Dyskusja nad tym, czy Wojciech Jaruzelski powinien polecieć do Watykanu na beatyfikację Jana Pawła wydaje mi się nieco idiotyczna. Po pierwsze nic nie wiadomo mi o tym, by generał Wojciech Jaruzelski rzeczywiście był religijny, po drugie nie jest pewne czy się tam wybiera i wreszcie po trzecie, i najważniejsze, nie jest jasne po co miał by tam on w ogóle być.
Nie przekonuje mnie bowiem argument profesor Jadwigi Staniszkis, że powodem jest fakt, że zeznawał on w czasie procesu beatyfikacyjnego, ani tym bardziej opowieści Leszka Millera, że Jaruzelski miał ciepłe relacje z Janem Pawłem II. A nie przekonują mnie bowiem, gdyby pójść tropem pani profesor, to na kanonizacji księdza Jerzego Popiełuszki w Watykanie generał Jaruzelski powinien siedzieć w pierwszym rzędzie obok generała Czesława Kiszczaka. A powód jest prosty obaj panowie przyczynili się do męczeństwa ks. Jerzego.
A na poważnie. Trudno mi zrozumieć, że można na poważnie rozmawiać na temat zabrania na beatyfikację Wojciecha Jaruzelskiego. Życiorys generała, a także brak jakiejkolwiek skruchy zupełnie jednoznacznie pokazują, że nie ma najmniejszych powodów, by na beatyfikację on jechał. Dyskusja zaś nad tym to najlepszy dowód na recydywę III RP w najgorszym jej wydaniu.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.