Likwidacja banków nasienia to zagrożenie dla interesów lekarzy żyjących z tego niemoralnego procederu. Żeby do tego nie dopuścić niektórzy ginekolodzy są w stanie powiedzieć każdą bzdurę. Na przykład taką, że brak banków spermy doprowadzi do fali małżeńskich zdrad.
Autorzy apelu do premiera Donalda Tuska domagają się wykreślenia z projektu zakazu wykorzystywania nasienia lub komórki jajowej niepochodzących od małżonków. Taki zapis byłby krzywdzący dla niepłodnych par - uważa prof. Jerzy Radwan. Coraz więcej mężczyzn ma problemy z płodnością.
Z kolei dr Grzegorz Mrugacz uważa, że zamknięcie banków spermy doprowadzi do... epidemii zdrad małżeńskich. - Kobiety mogą zacząć sobie radzić na własną rękę. Przygodne kontakty seksualne staną się dla nich jedyną szansą na potomstwo – uważa "troskliwy" ginekolog.
Z autorami listu nie zgadza się Jarosław Gowin, twórca projektu ustawy bioetycznej. - Niektórzy ojcowie dzieci z nasion obcego dawcy mają psychiczny problem z akceptacją dziecka – twierdzi poseł. - Zamiast korzystać z plemników osób trzecich można zaadoptować embrion, gdy umrze matka genetyczna, albo przysposobić sierotę z domu dziecka – dodaje polityk PO.
W Polsce funkcjonuje kilkanaście banków spermy. Rocznie w Polsce rodzi się 1,5 tys. dzieci poczętych metodą in vitro i pięciokrotnie więcej z inseminacji. Nasienie obcego dawcy wykorzystuje się w przypadku 10 proc. inseminacji i 2,5 proc. zapłodnień in vitro.
sks, Polska
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.