Jak dziękować Bogu za katastrofę? Jak dziękować Bogu za śmierć kogoś bliskiego? Jak dziękować Bogu za niepowodzenia? Jak dziękować Bogu za pieską pogodę, przez którą nie można wyjść z domu, a tak by się chciało odpocząć, właśnie gdzieś powędrować, w czasie wakacji?
Usłyszałem niedawno, że jednym z najpiękniejszych słów w polskim języku, a może w języku człowieka w ogóle, jest słowo „dziękuję”. Słyszałem, że słowo „matka” – zgadzam się, słyszałem, że słowo „serce”. Ale ktoś właśnie dopowiedział słowo „dziękuję”. Wielu ludzi dzisiaj chodzi smutnych, że nikt im nie powiedział „dziękuję”, a często niczego innego nie chcieli za to, co zrobili. Mamy prawo mówić: „Bądź całkowicie bezinteresowny. Pracuj za tzw. «Bóg zapłać», niech ci Pan Bóg zapłaci, niech ci Pan Bóg podziękuje”. To jest taki piękny ideał, ale to ludzkie, zwykłe „dziękuję” jest szalenie ważne w dobrych międzyludzkich relacjach.
Powiadają nieraz nauczyciele, że jadą z młodzieżą na jakiś obóz, wycieczkę, a przy rozstaniu każdy odwraca się w swoją stronę i nikt organizatorowi nie powie słowa „dziękuję”. Parę razy sam się z tym spotkałem. A Panu Bogu za co podziękować? Zawsze mnie irytowały trochę słowa w modlitwie mszalnej, w prefacji, kiedy jest powiedziane, że trzeba zawsze i wszędzie składać dziękczynienie. Potem gdzieś przeczytałem słowa świętego brata Alberta, który powiedział, że: „ja nawet za tę Wielką Wojnę dziękuję Panu Bogu, bo z tego będzie Polska, na pewno”.
Jak dziękować Bogu za katastrofę? Jak dziękować Bogu za śmierć kogoś bliskiego? Jak dziękować Bogu za niepowodzenia? Jak dziękować Bogu za pieską pogodę, przez którą nie można wyjść z domu, a tak by się chciało odpocząć, właśnie gdzieś powędrować, w czasie wakacji? Rzeczywiście to jest temat do głębokiego rozważenia. Jak ma wyglądać w moim wydaniu, żeby zawsze i wszędzie składać dziękczynienie (wg Ef 5,20). Czy widzę to, za co mogę podziękować?
Rozmawiałem niedawno z mistrzynią olimpijską, która zdobyła medal na Olimpiadzie Niepełnosprawnych w Sydney. Po wypadku, kiedy miała siedemnaście lat, po kontuzji kręgosłupa straciła ducha. Ktoś pomógł jej tego ducha odzyskać. Dziś jest czynna, zdobywa rekordy, nagrody, pomaga innym – uczy pływać niepełnosprawnych, pełnosprawnych i wyznaje przed rzeszą młodzieży, że dziękuje Bogu za tę chorobę. Byłem niedawno na spotkaniu z nią. Dzięki swojej chorobie, dzięki temu wypadkowi zyskała tyle możliwości, tyle wspaniałych rzeczy. I mówiła to zupełnie szczerze. Jak tu zobaczyć tę drugą stronę wszystkich trudnych rzeczy, z którymi się spotykamy, a które skłaniają do dziękowania? Zawsze i wszędzie składać dziękczynienie. Warto się zastanowić: dlaczego nie dziękuję? Dlaczego się złoszczę? Dlaczego krzyczę: chyba Pana Boga nie ma? A jeśli jest, to chyba mnie nie lubi, nie znosi.
Panie Boże, mówił Tewie ze „Skrzypka na dachu”, może Ty byś się mną trochę mniej zajmował? Może nie zajmuj się mną i daj mi spokój. A jednak On jest Ojcem i nie chce nam dać spokoju. A chce pokazać, że za wszystko warto Mu dziękować. Pomyślmy o tym.
Fragment książki Ojca Leona myśli na dobry dzień
Leon Knabit OSB – ur. 26 grudnia 1929 roku w Bielsku Podlaskim, benedyktyn, w latach 2001-2002 przeor opactwa w Tyńcu, publicysta i autor książek. Jego blog został nagrodzony statuetką Blog Roku 2011 w kategorii „Profesjonalne”. W 2009 r. został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.
Komentarze
16 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.
To wyżyny duchowości chrześcijańskiej. Podobnie jak miłość nieprzyjaciół. Możliwe? Możliwe.
To oczywiste. Każda katastrofa, dla partii rządzącej i kleru jest okazją do wzbogacenia.
Bóg jest generalnie bardzo wrażliwy na ludzkie cierpienie. Popatrzmy choć na dzieci Hioba...
Drogi B. Rozumiem, że kwestia współudziału, co najmniej przez zaniechanie, Leona w przestępstwach Artura W. nie jest tematem, który - Twoim zdaniem - ktokolwiek mógłby podnieść, ponieważ powinien się w tym czasie "zająć własnymi grzechami". Cud logiki i odpowiedzialności w wykonaniu kk.
Chrystus był bardzo wrażliwy na ludzkie cierpienie. W Ewangeliach wyraźnie o tym czytamy. Zatroszczył się o to, że ludzie, którzy za nim idą są głodni i rozmnożył chleb; poruszyła Go rozpacz matki, która straciła jedynego syna; do łez wzruszyła Go śmierć Łazarza itd. Chrystus mówił, że widząc Go, widzimy także Ojca. Sądzę więc, że Bóg nie chce ludzkiego cierpienia. Najlepszym tego dowodem jest zbawcza misja Chrystusa, wyzwalającego tych, którzy mu ufają, od wiecznego cierpienia w piekle.
Zajmij się lepiej własnymi grzechami. Z nich Bóg będzie ciebie sądzić, a nie z grzechów ojca Leona.
A może to ty grzeszysz pychą wobec księży? Twój wpis świadczy o tym bardzo wyraźnie. Księża podjęli kiedyś taką decyzję, na którą ludzi świeckich nie stać. A wiedza nie jest wszystkim, o wiele ważniejsza jest miłość do Boga. I Bóg który zna ludzkie serca, wszystkich sprawiedliwie osądzi. A ja też wiem, z własnego doświadczenia, że często to, co w danym momencie wydaje mi się wielką klęską, po kilku lub kilkunastu latach okazuje się najlepszym rozwiązaniem. Nie mówię tu oczywiście o sprawach ostatecznych, takich jak śmierć kogoś bliskiego, bo na ten temat nic nie wiemy. Bogu po prostu należy zaufać - i to wszystko.
Oczywiscie --ja dziekuje Bogu za wszytko za powodzenia i niepowodzeni.Czesc niepowodzen potrafie rozpoznac.NP ktos spoznia sie na samolot -a on sie rozbija. To sa wyzyny duchowosci---ale prosze ksiedza wrocmy do realu---dosc duzo ksiezy nawet nie jest w podstawowce duchoqwej---to co o przygotowaniu kaplanskim mowi Piotr Glas mowi ze 70% wiedzy duchowej ksieza nie maja. Uwazam ze takze ks Leon jest cienki w dwu sytuacjach--niespotkalem ksiedza ktory prawidlowo reafguje 1----jesli spotka kogos kto cos wiecej wie lub lepiej zna Pismo Swiete 2---jesli spotka kogos gorliwszego
Jak cie maz bije to obwiniasz Pana Boga??????????Co za pokretna logika.To jest jego i twoja wina -zamiast przed slubem bzdury opowiadac wystaczy zobowiazac go go tego ze JAK MNIE BEDZIESZ BIL--TO i tu ustalic konsekwencje -wkazdym razie musisz byc pewna ze milosc sie skonczyla-albo jeje nie bylo.
Dla mnie wzorem do naśladowania jest Matka Boża i Pan Jezus. Matka Boża idąc za Synem niosącym krzyż - nigdzie w literaturze nie spotkałam się, by w tym momencie dziękowała Bogu za linczowanie Jej Syna. Jezus też zadawał pytania - dlaczego Mnie bijesz, udowodnij co źle zrobiłem...Dziękowanie Bogu za to, że złodziej mnie okradł, gwałciciel poniżył, mąż bije, za wszelkie nieszczęścia to porównanie Boga do ludzkiego sadysty....Miłosierdzie Boże oddal mnie od takiego myślenia.
Widać starcze zdziecinnienie potęgujące sekciarską głupotę. Ale z drugiej strony sekta potrzebuje naiwnych dziękujących za wszystko, głupiego łatwiej łupić.
" . . . kogo miłuje Pan, tego karze, chłoszcze zaś każdego, którego za syna przyjmuje." Dziękuję Bogu za wiele chłosty. Traktuję to jako narzędzie mojego nawrócenia. Polecam takie podejście do, i tak nieniknionego cierpienia. Zaufanie do Boga to podstawa!
Za każdym razem, gdy Fronda pokazuje tu Leona, pytam go o to samo. Jak to się stało, że żyjąc pod jednym dachem tyle długich lat z pedofilem Arturem W., nic Leon nie widział, nic nie słyszał, nawet nic nie czuł. Nie żebym sie spodziewał odpowiedzi, ale pytać będę nadal...
Jak ktoś nie ma w sobie mocy to może tylko "dziękować Bogu" za niepowodzenia. Na tym polega istota resentymentu. Mocny człowiek wie że Boga nie ma (tylko tego chrześcijańskiego, inni Jak Odyn Są) i musi sam własnymi siłami rozwiązywać problemy.
Jak dziękować Bogu za katastrofę? Dziwne pytanie. Ja przy każdej katastrofie Bogu bluzgam. Przez tysiące lat ludzie wylali w cierpieniach giga litrów łez, a on/ona nie reaguje. Totalny obibok. Do niczego nie przydatny leniuch.
Wyciągamy szkiety z błeta i knamy na szagę.