Wiadomości

"Kenijski akt urodzenia Obamy to fałszywka, ale i tak jest prezydentem bezprawnie"

Amerykański adwokat Philip Berg wyjaśnił w rozmowie z "Rzeczpospolitą", dlaczego nie wierzy w prawdziwość sensacyjnie odnalezionego kenijskiego aktu urodzenia Baracka Obamy. Tłumaczy też, czemu obecny prezydent sprawuje urząd wbrew prawu.

2 min czytania
"Kenijski akt urodzenia Obamy to fałszywka, ale i tak jest prezydentem bezprawnie"
"Kenijski akt urodzenia Obamy to fałszywka, ale i tak jest prezydentem bezprawnie"

Amerykański adwokat Philip Berg wyjaśnił w rozmowie z "Rzeczpospolitą", dlaczego nie wierzy w prawdziwość sensacyjnie odnalezionego kenijskiego aktu urodzenia Baracka Obamy. Tłumaczy też, czemu obecny prezydent sprawuje urząd wbrew prawu.

 

Jeszcze przed wyborami prezydenckimi Philip Berg chciał skierować sprawę do sądu. Zarówno wtedy, jak i teraz jest pewien, że Obama nie może być prezydentem. Dlaczego? Ma na to przynajmniej trzy argumenty. Po pierwsze, hawajski akt urodzenia Obamy nie spełnia warunków formalnych takiego aktu. Po drugie - nie ma nikogo z obsługi szpitala wymienionego w tym dokumencie, kto pamiętałby narodziny Obamy. Po trzecie - kenijska babka Baracka stwierdziła, że była przy jego narodzinach w Kenii.

Najsilniejszym jednak wydaje się jeszcze inny argument. Nawet gdyby Obama urodził się na Hawajach, to i tak - według amerykańskiego prawa - straciłby obywatelstwo z chwilą, gdy w Indonezji adoptował go ojczym – mówi Berg. Adwokat twierdzi, że posiada dokumenty świadczące o tym, że Obama uczęszczał do szkoły pod nazwiskiem ojczyma.

A co z ostatnio odnalezionym aktem urodzenia z Mombasy? Berg uważa, że jest on fałszywy i nie warto się nim zajmować. Sugeruje, że przygotowali go ludzie prezydenta i teraz "robią wariatów" z tych, którzy domagają się prawdziwych dokumentów. A petycję z żądaniem przedstawienia dowodów narodzin Obamy w USA podpisało już ponad 440 tysięcy Amerykanów.

Do tej pory jedyny dowód swoich narodzin w USA, który Obama podał do publicznego wglądu w formie zamieszczonego na stronie internetowej zdjęcia, to akt, który otrzymują wszyscy obywatele USA, niezależnie czy urodzeni na terenie kraju, czy poza jego granicami. A spór dotyczy właśnie tego, czy poród miał miejsce na terytorium Stanów Zjednoczonych. Ostatnio odnaleziono też akt urodzenia ze szpitala w stolicy Kenii, Mombasie.

AJ/Rzeczpospolita

Zobacz także:

Żołnierz do Obamy: Pokaż akt urodzenia, albo nie jadę do Iraku

 

 

Ważne lektury:

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej