Kościół

Ks. Kowalczyk SJ: Czy wrogowie Kościoła mają wpływ na dusze?

Trzeba nam pamiętać o napomnieniu Jezusa: „Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz: (Mt 7,3). A zatem dostrzegając zło w otaczającym nas świecie, baczmy, abyśmy sami nie żyli w kłamstwie. Obłudą, skutecznie oddzielającą nas od Boga i bliźnich, jest wytykanie innym błędów i grzechów, przy zupełnej ślepocie na własne niedomagania. Z tego jednak nijak nie wynika, że przeciwstawianie się złu na zewnątrz jest jedynie przykrywaniem własnych grzechów. Kiedy czytamy Stary i Nowy Testament, to widzimy, że prorocy, Jezus, apostołowie niejednokrotnie wypowiadali mocne, krytyczne słowa wobec otaczającego ich świata. I jeśli św. Piotr ostrzegał: „Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć” (1 P 5,8), to nie dlatego, aby przykryć fakt, że kiedyś zaparł się swego Mistrza.

3 min czytania
Ks. Kowalczyk SJ: Czy wrogowie Kościoła mają wpływ na dusze?
Ks. Kowalczyk SJ: Czy wrogowie Kościoła mają wpływ na dusze?

Artur Nowicki wyraził na tym blogu następującą opinię: „Kościoły nie pustoszeją dlatego, że aktywne są środowiska lewackie, dlatego że ludzie czytają «Gazetę Wyborczą» czy też oglądają TVN, jak niektórzy twierdzą. Takie tezy to racjonalizacja własnych ułomności. Jak mawiał świętej pamięci Jerzy Turowicz, świata nie wolno się bać, trzeba się bać o świat. Nie wolno nam się bać ludzi, trzeba się bać o ludzi. Pustoszejące kościoły to efekt tego, że nie jesteśmy dobrymi świadkami Jezusa Chrystusa”. Tego rodzaju opinia, choć zawiera oczywiście ziarno prawdy, może czynić wiele zamieszania w głowach. I czyni… - pisze ks. Dariusz Kowalczyk SJ. 

/

Trzeba nam pamiętać o napomnieniu Jezusa: „Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz: (Mt 7,3). A zatem dostrzegając zło w otaczającym nas świecie, baczmy, abyśmy sami nie żyli w kłamstwie. Obłudą, skutecznie oddzielającą nas od Boga i bliźnich, jest wytykanie innym błędów i grzechów, przy zupełnej ślepocie na własne niedomagania. Z tego jednak nijak nie wynika, że przeciwstawianie się złu na zewnątrz jest jedynie przykrywaniem własnych grzechów. Kiedy czytamy Stary i Nowy Testament, to widzimy, że prorocy, Jezus, apostołowie niejednokrotnie wypowiadali mocne, krytyczne słowa wobec otaczającego ich świata. I jeśli św. Piotr ostrzegał: „Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć” (1 P 5,8), to nie dlatego, aby przykryć fakt, że kiedyś zaparł się swego Mistrza.

 

Tymczasem jest takie środowisko w Kościele, które głosi, że trzeba koncentrować się na krytyce zła wewnątrz wspólnoty wierzących (w praktyce chodzi o uderzanie w księży), a zostawić w spokoju tych, co na zewnątrz sprzeciwiają się nauce Kościoła, bo  z tego powodu – jego zdaniem – nikt nie porzuca wiary katolickiej. Wyznawcy tego poglądu z satysfakcją piętnują prawdziwe i wymyślone słabości ludzi i struktur Kościoła, a jednocześnie przyjmują uniżenie każdą anty-katolicką bzdurę wypowiadaną przez media i polityków.

 

Jezus nauczał, że „co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym” (Mk 7,20), a „nic z tego, co z zewnątrz wchodzi w człowieka, nie może uczynić go nieczystym, bo nie wchodzi do jego serca, lecz do żołądka i na zewnątrz się wydala” (Mk 7,18-19). Te słowa odnoszą się jednak do sporu o tzw. nieczyste pokarmy i żadną miarą nie mówią nam, że nic, co na zewnątrz, nie może nam zaszkodzić. Pokarm idzie do żołądka, a strawiona masa jest wydalana, ale nie tak się dzieje z ideami i ideologiami, które zatruwają serce i umysł człowieka. Księga Apokalipsy mówi o Wężu starodawnym, zwodzącym całą zamieszkałą ziemię (por. 12,9). To zwodzenie ludzi, szczególnie młodych, dokonuje się poprzez konkretne osoby oraz instytucje. Wciskanie postaw skrajnie konsumpcjonistycznych, szerzenie gejowskiej ideologii w ostrej opozycji do nauki Kościoła, zalew pan-seksualizmu, mentalności antykoncepcyjnej i aborcyjnej, planowe kłamanie na temat Kościoła – to wszystko ma zły wpływ na ludzi, którzy często bywają całkiem bezbronni wobec tego, co z zewnątrz do nich dociera. Wrogie katolicyzmowi idee jak najbardziej odrywają ludzi od Kościoła. I nie miał racji ks. Tischner, który sugerował, że z powodu dzieł Lenina i Marksa nikt od Kościoła nie odszedł. Komunistyczno-ateistyczna ideologia miała bowiem zgubny wpływ na myślenie milionów ludzi. 

 

W zacytowanej na początku wypowiedzi mowa jest jeszcze o tym, że nie wolno nam bać się świata. To prawda, tyle że zdanie to często interpretowane jest w przewrotny sposób. Ktoś skrytykuje obecność bluźniercy Nergala w TVP, to znak, że boi się świata. Ktoś zaprotestuje przeciwko próbie wprowadzania tzw. małżeństw homoseksualnych, ha! niechybnie boi się ludzi. Ktoś mówi o gospodarczych przekrętach – pewno jakiś oszołom! Itd. To taki sprytny chwyt, który ostatecznie prowadzi do zmiękczania społeczeństwa w obliczu różnych przejawów zła. Nie dajmy sobie wmówić, że stawanie po stronie sprawiedliwości i prawdy jest wyrazem lęku przed światem. Sprzeciwiajmy się propagandzie atakującej dusze naszych bliźnich z zewnątrz. Ale zarazem patrzmy na nasze wnętrze, na swoje bycie przed Bogiem. 

 

eMBe/Areopag21.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej