Marszałek Sejmu Ewa Kopacz sprzeciwia się wolności sumienia dla aptekarzy. Jej zdaniem klauzula sumienia umożliwiająca im odmowę sprzedaży środków wczesnoporonnych nie jest potrzebna. Była minister zdrowia opowiada się również za refundowaniem zapłodnienia in vitro.

- Bez przesady. Ja się pod tym nie podpisuję. To może za chwilę wprowadzimy klauzulę sumienia dla pracowni- ków stacji benzynowych, bo sprzedają prezerwatywy?! Klauzula sumienia jest dla lekarzy. To oni biorą pełną odpowiedzialność za zdrowie i życie ludzi, wypisując receptę. Aptekarz w ramach swoich obowiązków zawodowych sprawdza, czy recepta jest wystawiona poprawnie, i wydaje lek, ale nie ustala terapii, bo nie badał pacjenta – oznajmiła w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” Ewa Kopacz. I aż wstyd, że lekarz nie dostrzega różnicy między gumką a środkami wczesnoporonnymi czy nawet pigułką antykoncepcyjną, która także powodować może bardzo wczesne poronienie.
Pamięć o faktach nie jest zresztą w ogóle najmocniejszą stroną marszałek Sejmu. Ewa Kopacz przekonuje bowiem, że nie będzie wojny światopoglądowej w PO, bowiem klub ten nie stosuje dyscypliny w głosowaniach światopoglądowych. Problem w tym, że to kłamstwo. Gdy głosowany był projekt obywatelski zakazu zabijania nienarodzonych PO wprowadziło dyscyplinę przeciwko życiu.
Zabawnie brzmią też przemyślenia na temat in vitro i Kościoła. - Przypuszczam, że wielu ludzi, którzy deklarują przynależność do Kościoła katolickiego, nie jest przeciw tej ustawie. Kiedyś Kościół był przeciwny przeszczepom, a teraz organizuje akcje na rzecz oddawania narządów. Wszystko się zmienia. Dlatego nie chcemy zakazywać tych zabiegów, tylko chcemy, by były bezpieczne i dostępne dla tych, których na to nie stać. In vitro to ma być możliwość, a nie konieczność – wyjaśnia marszałek.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.