Ktoś się może zżymać, jak można porównywać cywilizowane, demokratyczne mechanizmy decyzyjne w Europie do barbarzyńskiej agresji Rosji na Ukrainie. Ale obie metody dzieli bardzo wąska, iluzoryczna granica. Przeprowadźmy pewną symulację intelektualną. Załóżmy, że mieszkańcy warszawskich Bielan na których mieszkam powołaliby ruch secesjonistyczny, którego celem byłaby niepodległość Bielan. Powołaliby własną policję, wojsko, ogłosili referendum. Jaka byłaby reakcja unionistów na Wiejskiej? Delegalizacja ruchu niepodległości Bielan, łapanki, procesy, więzienie, być może padłyby nawet strzały na ulicach, polała by się krew secesjonistów bielańskich. A może cywilizowani unioniści z Wiejskiej uznaliby prawo mieszkańców Bielan do własnego kraju i rozpoczęli negocjacje: jaka część długów których narobił Tusk powinna obciążyć niepodległe Bielany, czy Bielany mogą używać złotego jako waluty etc.

To pytanie retoryczne. W Europie i w Polsce mamy znacznie bliżej do siłowych mechanizmów stosowanych przez Rosję, niż do demokratycznych rozwiązań w Wielkiej Brytanii. Dlatego niezależnie od wyników referendum w Szkocji, prędzej czy później wzrost poparcia społecznego dla secesjonistów, czyli partii które chcą wyjścia ich kraju z Unii Europejskiej, doprowadzi do przemocy ze strony unionistów. Najpierw przemocy medialnej i prawnej, potem do przemocy fizycznej i militarnej. Secesjoniści powinni być tego świadomi i na to przygotowani.

Krzysztof Rybiński/Salon24.pl