Władze Moskwy nie zezwoliły na marsz ku pamięci zamordowanego prawnika Politkowskiej. - To absurd, fobia i histeria Kremla – komentują organizatorzy z organizacji O Prawa Człowieka.
Stanisława Markiełowa - prawnika zamordowanej Anny Politkowskiej oraz dziennikarkę Anastazję Baburową zastrzelono 19 stycznia w biały dzień w centrum Moskwy. "Nieznany sprawca" podszedł i strzelił prawnikowi w głowę. Gdy towarzysząca Markiełowi Baburowa próbowała go zatrzymać, również została zastrzelona. Sprawca pewnie nigdy sie nie odnajdzie, ale władzom najwyraźniej zależy, by ofiary także pozostały nieznane.
– Najpierw Kreml przez dziesięć dni milczy, jakby tego zabójstwa w ogóle nie było, a teraz jeszcze zabrania uczcić ofiary. Nie zrezygnujemy z naszych planów – zapowiada organizacja O Prawa Człowieka. Merostwo nie zgodziło się na pochód, sugerowało inne miejsce albo ograniczenie spotkania do wiecu.
– Odmowa zgody na marsz wynika z jakiejś fobii, histerii. Wszędzie dopatrują się pomarańczowej rewolucji, chociaż to zupełny absurd – mówi „Rzeczpospolitej” Lew Ponomariow z organizacji O Prawa Człowieka. Swietłana Gannuszkina z Pomocy Obywatelskiej dodaje – Czy Putinowi i Miedwiediewowi trudno powiedzieć, że przykro im, iż człowieka zamordowano w środku miasta? Ale oni się boją umarłych! Boją się ludzi, którzy chcą coś zrobić, takich jak Markiełow, Politkowska, takich jak my.
Markiełow był znany z tego, że przyjmował sprawy, których inni się bali. Reprezentował m.in. rodzinę Czeczenki zgwałconej i zamordowanej przez rosyjskiego oficera Jurija Budanowa oraz bronił dziennikarki Anny Politkowskiej.
AJ/Rz
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.