Wiadomości

Dziennikarka nie ma pewności, czy w grobie leży jej mąż

- Pamiętam takie spotkania, takie przekazy wtedy w Moskwie: proszę państwa, proszę się dobrze zastanowić, bo w Polsce nie będzie już szans na otwieranie trumien. Bo takie są procedury, takie są przepisy sanitarne - relacjonuje Racewicz. Wdowa po śp. Pawle Janeczku nie pamięta dokładnie czy mówiła o tym ówczesna minister zdrowia Ewa Kopacz, minister Arabski czy któryś z polskich konsuli. Jest pewna, że takie zdanie padło. - I teraz, kiedy słyszymy, że przecież nikt nam nie zabraniał otwierania trumien w Polsce czuję się okłamana - tłumaczy dziennikarka.

2 min czytania
Dziennikarka nie ma pewności, czy w grobie leży jej mąż
Dziennikarka nie ma pewności, czy w grobie leży jej mąż

W Moskwie nam powiedziano, że trumny zostają zamknięte na zawsze. Że w Polsce nie będzie już szans na ich otwieranie. A teraz nie mam pewności, czy w grobie leży mój mąż - mówi tygodnikowi "Wprost" dziennikarka Joanna Racewicz, żona śp. kapitana BOR Pawła Janeczka, który zginął w katastrofie smoleńskiej.

Joanna Racewicz jest głównie znana jako wieloletnia prezenterka Panoramy

- Pamiętam takie spotkania, takie przekazy wtedy w Moskwie: proszę państwa, proszę się dobrze zastanowić, bo w Polsce nie będzie już szans na otwieranie trumien. Bo takie są procedury, takie są przepisy sanitarne - relacjonuje Racewicz. Wdowa po śp. Pawle Janeczku nie pamięta dokładnie czy mówiła o tym ówczesna minister zdrowia Ewa Kopacz, minister Arabski czy któryś z polskich konsuli. Jest pewna, że takie zdanie padło. - I teraz, kiedy słyszymy, że przecież nikt nam nie zabraniał otwierania trumien w Polsce czuję się okłamana - tłumaczy dziennikarka. 

- W pierwszym tomie akt znajdują się zeznania pana porucznika z wieży kontroli lotów na Okęciu. O 8.42 dostał sygnał od pilotów z JAKA, że TU- 154M spadł. Wiedzieliśmy o tym minutę po zdarzeniu. Dlaczego mówiono więc, że samolot spadł o 8.56. Chcę wierzyć, że to tylko czyjeś roztargnienie, zaniedbanie. (…) Nie znam się na mechanice, ale destrukcja tego samolotu, nie zgadza się z siłami, które tam działały. On spadł z kilku metrów. Byłam tam. Wygląda jak ściśnięta puszka po coli - mówi Joanna Racewicz. 


Dziennikarka podkreśla, że ewentualna decyzja, co do ekshumacji mężna, jest bardzo trudna. - Tak naprawdę nie do przeżycia. (…) A z drugiej strony, ja też pewnie kiedyś będę leżeć w tym grobie. I chciałabym mieć pewność, że będę leżeć obok swojego męża, a nie jakiegoś innego człowieka. (…) - mówi Racewicz.

 

Rosyjskie dokumenty zaprzeczają również rzeczywistości. Dziennikarka tłumaczy, że nic się w nich nie zgadza. - Ani grupa krwi, ani żadne przebyte choroby. Opisali, że miał otwarte złamania, a nie miał. Że miał rozedmę płuc… Coś z nerkami, coś z wątrobą. A Paweł był wysportowanym mężczyzną, biegał w maratonach. (…) W dokumentach rosyjskich to mężczyzna schorowany o grupie krwi ARh+. (…) - mówi Joanna Racewicz.

 

AM/Wprost/Wirtualna Polska

 

 

 

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej