu. Budżet się nie domyka a krnąbrni obywatele zamiast w podskokach odnosić swoje pieniądze do Urzędu Skarbowego stają okoniem i próbują się bronić. To niedopuszczalne. W sukurs ministrowi przyszedł prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego, który wymyślił ową podwyżkę wpisów sądowych a ministrowie odetchnęli z ulgą. Teraz obywatel może sobie robić co chce, jego pieniądze do budżetu trafią i tak – albo w ramach podatku, albo jako opłata sądowa. Czy się stoi, czy się leży, państwu się należy.
Na koniec drobna refleksja, która przyszła mi do głowy pod wpływem lektury tegoż genialnego pomysłu: czy pan prezes NSA, panowie ministrowie i pan premier nie obawiają się, że już wkrótce sądy mogą zostać zawalone pozwami skierowanymi przez złodziei przeciwko policjantom, którzy zapobiegli włamaniom? W końcu przedstawiciele półświatka też przez nich ponieśli straty a utracone korzyści to jak najbardziej sprawa do rozpatrzenia przez wymiar sprawiedliwości...
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.