Kościół

Ks. Sikorski dla Fronda.pl: Dzieci z rozbitych rodzin mają niedosyt miłości. W księdzu szukają ojca. Jeśli kapłan ma problemy, to może to być niebezpieczne

To raczej nie jest kwestia braku wrażliwości dla ofiar pedofilii czy horrendalna pomyłka. Jako wieloletni duszpasterz wiem, że dzieci z rozbitych rodzin, pozbawione ojców czy matek są nieraz bardzo spragnione rodzicielskich uczuć, troski i czułości. Czasem szukają tego u księdza, lgną do niego w naturalny sposób. Czasem duchowny musi więc być wobec nich stanowczy, a nieraz nawet niegrzeczny, nie pozwalając im na zbytnią poufałość. Przypuszczam, że właśnie to abp Michalik miał na myśli.

2 min czytania
Ks. Jan Sikorski (fot. archiwum fronda.pl)
Ks. Jan Sikorski (fot. archiwum fronda.pl)

To raczej nie jest kwestia braku wrażliwości dla ofiar pedofilii czy horrendalna pomyłka. Jako wieloletni duszpasterz wiem, że dzieci z rozbitych rodzin, pozbawione ojców czy matek są nieraz bardzo spragnione rodzicielskich uczuć, troski i czułości. Czasem szukają tego u księdza, lgną do niego w naturalny sposób. Czasem duchowny musi więc być wobec nich stanowczy, a nieraz nawet niegrzeczny, nie pozwalając im na zbytnią poufałość. Przypuszczam, że właśnie to abp Michalik miał na myśli.

Dzieci, które w domu nie zaznają miłości, nie są dopieszczone szukają tego u innych. Jeśli ktoś jest w tej sferze nadwrażliwy, to mogą go nieświadomie sprowokować. Myślę, że o to właśnie chodziło. Każdy z nas, księży spotyka się z takimi sytuacjami. Jeśli duchowny jest dla dzieci serdeczny i dobry, to one się do niego garną, co czasem z zewnątrz może wyglądać dziwnie, a u niektórych budzić podejrzenia. Jeśli jakiś kapłan ma w tej sferze problem, to rzeczywiście, może pojawić się jakieś niebezpieczeństwo.

Jako stary duszpasterz, wychowawca wielu pokoleń dzieci wiem, że dzieciaki w zupełnie naturalny sposób szukają kontaktu, także takiego fizycznego, co absolutnie nie usprawiedliwia grzesznych gestów względem nich. Być może – tego nie wiem – arcybiskup to właśnie miał na myśli. Bardzo dobrze, że zaapelował do rodziców, do tych tatusiów, którzy opuszczają swoje rodziny, a ich dzieci później wyją z tęsknoty. Wystarczy pójść do domu dziecka i zobaczyć, jak dzieciaki reagują na życzliwego kapłana – niemal rzucają się na niego, szukają w nim ojca. To, że ojciec finansowo utrzymuje rodzinę to jeszcze nie wszystko. Dzieci mają niedosyt psychiczny, a nawet fizyczny jeśli chodzi o obecność, zainteresowanie, miłość ze strony ojca. Chyba to chciał powiedzieć abp Michalik, tylko być może wyraził się niezręcznie. Niemniej, przeprosił, więc trudno posądzać go o jakieś złe intencje czy niezrozumienie sprawy. To garnięcie się dzieciaków do księży w normalnych sytuacjach nie jest niczym złym, nikomu nie przeszkadza, ale kiedy mamy do czynienia z jakąś patologią – może działać pobudzająco.

Przy pewnej nadwrażliwości mediów każda taka wypowiedź jest traktowana przez szkło powiększające. Bądźmy normalni! Od tygodni wałkujemy pedofilię w Kościele, a kto się przejmuje patologicznymi sytuacjami w rodzinach? A przecież one są przyczyną wielu nieszczęść! O to chodziło arcybiskupowi, choć może niejasno się wyraził. Nie róbmy jednak z tego szaleństwa. Niech w piersi biją się ci, którzy powinni.

Not. MBW

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej