Wiadomości

Feministki ruszyły do boju o wysokie stanowiska w UE

Okazało się, że w Unii nie obowiązują parytety. Nie ma kobiet wśród kandydatów na najwyższe europejskie stanowiska. Czy to rzeczywiście będzie żenujące, jak chcą feministki, jeśli żadnego z nich nie zajmie kobieta?

2 min czytania
Feministki ruszyły do boju o wysokie stanowiska w UE
Feministki ruszyły do boju o wysokie stanowiska w UE

Okazało się, że w Unii nie obowiązują parytety. Nie ma kobiet wśród kandydatów na najwyższe europejskie stanowiska. Czy to rzeczywiście będzie żenujące, jak chcą feministki, jeśli żadnego z nich nie zajmie kobieta?

 

Tak uważa Cecile Greboval, dyrektor w Europejskim Lobby Kobiet (EWL). - Jak będzie wyglądała w oczach świata Unia głosząca równość płci i konieczność emancypacji kobiet? – pyta w rozmowie z "Rz".

EWL zebrało 350 podpisów działaczek kobiecych, polityków, pisarzy i innych osób publicznych pod apelem 50/50, którego celem jest zwiększenie obecności Europejek na kierowniczych stanowiskach w unijnych instytucjach, czego symbolicznym wyrazem ma być bardziej sfeminizowana reprezentacja na najwyższych szczeblach.

Zdaniem EWL połowę stanowisk komisarzy powinny objąć kobiety. Przynajmniej jedno z czterech najwyższych stanowisk w unijnych instytucjach też powinno przypaść którejś z pań. Przewodniczącym Parlamentu Europejskiego jest Jerzy Buzek a szefem Komisji Europejskiej Jose Barroso. Do obsadzenia zostały jeszcze dwa stanowiska: przewodniczącego Rady oraz wysokiego przedstawiciela UE ds. polityki zagranicznej.

– W mediach pojawiają się nazwiska możliwych kandydatek. Ale żadna z nich nie ma silnego poparcia – mówi "Rz" Mikołaj Dowgielewicz, szef UKIE, który podpisał się pod kobiecym apelem.

- Wprowadzanie jakichkolwiek kwot to wyrządzanie olbrzymiej krzywdy kobietom, które dochodzą wysoko dzięki swoim kompetencjom. O nich też będzie się wtedy myślało, że mają "punkty za pochodzenie" – tłumaczy eurodeputowany PiS Konrad Szymański.

Wśród kandydatów na szefa unijnej Rady są Tony Blair, były brytyjski premier, Jean-Claude Juncker, premier Luksemburga, Felipe Gonzalez, były premier Hiszpanii, Jan Peter Balkenende, premier Holandii, a nawet zapomniany już nieco były kanclerz Austrii Wolfgang Schüssel.

Do kompetentnych kobiet bez poparcia zaliczana jest m.in. Mary Robinson, była prezydent Irlandii. A jedyną kobietą z poparciem własnego rządu, jest od wczoraj była prezydent Łotwy Vaira Vike-Freiberga.

Inicjatywę kobiet popiera Jose Barroso, który wysłał list do szefów rządów o uwzględnianie płci przy przedstawianiu kandydatur do Komisji Europejskiej. Do apelu ma przyłączyć się również Jerzy Buzek.

 

MaRo/Rp.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej