Jak podaje portal Regiopraca.pl, pewna bizneswoman z Mazur wpadła na nietypowy sposób zatrudniania pracownika "na czarno". Kobieta, przyjmując do pracy brygadzistę, uznała, że płacenie za niego ZUS-u i podatku zdecydowanie wychodzi za drogo. W związku z tym zaproponowała pracę bez umowy. Pracownik ustalił z właścicielką zakładu, że będzie pracował od godziny 7:00 do 15:00, dostając 8,50 zł za godzinę. Na tym nie koniec...

"Pracownik zeznał, że domagał się, aby pracodawczyni zawarła z nim umowę o pracę oraz zarejestrowała go w ZUS, ale uzyskał odpowiedź, że są to zbyt duże koszty. Właścicielka zaproponowała natomiast, że ubezpieczy go w KRUS, bo jest posiadaczką ziemi rolnej. Nakazała także, by w razie kontroli inspekcji pracy mówił, że jest jej konkubentem a nie pracownikiem" - podaje Państwowa Inspekcja Pracy.
Problem pojawił się, gdy brygadzista miał wypadek przy pracy. To właśnie wtedy PIP skontrolował firmę, przesłuchał pracowników i prawda wyszła na jaw.
Nieszczęśliwy "konkubent" został jeszcze dodatkowo ukarany. Okazało się, że był zarejestrowany jako bezrobotny w urzędzie pracy i dostawał zasiłek. Inspekcja skierowała do placówki wniosek o karę dla mężczyzny za wyłudzenie pieniędzy.
Można żartować z pomysłowej pani bizneswoman, ale warto zastanowić się dlaczego polscy przedsiębiorcy decydują się na podejmowanie tak desperackich kroków? Dlaczego w Polsce legalna praca się nie opłaca? Dlaczego koszty zatrudnienia są tak duże? Skoro nie ma osoby, która przecięłaby węzeł gordyjski stworzony przez państwo, przedsiębiorcy wolą omijać go szerokim łukiem i poszukiwać - czasem bardzo wymyślnych - alternatywnych rozwiązań.
AM/Regiopraca.pl
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.