Wiadomości

Matka Kurka: Za chwilę KOD, opozycja i autorytety będą nazywać Merkel pisowską nazistką

Za niespełna tydzień przejeżdża do Polski enerdowska kanclerz Andżela Merkel. Sam przyjazd jest ponoć wynikiem zaproszenia premier Beaty Szydło, ale jednocześnie mówi się, że to z inicjatywy strony niemieckiej ma dojść do spotkania na szczycie Merkel- Kaczyński. Zanim wprosimy się na tę historyczną imprezę, dwie rzeczy wiemy na pewno. Kaczyński oficjalnie oświadczył, że Tusk nie będzie polskim kandydatem na „prezydenta Europy” i w takim samym trybie zapewnił, że będzie wspierał Merkel, która na stanowisku kanclerza Niemiec jest dla Polski najlepszym rozwiązaniem. Obie deklaracje mogą szokować, chociaż z zupełnie innych powodów, ale w sumie tworzą dość oczywisty obraz politycznego porozumienia.

4 min czytania
Merkel, fot. 	World Economic Forum; Kaczyński, fot. Drabik Pany. Zdjęcia lic. CC BY-SA 2.0, edytowane
Merkel, fot. World Economic Forum; Kaczyński, fot. Drabik Pany. Zdjęcia lic. CC BY-SA 2.0, edytowane

Za niespełna tydzień przejeżdża do Polski enerdowska kanclerz Andżela Merkel. Sam przyjazd jest ponoć wynikiem zaproszenia premier Beaty Szydło, ale jednocześnie mówi się, że to z inicjatywy strony niemieckiej ma dojść do spotkania na szczycie Merkel- Kaczyński. Zanim wprosimy się na tę historyczną imprezę, dwie rzeczy wiemy na pewno. Kaczyński oficjalnie oświadczył, że Tusk nie będzie polskim kandydatem na „prezydenta Europy” i w takim samym trybie zapewnił, że będzie wspierał Merkel, która na stanowisku kanclerza Niemiec jest dla Polski najlepszym rozwiązaniem. Obie deklaracje mogą szokować, chociaż z zupełnie innych powodów, ale w sumie tworzą dość oczywisty obraz politycznego porozumienia.

Kaczyński to przede wszystkim realista, taki do bólu konsekwentny, czego amatorzy aspirujący do miana specjalistów od polityki, w żaden sposób nie pojmują. Pierwszym spostrzeżeniem amatorów bez dwóch zdań będzie to, że przecież Kaczyński mówił o Merkel w kontekście moskiewskiej układanki, nazywał jej wybór nieprzypadkowym i tak dalej. Rzeczywiście tak było i co więcej nic się w tej diagnozie nie zmienia, jest całkowicie poprawna. Wybór Merkel na głównego partnera Polski w rozmowach z Niemcami ma zupełnie inne podłoże i żaden poważny polityk, chwili by się nad tym nie zastanawiał. W Niemczech dochodzi do politycznych przetasowań, z jednej strony zadymę robi Alternatywa dla Niemiec, to takie niemieckie Kukiz’15 tylko nie przez PO, ale przez Putina wymyślone. Z drugiej do gry wchodzi najgorszy z najgorszych, czyli syn esesmana bez matury, nijaki Martin Schulz i tenże zamierza zostać kanclerzem Niemiec.

Przy takim wyborze, wyboru nie ma żadnego, Merkel jako jedna z trzech realnych propozycji politycznych, jest dla Polski absolutnie poza konkurencją. I AfD i tym bardziej Szulz byliby tragicznym rozstrzygnięciem politycznym. Merkel doskonale wie kto w Polsce rozdaje karty, wie też, że w dużym stopniu z powodu wygłupów panów z Brukseli, Polska zaistniała w Europie w zupełnie nowej postaci. Z kraju, który się trzymał niemieckiej spódnicy i brukselskich biurokratów, Polska stała się wymagającym partnerem i „niewdzięcznym” krytykiem tego, co się w Europie dzieje. Zmiana jest jednoznacznie kojarzona z jednym człowiekiem – Jarosławem Kaczyńskim, któremu przypisuje się wszechwładzę w Polsce. Czas sobie zadać polityczne pytanie. Co zrobi Merkel mając w perspektywie wybory w Niemczech, gdzie jest solidnie krytykowana, a przy tym w Brukseli jej pozycja również spadła, po akcji z emigrantami. Z kim Merkel będzie chciała w Polsce rozmawiać i z kim ustalać najistotniejsze sprawy?

W grę wchodzą dwie opcje albo decydujący o wszystkim Jarosław Kaczyński wraz z partią rządzącą albo nic nieznaczący Donald Tusk ze skompromitowaną opozycją. W dodatku Tusk jest uważany w Brukseli za największą pomyłkę Merkel. Wielu się zapewne uśmiechnie, gdy przeczyta, że w tej grze Merkel ma związane ręce, a karty rozdaje Kaczyński, ale tak właśnie wyglądają realia. Merkel bardziej zależy na poparciu Kaczyńskiego, niż Kaczyńskiemu na uwaleniu Tuska przez Merkel. Jeśli niemiecka kanclerz borykająca się z problemami wewnętrznymi przywiezie z Polski komunikat, że najbardziej sceptyczny wobec „uchodźców” kraj popiera jej politykę i kandydaturę na trzecią kadencję, to będzie to dla niej zdobycz niebagatelna. Patrzcie, nawet ten straszny narodowiec Kaczyński i ta krnąbrna Polska, nie wyobraża sobie Niemiec bez kanclerz Merkel. Pozostaje drugie pytanie. Czy Kaczyński zapakuje Merkel reklamówkę do Mercedesa z takim właśnie błogosławieństwem w zamian za samo odstrzelenie Tuska?

Bez żartów, to musiałby być Tusk, nie Kaczyński. Interes do ubicia jest znacznie poważniejszy, a Donald to tylko przystawka. Stawką w grze będzie uciszenie „instytucji europejskich” i pozostałych „komisji weneckich”. Za taką cenę naczelnik może dogadać się z kanclerz. Ponieważ wspólnota interesów jest duża i obie strony w zasadzie nie muszą niczego poświęcać, jedynie zyskują, z politycznego punktu widzenia porozumienie jest niemal pewne. Kaczyński i Merkel kosztem kilku politycznych pionków mogą wzmocnić własne pozycje polityczne i to do poziomu, który gwarantuje święty spokój. Rzecz jasna nie stanie się cud i nie znikną nagle „polskie obozy” albo „polski faszyzm”, jest jednak pole do porozumienia w kwestiach najważniejszych i tutaj „opozycja” jest poza grą. W związku z tym w najbliższym czasie należy się spodziewać, że demonstracje KOD i ciamajdany w sejmie odbędą się pod hasłem „Porozumienie Kaczyńskiego i Merkel to nowy pakt Ribbentrop i Mołotow”.

 
 

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej