Wiadomości

„Dobrze, że nie spalili jej na stosie"

„Sąd nie miał prawa zbyć milczeniem konfliktu wartości, który musiał rozstrzygnąć - wolności słowa i poglądów (także antyreligijnych) a ochronę uczuć religijnych. Najwyraźniej sąd nie potraktował fundamentalnej wolności politycznej poważnie” - pisze dzisiaj senator. I ironizuje: „Doda i tak ma szczęście - mogła przecież skończyć na stosie”.

1 min czytania
„Dobrze, że nie spalili jej na stosie"
„Dobrze, że nie spalili jej na stosie"

Histerii w sprawie Dody ciąg dalszy. Tym razem do chóru oburzonych dołączył się Włodzimierz Cimoszewicz, który uznał, że obrona uczuć religijnych jest anachroniczna, a wolność słowa jest najwyższą wartością.

/

„Sąd nie miał prawa zbyć milczeniem konfliktu wartości, który musiał rozstrzygnąć - wolności słowa i poglądów (także antyreligijnych) a ochronę uczuć religijnych. Najwyraźniej sąd nie potraktował fundamentalnej wolności politycznej poważnie” - pisze dzisiaj senator. I ironizuje: „Doda i tak ma szczęście - mogła przecież skończyć na stosie”.



Dodaje, że w Polsce mamy problem z łatwością, z jaką ogranicza się wolność słowa. „A to uczucia religijne, a to ochrona chrześcijaństwa, a to ochrona symboli państwa czy jego najważniejszych przedstawicieli itd. Ta łatwość, z jaką przyjmowano, że są wartości wyższe niż wolność słowa, jest anachroniczna” - podkreśla Włodzimierz Cimoszewicz. Apeluje, aby zdać sobie w końcu sprawę, że od podobnych przekonań wiele innych demokratycznych państw już odeszło.

 

TPT/Wyborcza.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej