Przysłowiowa przedwyborcza wojna o stołki poróżniła sztandarowych polskich homoaktywistów. Robert Biedroń, „oszukany” przez SLD pocieszenia szuka w ramionach Palikota, a Sojusz w ramach zadośćuczynienia względem tęczowego elektoratu wpisuje na listę Krystiana Legierskiego.

Zaczęło się od tego, że Biedroniowi Sojusz obiecał start z pierwszego miejsca w Gdyni, a potem w Gdańsku. Ostatecznie, zaproponowano mu czwarte miejsce w Warszawie. - Okazało się, że poniosłem porażkę. SLD to beton. Nic z tej partii już nie będzie. Trzeba będzie budować na jej zgliszczach – komentuje Biedroń. I apeluje o to, by w najbliższych wyborach nie głosować na SLD.
Sojusz, co by zatrzeć złe wrażenie po odejściu Biedronia, który miejsce na liście już zgotował Palikot, afirmuje innego homodziałacza – Krystiana Legierskiego.
Obaj panowie nie przebierają w słowach komentując swoje polityczne perypetie. Biedroń na łamach „Wprost” piętnuje Legierskiego za „rzucanie się na ochłapy”, ten w odpowiedzi mówi w „Metrze”, że Marek Wikiński wcale nie obraził Biedronia (sic!).
A niech się panowie kłócą dalej! Może w końcu „odczarują” z homofobii nie tylko wypowiedź Wikińskiego, ale całą resztę swoich absurdalnych oburzeń. Gdzie dwóch się bije...
maja
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.