Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.
Darek
03.06.2021, 18:19
Zdziczały obrzydliwy kanibalizm, nic więcej... tych zboczeńców powinno się trzymać w zakładach zamkniętych.
Rumcajs
03.06.2021, 16:03
A ten covid zabiją tylko ateistów i kolesi z LGBT + antylskofaszystowska bojówka
Gnójstyk
03.06.2021, 15:11
Trzymaj się Marksa.
c.d.
03.06.2021, 15:10
Co oznacza fakt, że pijemy krew i spożywamy ciało? Pierwotne wspólnoty judeochrześcijańskie nie miały problemów ze zrozumieniem tego, czym jest Eucharystia. Dla wszystkich – rozumiejących mentalność semicką – było oczywiste, że „ciało” i „krew” nie oznaczają jakichś elementów człowieka, który w połączeniu z innymi, duchowymi częściami tworzą pełnego człowieka. W języku biblijnym „ciało” wskazuje na całego człowieka, który przeżywa swoje życie w ciele. „Krew”, a ściślej jej przelanie, wskazuje natomiast na wydarzenie, na śmierć. Dlatego św. Paweł przypomina: „Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pana głosicie aż przyjdzie” (1 Kor 11,26). A zatem Eucharystia była rozumiana jako dynamiczne uobecnienie wydarzenia, w którym Chrystus przechodzi ze śmierci do życia, a nie jako statyczna, rzeczowa obecność sacrum. Czy to wszystko? Kolejnym krokiem w rozumieniu Eucharystii było spotkanie nowotestamentalnej wiary z filozofią platońską. Okazało się, że platoński realizm symboliczny, czyli rozumienie symbolu jako realnie zjednoczonego z pierwowzorem, jest pomocny w wyrażeniu tajemnicy eucharystycznej obecności. Jeśli misterium paschalne przyjmiemy za pierwowzór, to celebrowanie Ciała i Krwi byłoby symbolem tegoż pierwowzoru w tym sensie, że sprawując Eucharystię uczestniczymy realnie w tym, czego Jezus Chrystus dokonał. Niestety, wraz z wejściem plemion germańskich do Kościoła zagubiono platońskie rozumienie symbolu. Pojawiło się przekonanie, że tylko rzeczy są realne, a symbol jest jedynie jakimś zewnętrznym znakiem arbitralnie wybranym przez człowieka i odniesionym z zewnątrz do danej rzeczywistości. To, co symboliczne, stało się przeciwieństwem tego, co realne. W konsekwencji w ostatnich wiekach pierwszego tysiąclecia zapomniano o dynamicznym, misteryjnym i symbolicznym (w sensie platońskim) charakterze sakramentu Chleba i Wina. Eucharystia zaczęła być rozważana jako „rzecz sama w sobie” służąca uzyskaniu łaski.
Jak zrozumieć Boże Ciało?
03.06.2021, 15:10
Ks. Dariusz Kowalczyk SJ dla Frondy. ---- Tomasz Wandas, Fronda.pl: Skąd wzięła się tradycja obchodzenia uroczystości „Bożego Ciała”? Ks. Prof. Dariusz Kowalczyk SJ: W Uroczystość Bożego Ciała wychodzimy na ulice, aby w barwnych procesjach oddawać cześć Jezusowi Chrystusowi obecnemu pod postacią chleba, a także zaświadczyć wobec innych o naszej wierze w tę obecność (w tym roku na procesje patrzeć będą kibice, którzy zjechali na Euro 2012). Co jednak właściwie mamy na myśli, kiedy – wskazując na małą białą hostię – twierdzimy, że jest to prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek? Poszukiwanie odpowiedzi na to pytanie niejednokrotnie przeradzało się w spory i kłótnie, które z jednej strony owocowały doktrynalnymi potępieniami, a z drugiej... mistycznymi wizjami. U początków święta Bożego Ciała znajduje się właśnie heretyk i mistyczka. Wszystko zaczęło się prawie dwa tysiące lat temu w Jerozolimie podczas wieczerzy paschalnej, którą Jezus z Nazaretu spożył z dwunastoma uczniami. Jezus łamiąc chleb, dawał go uczniom i mówił „To jest Ciało moje”; podawał też kielich z winem mówiąc: „To jest moja Krew Przymierza”. Jak Dwunastu mogło rozumieć wówczas te gesty i słowa? Kiedy pojęli ich najgłębszy sens? Można przypuszczać, że dopiero po spotkaniach ze Zmartwychwstałym oraz po Zesłaniu Ducha Świętego stało się dla nich jasne, że odtąd znaki chleba i wina będą uobecniały na ziemi ciało i krew Jezusa.
Gnostyk
03.06.2021, 14:45
Katolicy nie czcijcie materii!!!!!!!
Polak
03.06.2021, 13:08
Kowalczyk leje wodę, wciska ciemnotę, a boi się powiedzieć prawdę - to po to żeby sekta rzymskokatolicka mogła próbować obsikiwać teren ze strachu przed zapomnieniem.
A poza tym - Boże Ciało owszem, dobry film, ale żeby zaraz święto i pochody z tego powodu urządzać?
696969
03.06.2021, 11:46
Jest nowa groźna odmiana Covida. Groźna mutacja SARS-CoV-2 odkryta przez polskich naukowców! Wirus unika procesji Bożego Ciała, ale rozprzestrzenia się na spontanicznych zgromadzeniach!
c.d.
03.06.2021, 11:18
Co oznacza fakt, że pijemy krew i spożywamy ciało? Pierwotne wspólnoty judeochrześcijańskie nie miały problemów ze zrozumieniem tego, czym jest Eucharystia. Dla wszystkich – rozumiejących mentalność semicką – było oczywiste, że „ciało” i „krew” nie oznaczają jakichś elementów człowieka, który w połączeniu z innymi, duchowymi częściami tworzą pełnego człowieka. W języku biblijnym „ciało” wskazuje na całego człowieka, który przeżywa swoje życie w ciele. „Krew”, a ściślej jej przelanie, wskazuje natomiast na wydarzenie, na śmierć. Dlatego św. Paweł przypomina: „Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pana głosicie aż przyjdzie” (1 Kor 11,26). A zatem Eucharystia była rozumiana jako dynamiczne uobecnienie wydarzenia, w którym Chrystus przechodzi ze śmierci do życia, a nie jako statyczna, rzeczowa obecność sacrum. Czy to wszystko? Kolejnym krokiem w rozumieniu Eucharystii było spotkanie nowotestamentalnej wiary z filozofią platońską. Okazało się, że platoński realizm symboliczny, czyli rozumienie symbolu jako realnie zjednoczonego z pierwowzorem, jest pomocny w wyrażeniu tajemnicy eucharystycznej obecności. Jeśli misterium paschalne przyjmiemy za pierwowzór, to celebrowanie Ciała i Krwi byłoby symbolem tegoż pierwowzoru w tym sensie, że sprawując Eucharystię uczestniczymy realnie w tym, czego Jezus Chrystus dokonał. Niestety, wraz z wejściem plemion germańskich do Kościoła zagubiono platońskie rozumienie symbolu. Pojawiło się przekonanie, że tylko rzeczy są realne, a symbol jest jedynie jakimś zewnętrznym znakiem arbitralnie wybranym przez człowieka i odniesionym z zewnątrz do danej rzeczywistości. To, co symboliczne, stało się przeciwieństwem tego, co realne. W konsekwencji w ostatnich wiekach pierwszego tysiąclecia zapomniano o dynamicznym, misteryjnym i symbolicznym (w sensie platońskim) charakterze sakramentu Chleba i Wina. Eucharystia zaczęła być rozważana jako „rzecz sama w sobie” służąca uzyskaniu łaski.
Jak zrozumieć Boże Ciało?
03.06.2021, 11:17
Ks. Dariusz Kowalczyk SJ dla Frondy. ---- Tomasz Wandas, Fronda.pl: Skąd wzięła się tradycja obchodzenia uroczystości „Bożego Ciała”? Ks. Prof. Dariusz Kowalczyk SJ: W Uroczystość Bożego Ciała wychodzimy na ulice, aby w barwnych procesjach oddawać cześć Jezusowi Chrystusowi obecnemu pod postacią chleba, a także zaświadczyć wobec innych o naszej wierze w tę obecność (w tym roku na procesje patrzeć będą kibice, którzy zjechali na Euro 2012). Co jednak właściwie mamy na myśli, kiedy – wskazując na małą białą hostię – twierdzimy, że jest to prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek? Poszukiwanie odpowiedzi na to pytanie niejednokrotnie przeradzało się w spory i kłótnie, które z jednej strony owocowały doktrynalnymi potępieniami, a z drugiej... mistycznymi wizjami. U początków święta Bożego Ciała znajduje się właśnie heretyk i mistyczka. Wszystko zaczęło się prawie dwa tysiące lat temu w Jerozolimie podczas wieczerzy paschalnej, którą Jezus z Nazaretu spożył z dwunastoma uczniami. Jezus łamiąc chleb, dawał go uczniom i mówił „To jest Ciało moje”; podawał też kielich z winem mówiąc: „To jest moja Krew Przymierza”. Jak Dwunastu mogło rozumieć wówczas te gesty i słowa? Kiedy pojęli ich najgłębszy sens? Można przypuszczać, że dopiero po spotkaniach ze Zmartwychwstałym oraz po Zesłaniu Ducha Świętego stało się dla nich jasne, że odtąd znaki chleba i wina będą uobecniały na ziemi ciało i krew Jezusa.
JPIII
03.06.2021, 11:15
Co ty kowalczyk pi...erdo...lisz?
Chrystek jezusek to bękart starego pedophila boga i gwałconej przez niego 13-letniego dziecka maryśkę.
c.d.
03.06.2021, 11:08
Co oznacza fakt, że pijemy krew i spożywamy ciało? Pierwotne wspólnoty judeochrześcijańskie nie miały problemów ze zrozumieniem tego, czym jest Eucharystia. Dla wszystkich – rozumiejących mentalność semicką – było oczywiste, że „ciało” i „krew” nie oznaczają jakichś elementów człowieka, który w połączeniu z innymi, duchowymi częściami tworzą pełnego człowieka. W języku biblijnym „ciało” wskazuje na całego człowieka, który przeżywa swoje życie w ciele. „Krew”, a ściślej jej przelanie, wskazuje natomiast na wydarzenie, na śmierć. Dlatego św. Paweł przypomina: „Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pana głosicie aż przyjdzie” (1 Kor 11,26). A zatem Eucharystia była rozumiana jako dynamiczne uobecnienie wydarzenia, w którym Chrystus przechodzi ze śmierci do życia, a nie jako statyczna, rzeczowa obecność sacrum. Czy to wszystko? Kolejnym krokiem w rozumieniu Eucharystii było spotkanie nowotestamentalnej wiary z filozofią platońską. Okazało się, że platoński realizm symboliczny, czyli rozumienie symbolu jako realnie zjednoczonego z pierwowzorem, jest pomocny w wyrażeniu tajemnicy eucharystycznej obecności. Jeśli misterium paschalne przyjmiemy za pierwowzór, to celebrowanie Ciała i Krwi byłoby symbolem tegoż pierwowzoru w tym sensie, że sprawując Eucharystię uczestniczymy realnie w tym, czego Jezus Chrystus dokonał. Niestety, wraz z wejściem plemion germańskich do Kościoła zagubiono platońskie rozumienie symbolu. Pojawiło się przekonanie, że tylko rzeczy są realne, a symbol jest jedynie jakimś zewnętrznym znakiem arbitralnie wybranym przez człowieka i odniesionym z zewnątrz do danej rzeczywistości. To, co symboliczne, stało się przeciwieństwem tego, co realne. W konsekwencji w ostatnich wiekach pierwszego tysiąclecia zapomniano o dynamicznym, misteryjnym i symbolicznym (w sensie platońskim) charakterze sakramentu Chleba i Wina. Eucharystia zaczęła być rozważana jako „rzecz sama w sobie” służąca uzyskaniu łaski.
Jak zrozumieć Boże Ciało?
03.06.2021, 11:07
Ks. Dariusz Kowalczyk SJ dla Frondy. ---- Tomasz Wandas, Fronda.pl: Skąd wzięła się tradycja obchodzenia uroczystości „Bożego Ciała”? Ks. Prof. Dariusz Kowalczyk SJ: W Uroczystość Bożego Ciała wychodzimy na ulice, aby w barwnych procesjach oddawać cześć Jezusowi Chrystusowi obecnemu pod postacią chleba, a także zaświadczyć wobec innych o naszej wierze w tę obecność (w tym roku na procesje patrzeć będą kibice, którzy zjechali na Euro 2012). Co jednak właściwie mamy na myśli, kiedy – wskazując na małą białą hostię – twierdzimy, że jest to prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek? Poszukiwanie odpowiedzi na to pytanie niejednokrotnie przeradzało się w spory i kłótnie, które z jednej strony owocowały doktrynalnymi potępieniami, a z drugiej... mistycznymi wizjami. U początków święta Bożego Ciała znajduje się właśnie heretyk i mistyczka. Wszystko zaczęło się prawie dwa tysiące lat temu w Jerozolimie podczas wieczerzy paschalnej, którą Jezus z Nazaretu spożył z dwunastoma uczniami. Jezus łamiąc chleb, dawał go uczniom i mówił „To jest Ciało moje”; podawał też kielich z winem mówiąc: „To jest moja Krew Przymierza”. Jak Dwunastu mogło rozumieć wówczas te gesty i słowa? Kiedy pojęli ich najgłębszy sens? Można przypuszczać, że dopiero po spotkaniach ze Zmartwychwstałym oraz po Zesłaniu Ducha Świętego stało się dla nich jasne, że odtąd znaki chleba i wina będą uobecniały na ziemi ciało i krew Jezusa.
🦄⚡️🏳️🌈Polak Ateista Dumny Gej🏳️🌈⚡️🦄
03.06.2021, 11:05
Jak rozumieć? Jako cyrk starszych dziadków w sukienkach, którzy uparcie twierdzą, że w rękach dziergają niewidzialne ciało wyimaginowanej nadprzyrodzonej pozaziemskiej istoty, z którą się komunikują :)
c.d.
03.06.2021, 10:59
Bardzo często, w obrębie nawet chrześcijaństwa pojawiały się liczne głosy mówiące jedynie o symbolicznej obecności Chrystusa w Eucharystii.. Niejaki Paschazjusz, opat klasztoru Corbie we Francji, twierdził – zgodnie z wymaganiami „nowego” realizmu – że obecność Chrystusa w Eucharystii nie może być symboliczna, lecz realna. Mnich z tego samego klasztoru, Ratramnus, zauważył jednak, że realność oznacza przestrzenność i materialność, a to – w odniesieniu do sakramentalnej obecności Chrystusa – prowadzi do takiej oto niedorzeczności, iż przyjmując Komunię gryziemy materialne ciało Jezusa. Z teologicznego punktu widzenia język wyrażający tajemnicę Eucharystii znalazł się w ślepym zaułku. Nie udało się z niego wyjść również Beregnariuszowi z Tours (zm. 1088), który głosił symboliczną obecność Jezusa w Eucharystii, i którego z tego powodu okrzyknięto heretykiem negującym obecność realną. Jeśli jednak przeczytamy wyznanie, jakie Synod Laterański w 1059 roku kazał podpisać owemu heretykowi, to ciśnie się pytanie, gdzie właściwie w tym sporze przebiegała granica pomiędzy herezją a ortodoksją. Otóż Berengariusz został zmuszony do złożenia takiego oto – szokującego – oświadczenia: „Po konsekracji chleb i wino, które znajdują się na ołtarzu, nie są tylko sakramentem, lecz właśnie prawdziwym ciałem i krwią naszego Pana Jezusa Chrystusa. Jego ciało i krew są dotykane i łamane rękami kapłanów i kruszone przez zęby wiernych, nie tylko w sakramencie, lecz zmysłowo i prawdziwie” (DS 690). Rozwiązanie tego teologicznego pata wskazał pod koniec XI wieku m.in. Lanfrank z Bec, który – nawiązując do Arystotelesa – odróżnił w eucharystycznych postaciach niewidzialną substancję od widzialnych przypadłości. Przemiana sakramentalna dokonuje się – tłumaczył Lanfrank – na poziomie substancji, a nie przypadłości. W ten sposób udało się odejść od „kanibalistycznych” interpretacji Eucharystii. Podążając tą drogą wypracowano w połowie XII wieku termin transubstancjacja (przemiana substancji chleba w substancję Chrystusa), który podjął Sobór Laterański IV i Sobór Trydencki, a twórczo rozwinął Tomasz z Akwinu. Zamieszanie wokół Berengariusza i innych dobrze chcących heretyków zaowocowało nie tylko nowymi ujęciami prawdy o eucharystycznej obecności, ale także mistycznymi doświadczeniami potwierdzającymi tę obecność.
c.d.
03.06.2021, 10:58
Co oznacza fakt, że pijemy krew i spożywamy ciało? Pierwotne wspólnoty judeochrześcijańskie nie miały problemów ze zrozumieniem tego, czym jest Eucharystia. Dla wszystkich – rozumiejących mentalność semicką – było oczywiste, że „ciało” i „krew” nie oznaczają jakichś elementów człowieka, który w połączeniu z innymi, duchowymi częściami tworzą pełnego człowieka. W języku biblijnym „ciało” wskazuje na całego człowieka, który przeżywa swoje życie w ciele. „Krew”, a ściślej jej przelanie, wskazuje natomiast na wydarzenie, na śmierć. Dlatego św. Paweł przypomina: „Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pana głosicie aż przyjdzie” (1 Kor 11,26). A zatem Eucharystia była rozumiana jako dynamiczne uobecnienie wydarzenia, w którym Chrystus przechodzi ze śmierci do życia, a nie jako statyczna, rzeczowa obecność sacrum. Czy to wszystko? Kolejnym krokiem w rozumieniu Eucharystii było spotkanie nowotestamentalnej wiary z filozofią platońską. Okazało się, że platoński realizm symboliczny, czyli rozumienie symbolu jako realnie zjednoczonego z pierwowzorem, jest pomocny w wyrażeniu tajemnicy eucharystycznej obecności. Jeśli misterium paschalne przyjmiemy za pierwowzór, to celebrowanie Ciała i Krwi byłoby symbolem tegoż pierwowzoru w tym sensie, że sprawując Eucharystię uczestniczymy realnie w tym, czego Jezus Chrystus dokonał. Niestety, wraz z wejściem plemion germańskich do Kościoła zagubiono platońskie rozumienie symbolu. Pojawiło się przekonanie, że tylko rzeczy są realne, a symbol jest jedynie jakimś zewnętrznym znakiem arbitralnie wybranym przez człowieka i odniesionym z zewnątrz do danej rzeczywistości. To, co symboliczne, stało się przeciwieństwem tego, co realne. W konsekwencji w ostatnich wiekach pierwszego tysiąclecia zapomniano o dynamicznym, misteryjnym i symbolicznym (w sensie platońskim) charakterze sakramentu Chleba i Wina. Eucharystia zaczęła być rozważana jako „rzecz sama w sobie” służąca uzyskaniu łaski.
Jak zrozumieć Boże Ciało?
03.06.2021, 10:57
Ks. Dariusz Kowalczyk SJ dla Frondy. ---- Tomasz Wandas, Fronda.pl: Skąd wzięła się tradycja obchodzenia uroczystości „Bożego Ciała”? Ks. Prof. Dariusz Kowalczyk SJ: W Uroczystość Bożego Ciała wychodzimy na ulice, aby w barwnych procesjach oddawać cześć Jezusowi Chrystusowi obecnemu pod postacią chleba, a także zaświadczyć wobec innych o naszej wierze w tę obecność (w tym roku na procesje patrzeć będą kibice, którzy zjechali na Euro 2012). Co jednak właściwie mamy na myśli, kiedy – wskazując na małą białą hostię – twierdzimy, że jest to prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek? Poszukiwanie odpowiedzi na to pytanie niejednokrotnie przeradzało się w spory i kłótnie, które z jednej strony owocowały doktrynalnymi potępieniami, a z drugiej... mistycznymi wizjami. U początków święta Bożego Ciała znajduje się właśnie heretyk i mistyczka. Wszystko zaczęło się prawie dwa tysiące lat temu w Jerozolimie podczas wieczerzy paschalnej, którą Jezus z Nazaretu spożył z dwunastoma uczniami. Jezus łamiąc chleb, dawał go uczniom i mówił „To jest Ciało moje”; podawał też kielich z winem mówiąc: „To jest moja Krew Przymierza”. Jak Dwunastu mogło rozumieć wówczas te gesty i słowa? Kiedy pojęli ich najgłębszy sens? Można przypuszczać, że dopiero po spotkaniach ze Zmartwychwstałym oraz po Zesłaniu Ducha Świętego stało się dla nich jasne, że odtąd znaki chleba i wina będą uobecniały na ziemi ciało i krew Jezusa.
Sex randki
03.06.2021, 10:33
Szukam miłego i kulturalnego faceta na sex spotkania lub stały zwiazek.
Mam na imię Martyna lat 24, wzrost 169cm,
.
wiecej moich nagich fotek i kontakt do mnie tu -
Www.bzykanki.pl
__ __ __ __ __ __ __ __ __
i wyszukaj mnie po niku: Martynka napisz do mnie i spotkajmy sie!
c.d.
03.06.2021, 10:18
Bardzo często, w obrębie nawet chrześcijaństwa pojawiały się liczne głosy mówiące jedynie o symbolicznej obecności Chrystusa w Eucharystii..
Niejaki Paschazjusz, opat klasztoru Corbie we Francji, twierdził – zgodnie z wymaganiami „nowego” realizmu – że obecność Chrystusa w Eucharystii nie może być symboliczna, lecz realna. Mnich z tego samego klasztoru, Ratramnus, zauważył jednak, że realność oznacza przestrzenność i materialność, a to – w odniesieniu do sakramentalnej obecności Chrystusa – prowadzi do takiej oto niedorzeczności, iż przyjmując Komunię gryziemy materialne ciało Jezusa. Z teologicznego punktu widzenia język wyrażający tajemnicę Eucharystii znalazł się w ślepym zaułku. Nie udało się z niego wyjść również Beregnariuszowi z Tours (zm. 1088), który głosił symboliczną obecność Jezusa w Eucharystii, i którego z tego powodu okrzyknięto heretykiem negującym obecność realną. Jeśli jednak przeczytamy wyznanie, jakie Synod Laterański w 1059 roku kazał podpisać owemu heretykowi, to ciśnie się pytanie, gdzie właściwie w tym sporze przebiegała granica pomiędzy herezją a ortodoksją. Otóż Berengariusz został zmuszony do złożenia takiego oto – szokującego – oświadczenia: „Po konsekracji chleb i wino, które znajdują się na ołtarzu, nie są tylko sakramentem, lecz właśnie prawdziwym ciałem i krwią naszego Pana Jezusa Chrystusa. Jego ciało i krew są dotykane i łamane rękami kapłanów i kruszone przez zęby wiernych, nie tylko w sakramencie, lecz zmysłowo i prawdziwie” (DS 690).
Rozwiązanie tego teologicznego pata wskazał pod koniec XI wieku m.in. Lanfrank z Bec, który – nawiązując do Arystotelesa – odróżnił w eucharystycznych postaciach niewidzialną substancję od widzialnych przypadłości. Przemiana sakramentalna dokonuje się – tłumaczył Lanfrank – na poziomie substancji, a nie przypadłości. W ten sposób udało się odejść od „kanibalistycznych” interpretacji Eucharystii. Podążając tą drogą wypracowano w połowie XII wieku termin transubstancjacja (przemiana substancji chleba w substancję Chrystusa), który podjął Sobór Laterański IV i Sobór Trydencki, a twórczo rozwinął Tomasz z Akwinu.
Zamieszanie wokół Berengariusza i innych dobrze chcących heretyków zaowocowało nie tylko nowymi ujęciami prawdy o eucharystycznej obecności, ale także mistycznymi doświadczeniami potwierdzającymi tę obecność.
c.d.
03.06.2021, 10:17
Co oznacza fakt, że pijemy krew i spożywamy ciało?
Pierwotne wspólnoty judeochrześcijańskie nie miały problemów ze zrozumieniem tego, czym jest Eucharystia. Dla wszystkich – rozumiejących mentalność semicką – było oczywiste, że „ciało” i „krew” nie oznaczają jakichś elementów człowieka, który w połączeniu z innymi, duchowymi częściami tworzą pełnego człowieka. W języku biblijnym „ciało” wskazuje na całego człowieka, który przeżywa swoje życie w ciele. „Krew”, a ściślej jej przelanie, wskazuje natomiast na wydarzenie, na śmierć. Dlatego św. Paweł przypomina: „Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pana głosicie aż przyjdzie” (1 Kor 11,26). A zatem Eucharystia była rozumiana jako dynamiczne uobecnienie wydarzenia, w którym Chrystus przechodzi ze śmierci do życia, a nie jako statyczna, rzeczowa obecność sacrum.
Czy to wszystko?
Kolejnym krokiem w rozumieniu Eucharystii było spotkanie nowotestamentalnej wiary z filozofią platońską. Okazało się, że platoński realizm symboliczny, czyli rozumienie symbolu jako realnie zjednoczonego z pierwowzorem, jest pomocny w wyrażeniu tajemnicy eucharystycznej obecności. Jeśli misterium paschalne przyjmiemy za pierwowzór, to celebrowanie Ciała i Krwi byłoby symbolem tegoż pierwowzoru w tym sensie, że sprawując Eucharystię uczestniczymy realnie w tym, czego Jezus Chrystus dokonał. Niestety, wraz z wejściem plemion germańskich do Kościoła zagubiono platońskie rozumienie symbolu. Pojawiło się przekonanie, że tylko rzeczy są realne, a symbol jest jedynie jakimś zewnętrznym znakiem arbitralnie wybranym przez człowieka i odniesionym z zewnątrz do danej rzeczywistości. To, co symboliczne, stało się przeciwieństwem tego, co realne. W konsekwencji w ostatnich wiekach pierwszego tysiąclecia zapomniano o dynamicznym, misteryjnym i symbolicznym (w sensie platońskim) charakterze sakramentu Chleba i Wina. Eucharystia zaczęła być rozważana jako „rzecz sama w sobie” służąca uzyskaniu łaski.
Jak zrozumieć Boże Ciało?
03.06.2021, 10:16
Ks. Dariusz Kowalczyk SJ dla Frondy. ----
Tomasz Wandas, Fronda.pl: Skąd wzięła się tradycja obchodzenia uroczystości „Bożego Ciała”?
Ks. Prof. Dariusz Kowalczyk SJ: W Uroczystość Bożego Ciała wychodzimy na ulice, aby w barwnych procesjach oddawać cześć Jezusowi Chrystusowi obecnemu pod postacią chleba, a także zaświadczyć wobec innych o naszej wierze w tę obecność (w tym roku na procesje patrzeć będą kibice, którzy zjechali na Euro 2012). Co jednak właściwie mamy na myśli, kiedy – wskazując na małą białą hostię – twierdzimy, że jest to prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek? Poszukiwanie odpowiedzi na to pytanie niejednokrotnie przeradzało się w spory i kłótnie, które z jednej strony owocowały doktrynalnymi potępieniami, a z drugiej... mistycznymi wizjami. U początków święta Bożego Ciała znajduje się właśnie heretyk i mistyczka. Wszystko zaczęło się prawie dwa tysiące lat temu w Jerozolimie podczas wieczerzy paschalnej, którą Jezus z Nazaretu spożył z dwunastoma uczniami. Jezus łamiąc chleb, dawał go uczniom i mówił „To jest Ciało moje”; podawał też kielich z winem mówiąc: „To jest moja Krew Przymierza”. Jak Dwunastu mogło rozumieć wówczas te gesty i słowa? Kiedy pojęli ich najgłębszy sens? Można przypuszczać, że dopiero po spotkaniach ze Zmartwychwstałym oraz po Zesłaniu Ducha Świętego stało się dla nich jasne, że odtąd znaki chleba i wina będą uobecniały na ziemi ciało i krew Jezusa.
jared
03.06.2021, 10:08
Dobre sobie, to jest de facto taki gangsterski motyw - oni też regularnie swoimi brykami robią patrole i pilnują, czy w terenie wszystko idzie po ich myśli. Zwierzęta - psy i koty też obsikują swój teren, by zaznaczyć swoją dominację. Podobnie jest w Arabii Saudyjskiej - tam tez policja religijna chodzi po ulicach i pilnuje porządku, jak ktoś się napatoczy, to dostanie lanie kijami. W historii tak samo robiono w średniowieczu Borze Ciało było metodą inwigilacji obywateli -wiadomo było ,że protestant nie uklęknie przed Najśw. Sakramentem, nie pojawi się na procesji, więc go szybko zidentyfikujemy i pod sąd inkwizycyjny:). Uważam, że powinien być jedynie możliwy kult w ramach kościoła/kaplicy, bo wychodzenie ze swoimi religijnymi poglądami (opartymi na moralnym szantażu i zastraszaniu wizją piekła) powinno być legalne tylko w ich świątyniach. Tam niech się kiszą w swoim sosie, a nie molestują niewinnych obywateli - inaczej to jest nękanie połączone z zastraszaniem, czyli groźby karalne. Składajcie pozwy o zastraszanie przez tych "kultowców".
Komentarze
22 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.
Zdziczały obrzydliwy kanibalizm, nic więcej... tych zboczeńców powinno się trzymać w zakładach zamkniętych.
A ten covid zabiją tylko ateistów i kolesi z LGBT + antylskofaszystowska bojówka
Trzymaj się Marksa.
Co oznacza fakt, że pijemy krew i spożywamy ciało? Pierwotne wspólnoty judeochrześcijańskie nie miały problemów ze zrozumieniem tego, czym jest Eucharystia. Dla wszystkich – rozumiejących mentalność semicką – było oczywiste, że „ciało” i „krew” nie oznaczają jakichś elementów człowieka, który w połączeniu z innymi, duchowymi częściami tworzą pełnego człowieka. W języku biblijnym „ciało” wskazuje na całego człowieka, który przeżywa swoje życie w ciele. „Krew”, a ściślej jej przelanie, wskazuje natomiast na wydarzenie, na śmierć. Dlatego św. Paweł przypomina: „Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pana głosicie aż przyjdzie” (1 Kor 11,26). A zatem Eucharystia była rozumiana jako dynamiczne uobecnienie wydarzenia, w którym Chrystus przechodzi ze śmierci do życia, a nie jako statyczna, rzeczowa obecność sacrum. Czy to wszystko? Kolejnym krokiem w rozumieniu Eucharystii było spotkanie nowotestamentalnej wiary z filozofią platońską. Okazało się, że platoński realizm symboliczny, czyli rozumienie symbolu jako realnie zjednoczonego z pierwowzorem, jest pomocny w wyrażeniu tajemnicy eucharystycznej obecności. Jeśli misterium paschalne przyjmiemy za pierwowzór, to celebrowanie Ciała i Krwi byłoby symbolem tegoż pierwowzoru w tym sensie, że sprawując Eucharystię uczestniczymy realnie w tym, czego Jezus Chrystus dokonał. Niestety, wraz z wejściem plemion germańskich do Kościoła zagubiono platońskie rozumienie symbolu. Pojawiło się przekonanie, że tylko rzeczy są realne, a symbol jest jedynie jakimś zewnętrznym znakiem arbitralnie wybranym przez człowieka i odniesionym z zewnątrz do danej rzeczywistości. To, co symboliczne, stało się przeciwieństwem tego, co realne. W konsekwencji w ostatnich wiekach pierwszego tysiąclecia zapomniano o dynamicznym, misteryjnym i symbolicznym (w sensie platońskim) charakterze sakramentu Chleba i Wina. Eucharystia zaczęła być rozważana jako „rzecz sama w sobie” służąca uzyskaniu łaski.
Ks. Dariusz Kowalczyk SJ dla Frondy. ---- Tomasz Wandas, Fronda.pl: Skąd wzięła się tradycja obchodzenia uroczystości „Bożego Ciała”? Ks. Prof. Dariusz Kowalczyk SJ: W Uroczystość Bożego Ciała wychodzimy na ulice, aby w barwnych procesjach oddawać cześć Jezusowi Chrystusowi obecnemu pod postacią chleba, a także zaświadczyć wobec innych o naszej wierze w tę obecność (w tym roku na procesje patrzeć będą kibice, którzy zjechali na Euro 2012). Co jednak właściwie mamy na myśli, kiedy – wskazując na małą białą hostię – twierdzimy, że jest to prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek? Poszukiwanie odpowiedzi na to pytanie niejednokrotnie przeradzało się w spory i kłótnie, które z jednej strony owocowały doktrynalnymi potępieniami, a z drugiej... mistycznymi wizjami. U początków święta Bożego Ciała znajduje się właśnie heretyk i mistyczka. Wszystko zaczęło się prawie dwa tysiące lat temu w Jerozolimie podczas wieczerzy paschalnej, którą Jezus z Nazaretu spożył z dwunastoma uczniami. Jezus łamiąc chleb, dawał go uczniom i mówił „To jest Ciało moje”; podawał też kielich z winem mówiąc: „To jest moja Krew Przymierza”. Jak Dwunastu mogło rozumieć wówczas te gesty i słowa? Kiedy pojęli ich najgłębszy sens? Można przypuszczać, że dopiero po spotkaniach ze Zmartwychwstałym oraz po Zesłaniu Ducha Świętego stało się dla nich jasne, że odtąd znaki chleba i wina będą uobecniały na ziemi ciało i krew Jezusa.
Katolicy nie czcijcie materii!!!!!!!
Kowalczyk leje wodę, wciska ciemnotę, a boi się powiedzieć prawdę - to po to żeby sekta rzymskokatolicka mogła próbować obsikiwać teren ze strachu przed zapomnieniem. A poza tym - Boże Ciało owszem, dobry film, ale żeby zaraz święto i pochody z tego powodu urządzać?
Jest nowa groźna odmiana Covida. Groźna mutacja SARS-CoV-2 odkryta przez polskich naukowców! Wirus unika procesji Bożego Ciała, ale rozprzestrzenia się na spontanicznych zgromadzeniach!
Co oznacza fakt, że pijemy krew i spożywamy ciało? Pierwotne wspólnoty judeochrześcijańskie nie miały problemów ze zrozumieniem tego, czym jest Eucharystia. Dla wszystkich – rozumiejących mentalność semicką – było oczywiste, że „ciało” i „krew” nie oznaczają jakichś elementów człowieka, który w połączeniu z innymi, duchowymi częściami tworzą pełnego człowieka. W języku biblijnym „ciało” wskazuje na całego człowieka, który przeżywa swoje życie w ciele. „Krew”, a ściślej jej przelanie, wskazuje natomiast na wydarzenie, na śmierć. Dlatego św. Paweł przypomina: „Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pana głosicie aż przyjdzie” (1 Kor 11,26). A zatem Eucharystia była rozumiana jako dynamiczne uobecnienie wydarzenia, w którym Chrystus przechodzi ze śmierci do życia, a nie jako statyczna, rzeczowa obecność sacrum. Czy to wszystko? Kolejnym krokiem w rozumieniu Eucharystii było spotkanie nowotestamentalnej wiary z filozofią platońską. Okazało się, że platoński realizm symboliczny, czyli rozumienie symbolu jako realnie zjednoczonego z pierwowzorem, jest pomocny w wyrażeniu tajemnicy eucharystycznej obecności. Jeśli misterium paschalne przyjmiemy za pierwowzór, to celebrowanie Ciała i Krwi byłoby symbolem tegoż pierwowzoru w tym sensie, że sprawując Eucharystię uczestniczymy realnie w tym, czego Jezus Chrystus dokonał. Niestety, wraz z wejściem plemion germańskich do Kościoła zagubiono platońskie rozumienie symbolu. Pojawiło się przekonanie, że tylko rzeczy są realne, a symbol jest jedynie jakimś zewnętrznym znakiem arbitralnie wybranym przez człowieka i odniesionym z zewnątrz do danej rzeczywistości. To, co symboliczne, stało się przeciwieństwem tego, co realne. W konsekwencji w ostatnich wiekach pierwszego tysiąclecia zapomniano o dynamicznym, misteryjnym i symbolicznym (w sensie platońskim) charakterze sakramentu Chleba i Wina. Eucharystia zaczęła być rozważana jako „rzecz sama w sobie” służąca uzyskaniu łaski.
Ks. Dariusz Kowalczyk SJ dla Frondy. ---- Tomasz Wandas, Fronda.pl: Skąd wzięła się tradycja obchodzenia uroczystości „Bożego Ciała”? Ks. Prof. Dariusz Kowalczyk SJ: W Uroczystość Bożego Ciała wychodzimy na ulice, aby w barwnych procesjach oddawać cześć Jezusowi Chrystusowi obecnemu pod postacią chleba, a także zaświadczyć wobec innych o naszej wierze w tę obecność (w tym roku na procesje patrzeć będą kibice, którzy zjechali na Euro 2012). Co jednak właściwie mamy na myśli, kiedy – wskazując na małą białą hostię – twierdzimy, że jest to prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek? Poszukiwanie odpowiedzi na to pytanie niejednokrotnie przeradzało się w spory i kłótnie, które z jednej strony owocowały doktrynalnymi potępieniami, a z drugiej... mistycznymi wizjami. U początków święta Bożego Ciała znajduje się właśnie heretyk i mistyczka. Wszystko zaczęło się prawie dwa tysiące lat temu w Jerozolimie podczas wieczerzy paschalnej, którą Jezus z Nazaretu spożył z dwunastoma uczniami. Jezus łamiąc chleb, dawał go uczniom i mówił „To jest Ciało moje”; podawał też kielich z winem mówiąc: „To jest moja Krew Przymierza”. Jak Dwunastu mogło rozumieć wówczas te gesty i słowa? Kiedy pojęli ich najgłębszy sens? Można przypuszczać, że dopiero po spotkaniach ze Zmartwychwstałym oraz po Zesłaniu Ducha Świętego stało się dla nich jasne, że odtąd znaki chleba i wina będą uobecniały na ziemi ciało i krew Jezusa.
Co ty kowalczyk pi...erdo...lisz? Chrystek jezusek to bękart starego pedophila boga i gwałconej przez niego 13-letniego dziecka maryśkę.
Co oznacza fakt, że pijemy krew i spożywamy ciało? Pierwotne wspólnoty judeochrześcijańskie nie miały problemów ze zrozumieniem tego, czym jest Eucharystia. Dla wszystkich – rozumiejących mentalność semicką – było oczywiste, że „ciało” i „krew” nie oznaczają jakichś elementów człowieka, który w połączeniu z innymi, duchowymi częściami tworzą pełnego człowieka. W języku biblijnym „ciało” wskazuje na całego człowieka, który przeżywa swoje życie w ciele. „Krew”, a ściślej jej przelanie, wskazuje natomiast na wydarzenie, na śmierć. Dlatego św. Paweł przypomina: „Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pana głosicie aż przyjdzie” (1 Kor 11,26). A zatem Eucharystia była rozumiana jako dynamiczne uobecnienie wydarzenia, w którym Chrystus przechodzi ze śmierci do życia, a nie jako statyczna, rzeczowa obecność sacrum. Czy to wszystko? Kolejnym krokiem w rozumieniu Eucharystii było spotkanie nowotestamentalnej wiary z filozofią platońską. Okazało się, że platoński realizm symboliczny, czyli rozumienie symbolu jako realnie zjednoczonego z pierwowzorem, jest pomocny w wyrażeniu tajemnicy eucharystycznej obecności. Jeśli misterium paschalne przyjmiemy za pierwowzór, to celebrowanie Ciała i Krwi byłoby symbolem tegoż pierwowzoru w tym sensie, że sprawując Eucharystię uczestniczymy realnie w tym, czego Jezus Chrystus dokonał. Niestety, wraz z wejściem plemion germańskich do Kościoła zagubiono platońskie rozumienie symbolu. Pojawiło się przekonanie, że tylko rzeczy są realne, a symbol jest jedynie jakimś zewnętrznym znakiem arbitralnie wybranym przez człowieka i odniesionym z zewnątrz do danej rzeczywistości. To, co symboliczne, stało się przeciwieństwem tego, co realne. W konsekwencji w ostatnich wiekach pierwszego tysiąclecia zapomniano o dynamicznym, misteryjnym i symbolicznym (w sensie platońskim) charakterze sakramentu Chleba i Wina. Eucharystia zaczęła być rozważana jako „rzecz sama w sobie” służąca uzyskaniu łaski.
Ks. Dariusz Kowalczyk SJ dla Frondy. ---- Tomasz Wandas, Fronda.pl: Skąd wzięła się tradycja obchodzenia uroczystości „Bożego Ciała”? Ks. Prof. Dariusz Kowalczyk SJ: W Uroczystość Bożego Ciała wychodzimy na ulice, aby w barwnych procesjach oddawać cześć Jezusowi Chrystusowi obecnemu pod postacią chleba, a także zaświadczyć wobec innych o naszej wierze w tę obecność (w tym roku na procesje patrzeć będą kibice, którzy zjechali na Euro 2012). Co jednak właściwie mamy na myśli, kiedy – wskazując na małą białą hostię – twierdzimy, że jest to prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek? Poszukiwanie odpowiedzi na to pytanie niejednokrotnie przeradzało się w spory i kłótnie, które z jednej strony owocowały doktrynalnymi potępieniami, a z drugiej... mistycznymi wizjami. U początków święta Bożego Ciała znajduje się właśnie heretyk i mistyczka. Wszystko zaczęło się prawie dwa tysiące lat temu w Jerozolimie podczas wieczerzy paschalnej, którą Jezus z Nazaretu spożył z dwunastoma uczniami. Jezus łamiąc chleb, dawał go uczniom i mówił „To jest Ciało moje”; podawał też kielich z winem mówiąc: „To jest moja Krew Przymierza”. Jak Dwunastu mogło rozumieć wówczas te gesty i słowa? Kiedy pojęli ich najgłębszy sens? Można przypuszczać, że dopiero po spotkaniach ze Zmartwychwstałym oraz po Zesłaniu Ducha Świętego stało się dla nich jasne, że odtąd znaki chleba i wina będą uobecniały na ziemi ciało i krew Jezusa.
Jak rozumieć? Jako cyrk starszych dziadków w sukienkach, którzy uparcie twierdzą, że w rękach dziergają niewidzialne ciało wyimaginowanej nadprzyrodzonej pozaziemskiej istoty, z którą się komunikują :)
Bardzo często, w obrębie nawet chrześcijaństwa pojawiały się liczne głosy mówiące jedynie o symbolicznej obecności Chrystusa w Eucharystii.. Niejaki Paschazjusz, opat klasztoru Corbie we Francji, twierdził – zgodnie z wymaganiami „nowego” realizmu – że obecność Chrystusa w Eucharystii nie może być symboliczna, lecz realna. Mnich z tego samego klasztoru, Ratramnus, zauważył jednak, że realność oznacza przestrzenność i materialność, a to – w odniesieniu do sakramentalnej obecności Chrystusa – prowadzi do takiej oto niedorzeczności, iż przyjmując Komunię gryziemy materialne ciało Jezusa. Z teologicznego punktu widzenia język wyrażający tajemnicę Eucharystii znalazł się w ślepym zaułku. Nie udało się z niego wyjść również Beregnariuszowi z Tours (zm. 1088), który głosił symboliczną obecność Jezusa w Eucharystii, i którego z tego powodu okrzyknięto heretykiem negującym obecność realną. Jeśli jednak przeczytamy wyznanie, jakie Synod Laterański w 1059 roku kazał podpisać owemu heretykowi, to ciśnie się pytanie, gdzie właściwie w tym sporze przebiegała granica pomiędzy herezją a ortodoksją. Otóż Berengariusz został zmuszony do złożenia takiego oto – szokującego – oświadczenia: „Po konsekracji chleb i wino, które znajdują się na ołtarzu, nie są tylko sakramentem, lecz właśnie prawdziwym ciałem i krwią naszego Pana Jezusa Chrystusa. Jego ciało i krew są dotykane i łamane rękami kapłanów i kruszone przez zęby wiernych, nie tylko w sakramencie, lecz zmysłowo i prawdziwie” (DS 690). Rozwiązanie tego teologicznego pata wskazał pod koniec XI wieku m.in. Lanfrank z Bec, który – nawiązując do Arystotelesa – odróżnił w eucharystycznych postaciach niewidzialną substancję od widzialnych przypadłości. Przemiana sakramentalna dokonuje się – tłumaczył Lanfrank – na poziomie substancji, a nie przypadłości. W ten sposób udało się odejść od „kanibalistycznych” interpretacji Eucharystii. Podążając tą drogą wypracowano w połowie XII wieku termin transubstancjacja (przemiana substancji chleba w substancję Chrystusa), który podjął Sobór Laterański IV i Sobór Trydencki, a twórczo rozwinął Tomasz z Akwinu. Zamieszanie wokół Berengariusza i innych dobrze chcących heretyków zaowocowało nie tylko nowymi ujęciami prawdy o eucharystycznej obecności, ale także mistycznymi doświadczeniami potwierdzającymi tę obecność.
Co oznacza fakt, że pijemy krew i spożywamy ciało? Pierwotne wspólnoty judeochrześcijańskie nie miały problemów ze zrozumieniem tego, czym jest Eucharystia. Dla wszystkich – rozumiejących mentalność semicką – było oczywiste, że „ciało” i „krew” nie oznaczają jakichś elementów człowieka, który w połączeniu z innymi, duchowymi częściami tworzą pełnego człowieka. W języku biblijnym „ciało” wskazuje na całego człowieka, który przeżywa swoje życie w ciele. „Krew”, a ściślej jej przelanie, wskazuje natomiast na wydarzenie, na śmierć. Dlatego św. Paweł przypomina: „Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pana głosicie aż przyjdzie” (1 Kor 11,26). A zatem Eucharystia była rozumiana jako dynamiczne uobecnienie wydarzenia, w którym Chrystus przechodzi ze śmierci do życia, a nie jako statyczna, rzeczowa obecność sacrum. Czy to wszystko? Kolejnym krokiem w rozumieniu Eucharystii było spotkanie nowotestamentalnej wiary z filozofią platońską. Okazało się, że platoński realizm symboliczny, czyli rozumienie symbolu jako realnie zjednoczonego z pierwowzorem, jest pomocny w wyrażeniu tajemnicy eucharystycznej obecności. Jeśli misterium paschalne przyjmiemy za pierwowzór, to celebrowanie Ciała i Krwi byłoby symbolem tegoż pierwowzoru w tym sensie, że sprawując Eucharystię uczestniczymy realnie w tym, czego Jezus Chrystus dokonał. Niestety, wraz z wejściem plemion germańskich do Kościoła zagubiono platońskie rozumienie symbolu. Pojawiło się przekonanie, że tylko rzeczy są realne, a symbol jest jedynie jakimś zewnętrznym znakiem arbitralnie wybranym przez człowieka i odniesionym z zewnątrz do danej rzeczywistości. To, co symboliczne, stało się przeciwieństwem tego, co realne. W konsekwencji w ostatnich wiekach pierwszego tysiąclecia zapomniano o dynamicznym, misteryjnym i symbolicznym (w sensie platońskim) charakterze sakramentu Chleba i Wina. Eucharystia zaczęła być rozważana jako „rzecz sama w sobie” służąca uzyskaniu łaski.
Ks. Dariusz Kowalczyk SJ dla Frondy. ---- Tomasz Wandas, Fronda.pl: Skąd wzięła się tradycja obchodzenia uroczystości „Bożego Ciała”? Ks. Prof. Dariusz Kowalczyk SJ: W Uroczystość Bożego Ciała wychodzimy na ulice, aby w barwnych procesjach oddawać cześć Jezusowi Chrystusowi obecnemu pod postacią chleba, a także zaświadczyć wobec innych o naszej wierze w tę obecność (w tym roku na procesje patrzeć będą kibice, którzy zjechali na Euro 2012). Co jednak właściwie mamy na myśli, kiedy – wskazując na małą białą hostię – twierdzimy, że jest to prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek? Poszukiwanie odpowiedzi na to pytanie niejednokrotnie przeradzało się w spory i kłótnie, które z jednej strony owocowały doktrynalnymi potępieniami, a z drugiej... mistycznymi wizjami. U początków święta Bożego Ciała znajduje się właśnie heretyk i mistyczka. Wszystko zaczęło się prawie dwa tysiące lat temu w Jerozolimie podczas wieczerzy paschalnej, którą Jezus z Nazaretu spożył z dwunastoma uczniami. Jezus łamiąc chleb, dawał go uczniom i mówił „To jest Ciało moje”; podawał też kielich z winem mówiąc: „To jest moja Krew Przymierza”. Jak Dwunastu mogło rozumieć wówczas te gesty i słowa? Kiedy pojęli ich najgłębszy sens? Można przypuszczać, że dopiero po spotkaniach ze Zmartwychwstałym oraz po Zesłaniu Ducha Świętego stało się dla nich jasne, że odtąd znaki chleba i wina będą uobecniały na ziemi ciało i krew Jezusa.
Szukam miłego i kulturalnego faceta na sex spotkania lub stały zwiazek. Mam na imię Martyna lat 24, wzrost 169cm, . wiecej moich nagich fotek i kontakt do mnie tu - Www.bzykanki.pl __ __ __ __ __ __ __ __ __ i wyszukaj mnie po niku: Martynka napisz do mnie i spotkajmy sie!
Bardzo często, w obrębie nawet chrześcijaństwa pojawiały się liczne głosy mówiące jedynie o symbolicznej obecności Chrystusa w Eucharystii.. Niejaki Paschazjusz, opat klasztoru Corbie we Francji, twierdził – zgodnie z wymaganiami „nowego” realizmu – że obecność Chrystusa w Eucharystii nie może być symboliczna, lecz realna. Mnich z tego samego klasztoru, Ratramnus, zauważył jednak, że realność oznacza przestrzenność i materialność, a to – w odniesieniu do sakramentalnej obecności Chrystusa – prowadzi do takiej oto niedorzeczności, iż przyjmując Komunię gryziemy materialne ciało Jezusa. Z teologicznego punktu widzenia język wyrażający tajemnicę Eucharystii znalazł się w ślepym zaułku. Nie udało się z niego wyjść również Beregnariuszowi z Tours (zm. 1088), który głosił symboliczną obecność Jezusa w Eucharystii, i którego z tego powodu okrzyknięto heretykiem negującym obecność realną. Jeśli jednak przeczytamy wyznanie, jakie Synod Laterański w 1059 roku kazał podpisać owemu heretykowi, to ciśnie się pytanie, gdzie właściwie w tym sporze przebiegała granica pomiędzy herezją a ortodoksją. Otóż Berengariusz został zmuszony do złożenia takiego oto – szokującego – oświadczenia: „Po konsekracji chleb i wino, które znajdują się na ołtarzu, nie są tylko sakramentem, lecz właśnie prawdziwym ciałem i krwią naszego Pana Jezusa Chrystusa. Jego ciało i krew są dotykane i łamane rękami kapłanów i kruszone przez zęby wiernych, nie tylko w sakramencie, lecz zmysłowo i prawdziwie” (DS 690). Rozwiązanie tego teologicznego pata wskazał pod koniec XI wieku m.in. Lanfrank z Bec, który – nawiązując do Arystotelesa – odróżnił w eucharystycznych postaciach niewidzialną substancję od widzialnych przypadłości. Przemiana sakramentalna dokonuje się – tłumaczył Lanfrank – na poziomie substancji, a nie przypadłości. W ten sposób udało się odejść od „kanibalistycznych” interpretacji Eucharystii. Podążając tą drogą wypracowano w połowie XII wieku termin transubstancjacja (przemiana substancji chleba w substancję Chrystusa), który podjął Sobór Laterański IV i Sobór Trydencki, a twórczo rozwinął Tomasz z Akwinu. Zamieszanie wokół Berengariusza i innych dobrze chcących heretyków zaowocowało nie tylko nowymi ujęciami prawdy o eucharystycznej obecności, ale także mistycznymi doświadczeniami potwierdzającymi tę obecność.
Co oznacza fakt, że pijemy krew i spożywamy ciało? Pierwotne wspólnoty judeochrześcijańskie nie miały problemów ze zrozumieniem tego, czym jest Eucharystia. Dla wszystkich – rozumiejących mentalność semicką – było oczywiste, że „ciało” i „krew” nie oznaczają jakichś elementów człowieka, który w połączeniu z innymi, duchowymi częściami tworzą pełnego człowieka. W języku biblijnym „ciało” wskazuje na całego człowieka, który przeżywa swoje życie w ciele. „Krew”, a ściślej jej przelanie, wskazuje natomiast na wydarzenie, na śmierć. Dlatego św. Paweł przypomina: „Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pana głosicie aż przyjdzie” (1 Kor 11,26). A zatem Eucharystia była rozumiana jako dynamiczne uobecnienie wydarzenia, w którym Chrystus przechodzi ze śmierci do życia, a nie jako statyczna, rzeczowa obecność sacrum. Czy to wszystko? Kolejnym krokiem w rozumieniu Eucharystii było spotkanie nowotestamentalnej wiary z filozofią platońską. Okazało się, że platoński realizm symboliczny, czyli rozumienie symbolu jako realnie zjednoczonego z pierwowzorem, jest pomocny w wyrażeniu tajemnicy eucharystycznej obecności. Jeśli misterium paschalne przyjmiemy za pierwowzór, to celebrowanie Ciała i Krwi byłoby symbolem tegoż pierwowzoru w tym sensie, że sprawując Eucharystię uczestniczymy realnie w tym, czego Jezus Chrystus dokonał. Niestety, wraz z wejściem plemion germańskich do Kościoła zagubiono platońskie rozumienie symbolu. Pojawiło się przekonanie, że tylko rzeczy są realne, a symbol jest jedynie jakimś zewnętrznym znakiem arbitralnie wybranym przez człowieka i odniesionym z zewnątrz do danej rzeczywistości. To, co symboliczne, stało się przeciwieństwem tego, co realne. W konsekwencji w ostatnich wiekach pierwszego tysiąclecia zapomniano o dynamicznym, misteryjnym i symbolicznym (w sensie platońskim) charakterze sakramentu Chleba i Wina. Eucharystia zaczęła być rozważana jako „rzecz sama w sobie” służąca uzyskaniu łaski.
Ks. Dariusz Kowalczyk SJ dla Frondy. ---- Tomasz Wandas, Fronda.pl: Skąd wzięła się tradycja obchodzenia uroczystości „Bożego Ciała”? Ks. Prof. Dariusz Kowalczyk SJ: W Uroczystość Bożego Ciała wychodzimy na ulice, aby w barwnych procesjach oddawać cześć Jezusowi Chrystusowi obecnemu pod postacią chleba, a także zaświadczyć wobec innych o naszej wierze w tę obecność (w tym roku na procesje patrzeć będą kibice, którzy zjechali na Euro 2012). Co jednak właściwie mamy na myśli, kiedy – wskazując na małą białą hostię – twierdzimy, że jest to prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek? Poszukiwanie odpowiedzi na to pytanie niejednokrotnie przeradzało się w spory i kłótnie, które z jednej strony owocowały doktrynalnymi potępieniami, a z drugiej... mistycznymi wizjami. U początków święta Bożego Ciała znajduje się właśnie heretyk i mistyczka. Wszystko zaczęło się prawie dwa tysiące lat temu w Jerozolimie podczas wieczerzy paschalnej, którą Jezus z Nazaretu spożył z dwunastoma uczniami. Jezus łamiąc chleb, dawał go uczniom i mówił „To jest Ciało moje”; podawał też kielich z winem mówiąc: „To jest moja Krew Przymierza”. Jak Dwunastu mogło rozumieć wówczas te gesty i słowa? Kiedy pojęli ich najgłębszy sens? Można przypuszczać, że dopiero po spotkaniach ze Zmartwychwstałym oraz po Zesłaniu Ducha Świętego stało się dla nich jasne, że odtąd znaki chleba i wina będą uobecniały na ziemi ciało i krew Jezusa.
Dobre sobie, to jest de facto taki gangsterski motyw - oni też regularnie swoimi brykami robią patrole i pilnują, czy w terenie wszystko idzie po ich myśli. Zwierzęta - psy i koty też obsikują swój teren, by zaznaczyć swoją dominację. Podobnie jest w Arabii Saudyjskiej - tam tez policja religijna chodzi po ulicach i pilnuje porządku, jak ktoś się napatoczy, to dostanie lanie kijami. W historii tak samo robiono w średniowieczu Borze Ciało było metodą inwigilacji obywateli -wiadomo było ,że protestant nie uklęknie przed Najśw. Sakramentem, nie pojawi się na procesji, więc go szybko zidentyfikujemy i pod sąd inkwizycyjny:). Uważam, że powinien być jedynie możliwy kult w ramach kościoła/kaplicy, bo wychodzenie ze swoimi religijnymi poglądami (opartymi na moralnym szantażu i zastraszaniu wizją piekła) powinno być legalne tylko w ich świątyniach. Tam niech się kiszą w swoim sosie, a nie molestują niewinnych obywateli - inaczej to jest nękanie połączone z zastraszaniem, czyli groźby karalne. Składajcie pozwy o zastraszanie przez tych "kultowców".