Wiadomości

Jak żołnierze antykomunistycznego podziemia siostrę Bieruta zatrzymali

„Jastrząb”, co trzeba podkreślić, jak szliśmy na akcję, zawsze starał się każdą akcję dobrze przygotować - wspomina Stanisław Pakuła. - Na kilka kilometrów przed celem brał nas w półkole i każdemu szczegółowo mówił, jakie zadanie ma do wykonania. Kończył zawsze słowami: "Chłopcy! Bóg z nami”. Był podobnie jak jego brat „Żelazny” człowiekiem bardzo religijnym. Tak też było przed kolejną akcją, w trakcie której mieliśmy upolować szefa UB z Chełma, który jak nam doniósł wywiad, miał jechać na naradę do Lublina. „Jastrząb” postanowił, że zasadzimy się na niego koło Siedliszcza, przy drodze Chełm-Lublin. Były tam zarośla, krzaki, a także pola z rosnącym jeszcze zbożem. Gdyby ubowiec jechał ze zbyt silną eskadrą, mieliśmy się gdzie wycofać. Niedaleko zostawiliśmy te trzy auta , zdobyte na wojsku. Po przybyciu na miejsce akcji, rozstawiliśmy się zgodnie ze wskazówkami „Jastrzębia”. Ja stanąłem na szosie od strony Chełma, a drugi od Lublina, żeby zatrzymać samochód. Chłopaki przycupnęli zaś na

3 min czytania
Jak żołnierze antykomunistycznego podziemia siostrę Bieruta zatrzymali
Jak żołnierze antykomunistycznego podziemia siostrę Bieruta zatrzymali

„Jastrząb”, co trzeba podkreślić, jak szliśmy na akcję, zawsze starał się każdą akcję dobrze przygotować - wspomina Stanisław Pakuła. - Na kilka kilometrów przed celem brał nas w półkole i każdemu szczegółowo mówił, jakie zadanie ma do wykonania. Kończył zawsze słowami: "Chłopcy! Bóg z nami”. Był podobnie jak jego brat „Żelazny” człowiekiem bardzo religijnym. Tak też było przed kolejną akcją, w trakcie której mieliśmy upolować szefa UB z Chełma, który jak nam doniósł wywiad, miał jechać na naradę do Lublina. „Jastrząb” postanowił, że zasadzimy się na niego koło Siedliszcza, przy drodze Chełm-Lublin. Były tam zarośla, krzaki, a także pola z rosnącym jeszcze zbożem. Gdyby ubowiec jechał ze zbyt silną eskadrą, mieliśmy się gdzie wycofać. Niedaleko zostawiliśmy te trzy auta , zdobyte na wojsku. Po przybyciu na miejsce akcji, rozstawiliśmy się zgodnie ze wskazówkami „Jastrzębia”. Ja stanąłem na szosie od strony Chełma, a drugi od Lublina, żeby zatrzymać samochód. Chłopaki przycupnęli zaś na poboczu z bronią gotową do strzału. Samochód stanął, sam go zatrzymałem, ale szefa UB w nim nie było. Zamiast niego wyskoczyła z niego jakaś baba i zaczęła krzyczeć - jak tak można rodzinę prezydenta zatrzymywać? - „Jastrząb”, który zaraz wyskoczył, zdębiał.- Jakiego prezydenta? - pyta. 

 

Niespodziewana zdobycz

- Ta zaś odpowiada, że nazywa się Zofia Malewska i jest siostrą Bolesława Bieruta! „Jastrząb” na to - a my chłopcy z lasu! - Ona zbladła. Spodziewała się najgorszego, a w samochodzie jechała cała jej rodzina, mąż, syn, synowa i synowej ojciec. W sumie było ich pięcioro, a kierowca szósty. Wsiedliśmy do samochodów i pojechaliśmy ukryć się w Lasach Parczewskich. „Jastrząb” przewidywał, że teraz UB zacznie szaleć, szukając rodziny Bieruta. W Lasach Parczewskich stacjonośwaliśmy przez dwie doby. Nie zamierzaliśmy rodziny Bieruta dłużej przetrzymywać. Gdyby sam Bierut jechał w samochodzie, to zaraz poszukalibyśmy dla niego gałęzi. Sam „Jastrząb” powiedział, że gdyby Malewska nie przyznała się do tego, że jest siostrą Bieruta, to od razu puścilibyśmy ją z rodziną wolno. Skąd bowiem mielibyśmy wiedzieć, kim ona jest. Włos im z głowy nie spadł. Zachowywali się bardzo kulturalnie. Razem z nami modlili się i śpiewali religijne pieśni. Siostrę Bieruta traktowaliśmy na pewno lepiej niż ubowcy 15-letnią Rozalię Taraszkiewicz, siostrę „Jastrzębia” i „Żelaznego”, którą przetrzymywali w swoich siedzibach we Włodawie, a później w Lublinie. Siostra Bieruta twierdziła, że jej brat jest zwykłą marionetką, która ma niewiele do powiedzenia. Wszystkie ważne pisma, które do niego przychodziły, czytał najpierw Jakub Berman. 

 

Prośba „Boruty”

- "Boruta” poprosił ją, by przekazała bratu pismo z prośbą o akt łaski dla jego ciężarnej żony, przetrzymywanej na zamku w Lublinie. „Boruta” chciał bardzo, by wyszła na wolność. On sam już nigdy jej nie zobaczył. Jak się od nas odłączył z oddziałem, to wpadł z nim w zasadzkę w Barkach za Cycowem, z której żywy wyszedł tylko jeden Omelko. Rannego go wzięli. Wyszedł później z więzienia i mieszkał w Kuliku. Zmarł jakieś dwa, czy trzy lata temu. Później, jak zwolniliśmy rodzinę Bieruta, dalej krążyliśmy po terenie, dokonując likwidacji konfidentów i funkcjonariuszy UB" - pisze Marek A. Koprowski.

 

Cały artykuł: Kresy.pl

 

Na zdjęciu Leon Taraszkiweicz "Jastrząb".

 

JW/Kresy.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej